Vrinda.Net.pl - Portal polskiej społeczności Vaisnava
niedziela, 20 stycznia 2019

Kardama Muni i Kapiladev
Vrinda, 27.07.2004 – Radhanth Swami

28 listopada 2003, Los Angeles

vratam sa asthito maunam
atmaika-śarano munih
nihsango vyacarat ksonim
anagnir aniketanah

"Mędrzec Kardama podjął ślub milczenia, aby myśleć o Najwyższej Osobie Boga i przyjąć wyłącznie Jego schronienie. Podróżował po powierzchni globu jako sannyasin, wolny od wszelkiego związku z ogniem i schronieniem."


Z błogosławieństwami swego syna, Kapiladevy, oraz żony, Devahuti, Kardama Muni udał się do lasu jako sannyasin. Doskonale wypełnił swe obowiązki jako grihastha i teraz ustanowił przykład, że najwyższym priorytetem w życiu jest samorealizacja. System varnaśrama, czy też daivi-varnaśrama, uczy ogół ludzkości, jak wypełniać przypisane społeczne i zawodowe obowiązki w taki sposób, by nieustannie czynić duchowy postęp. To nie tak, że odkładamy naszą praktykę Świadomości Kryszny aż wzniesiemy się na wyższy etap. Czasami pod wpływem pasji i ignorancji nawet wielbiciel może myśleć: "Najpierw zatroszczę się o te sprawy, a później zajmę się moją Świadomością Kryszny na poważnie. Mam długi, zobowiązania wobec rodziny, obowiązki społeczne – zajmę się nimi, a potem zatroszczę się o bhakti na poważnie". Jednakże nie wiemy, czy będzie dla nas istniało "jutro". Taka jest natura tego świata – "padam padam yat vipadam..." Dlatego to jest niezmiernie poważne – teraz jest pora na to, by stać się bardzo poważnym w praktykowaniu Świadomości Kryszny. I daivi-varnaśrama uczy nas, jak, na jakimkolwiek etapie życia byśmy nie byli, jednocześnie kultywować naszą bhakti. Zawsze powinniśmy próbować czynić postęp. Naprawdę, nie możemy pozostać w tym samym miejscu.

Pozostawać w jednym miejscu to tak, jakby znajdować się w rwącym nurcie rzeki i myśleć "po prostu pozostanę tu, gdzie jestem". Nurt popycha cię do oceanu, w tym przypadku do oceanu iluzji, oceanu narodzin i śmierci. Musimy być bardzo zdeterminowani, by popłynąć pod prąd, w innym przypadku zostaniemy przez niego porwani. To nie tak, że po prostu zostaniesz tam, gdzie jesteś i Kryszna, Maya i wszyscy inni będą czekać, dopóki nie załatwisz wszystkich swoich spraw. To nigdy nie działa w ten sposób. Czy ktoś jest brahmaczarinem, grihasthą, vanaprasthą czy sannyasinem, braminem, kszatriją, wajśją czy siudrą – pod kierunkiem guru, sadhu i śastr powinniśmy zawsze czynić postęp w Świadomości Kryszny. Nawet Kardama Muni, był grihasthą, stworzył ten piękny niebiański pałac, lecz wszystko co robił, ostatecznie czynił jako służbę dla Kryszny. Jaki jest na to dowód? Kryszna stał się jego synem jako Kapiladeva. Po tym jak Kryszna stał się jego...

Możecie to sobie wyobrazić – wychowywać TAKIEGO syna? Pan Kapiladeva jest wszechatrakcyjny, mieszka w domu z Devahuti, najpiękniejszą kobietą na świecie, praktycznie w całym wszechświecie? Półbogowie szaleli za nią. Gdy była młoda, była tak piękna; gdy była dziewczyną i mieszkała w domu swego ojca, bawiła się na dachu pałacu swego ojca, a półbogowie przybywali z niebios po to tylko, by ją oglądać. I gdy już ją ujrzeli, byli tak zauroczeni, że wypadali ze swoich samolotów. Na ziemię. Widzieliście kiedyś takiego spadającego półboga w Beverly Hills czy Hollywood? Tamtejsze panie mają być takie piękne i wytworne, ale półbogowie nawet na nie nie spoglądają. Jakie było piękno Devahuti, jakaż była jej wierność? Po prostu w milczeniu służyła swemu mężowi, nawet gdy byli biedni, nie mieli niczego do jedzenia i czasami głodowała. Dlatego mąż, powodowany uczuciem do niej, dawał jej to, o co tylko go poprosiła. Jakąż szlachetną i kochającą osobą była Devahuti! Jak można było ją porzucić? Także jej synowie... Kapiladeva zachowywał się całkowicie, w 100 procentach właściwie. Bardzo kochał swych rodziców; był piękny i był źródłem wszelkich dobrych cech. Jak można porzucić taką rodzinę? Kardama Muni, ponieważ wypełnił swoje obowiązki, by dać właściwy przykład przeszedł na następny etap i udał się do lasu.

W tym wersecie opisane są pewne zasady, według których żył będąc w lesie. Jest napisane: "...był całkowicie wolny od wszelkiego związku z ogniem i schronieniem". Prabhupada mówił, że grihastha powinien spełniać ofiary. Oczywiście, w wieku Kali ofiarą jest hari-nama, jednakże w poprzednich wiekach grihasthowie powinni byli przeprowadzać codziennie ofiary ogniowe. Następnym obowiązkiem grihasthy jest gotowanie dla rodziny, osób pozostających na utrzymaniu. Po ugotowaniu potrawy są ofiarowane Krysznie i rozdawane jest prasadam. Ale Kardama Muni w najmniejszym stopniu nie przejmował się jedzeniem czy szukaniem wygodnego schronienia. Po prostu żył w jaskiniach, pod drzewami czy na brzegach rzek; nie miał zbudowanego miejsca do mieszkania. Żadnej nieruchomości czy przedmiotów. To jest całkiem wzniosłe, jeśli jest się w stanie to zrobić. On po prostu mieszkał gdziekolwiek się znalazł. To jest sposób życia takich wyrzeczonych sadhu. Po prostu wykonują swój bhajan, czczą Bóstwa, podróżują i nauczają; śpią zaś tam, gdzie akurat się znaleźli. Bardzo proste życie, bez własnego mieszkania. Śukadeva Goswami mówi do osób będących w wyrzeczonym porządku życia: "Po co ci dom, jeśli w górach są jaskinie? Po co ci łóżko, gdy na ziemi jest tak wiele płaskich miejsc? Do czego potrzebujesz poduszki? Masz przecież dwa ramiona, czyli masz już dwie poduszki! Po co ci ubrania, czyż nie ma już na drzewach kory, którą mógłbyś okryć swe ciało?" To jest proste życie, jakie wiodą wielcy mędrcy i riszi. Śukadeva Goswami nie poprzestawał na mówieniu o tym, on nie nosił żadnych ubrań – nie troszczył się nawet o okrycie z kory drzewa. A mieszkał w lesie...

Gdy mówił, miało to wielką moc, gdyż praktykował to, czego nauczał. Kardama Muni żył w taki właśnie sposób. Jaki jest cel prowadzenia takiego trybu życia? Powinniśmy to zrozumieć, ponieważ z pewnością w obecnych czasach rzadko kto mógłby żyć w ten sposób. Kora służąca za ubranie, bez mieszkania, będąc wystawionym na działanie deszczu, żaru słonecznego i zimna. Jeśli zaś chodzi o gotowanie – Kardama Muni nie jadał gotowanego pożywienia; on nawet nie żebrał o jedzenie. Po prostu jadł to, co rosło w lesie. Tak proste życie... Ideą stojąca za tym jest bycie w pełni zdanym na łaskę Kryszny, by uczynić Go naszym jedynym schronieniem. Czy jesteśmy w stanie żyć w taki sposób czy też mamy lżejsze warunki do życia – prawdziwą esencją jest to, czy całkowicie polegamy na Krysznie. Nie polegamy na powierzchownych, tymczasowych schronieniach dostępnych w tym świecie. To jest tak naprawdę wyrzeczenie. Śrila Prabhupada wyjaśniał, że osoba w wyrzeczonym porządku życia powinna być w stanie udać się w każde miejsce i być pozbawiona strachu. Dlaczego? Bo po prostu całkowicie polega ona na Krysznie. Mare Kryszna Rake Ke Rake Kryszna Mare Ke. Jeśli chcesz mnie uratować, Kryszno, nikt nie będzie w stanie mnie skrzywdzić. Jeśli zaś chcesz mnie zranić – należę do Ciebie; rób, co Ci się podoba. Bhajahu re mana sri-nanda-nandana abhaya-caranaravinda re. Staniemy się nieustraszeni, gdy nauczymy się szukać schronienia w Krysznie.

Materialistyczny styl życia oznacza poszukiwanie schronienia w zawodnych żołnierzach materialnej egzystencji. Pisma zaś mówią nam, by porzucić wiarę w nich i nie pokładać w nich nadziei, ponieważ ostatecznie nie będą oni w stanie uratować nas w czasie największej potrzeby. Polegamy na Krysznie w każdej chwili, przy każdym oddechu i uderzeniu serca, w każdej sekundzie. Kryszna ratuje nasze życia w każdej sekundzie. Gdyby nie dostarczył powietrza, natychmiast byśmy się udusili. Gdyby nie dostarczył Słońca, w mgnieniu oka zamarzlibyśmy na śmierć. Gdyby nie dał nam deszczu, ziemi, ziarna – zginęlibyśmy z głodu w krótkim czasie. Kryszna ratuje nas. Czy jesteśmy wdzięczni, czy zauważamy to? Dlatego wielbiciele uczą się przyjmować schronienie w Krysznie, zwłaszcza w pięknej formie Jego Świętego Imienia. Kardama Muni przyjął ślub milczenia. Śrila Prabhupada objaśnia właściwy cel milczenia. Są ludzie zwani "mauni baba". Pamiętam, gdy podróżowałem po Indiach, na długo przed moim zetknięciem się z Ruchem Hare Kryszna, czasami spotykałem "mauni baba". W lasach, miejscach pielgrzymek... Oni nic nie mówili. Zazwyczaj "mauni baba" mają ze sobą tabliczkę do pisania i kawałek kredy – cokolwiek mają do powiedzenia, piszą to. To niesamowite, jak niektórzy z nich, jakie nonsensy wypisują! To jest mówienie o nonsensach. Gdy umysł im coś podpowiada, nie mówią tego, lecz piszą. Prabhupada powiedział, że jeżeli uczniowie mówią nonsensy, guru poleca im, by przyjęli ślub milczenia. Jakie jest prawdziwe znaczenie i cel milczenia? By nie rozmawiać na materialne tematy. By zawsze mieć na ustach chwały i imiona Pana. Podczas jednego z wykładów Śrila Prabhupada omówił naturę "prajalpa". "Prajalpa" oznacza bezużyteczne, niepotrzebne i nonsensowne rozmowy. Prabhupada objaśnił, co się dzieje, gdy mówisz "prajalpa" – twoje życie, twoja duchowa energia wycieka z twego serca. Po prostu wylewasz, marnujesz swoją duchową energię na bezsensowne rozmowy. Śnisz swoje prawdziwe życie. Nie widzisz tego?

W rzeczywistości, dla ludzi zbyt uwarunkowanych przez trzy siły natury materialnej "prajalpa" jest jak nektar. Jednakże to, co wydostaje się z naszych ust jest tak bardzo, bardzo ważne... Śri Caitanya Mahaprabhu powiedział, że gdy twe usta krytykują innych, a zwłaszcza waisznawów, to tak naprawdę w tym momencie piją truciznę. Bo to jest dokładnie taka sytuacja. To jest tak naprawdę gorsze od arszeniku. Arszenik – nic strasznego; najgorsze, co może uczynić, to zabić twoje ciało. Ale nie jest w stanie zakłócić twojego duchowego postępu. Jednakże gdy mówisz nonsensy, "prajalpa", gdy krytykujesz innych, ta wibracja dźwiękowa jest jak trucizna. Zabija twoje przywiązanie do służby oddania, która jest naszym wiecznym związkiem z Kryszną. Raghunatha dasa Goswami napisał, że "prajalpa" jest niczym prostytutka. Przychodzi by zabrać, ukraść twoją czystość w oczach Boga i pozbawić cię przywiązania do pełnienia służby dla Śri Śri Radha-Kryszny. To jest fakt. "Prajalpa" odbiera nam nasza skłonność do pełnienia miłosnej służby oddania, będącej naszym najdroższym skarbem. Czym tak naprawdę jest bhakti? Jest to kultywowanie i rozwijanie naszej inklinacji do pełnienia miłosnej służby oddania dla Pana. Bhaktivinoda Thakura wyjaśnia, że gdy jesteś w stanie kontrolować język, reszta zmysłów ustawia się w kolejce. Ale jeśli nie możesz kontrolować języka, kontrolowanie innych zmysłów jest bardzo trudne. Ciało ludzkie porównywane jest do statku. Jego kapitanem jest mistrz duchowy, pomyślnymi wiatrami są zaś nauki Wed. Pewnego razu obserwowałem statki i zastanawiałem się nad tą analogią. Czy powinienem podzielić się z wami moimi przemyśleniami? (Słychać glosy wielbicieli: "Tak, tak...") Możecie je zaakceptować lub odrzucić – jak wam się podoba, ale to jest sposób, w jaki to widzę... Cały statek, kierunek, w jakim się porusza, jest zależny od steru. To tylko taka mała rzecz z tyłu, prawda? Nie jest duża; kiedy się porusza, cała łódź zmienia kierunek ruchu. Ster jest mały, statek zaś jest ogromny. Statek porusza się zależnie od ustawienia steru. Czyż nie jest tak? Wszyscy wiedzą, jak to działa, prawda? Przyglądałem się sterowi i w rzeczywistości wygląda on jak mały język. Naprawdę, wygląda jak język. To jest fakt. Nasze życie w tej łodzi, jaką jest ludzkie ciało, toczy się w zależności od tego, jak używamy języka. Jeśli krytykujesz wielbicieli, tracisz wszystko – zmieniasz kierunek i upadasz. Mówisz "prajalpa" – cała twoja świadomość, twoje życie jest źle ukierunkowane. Ale jeśli używamy języka do rozkoszowania się słodyczą Świętych Imion Kryszny i ich chwał, łódź naszego ludzkiego życia porusza się zawsze w kierunku świata duchowego.

Dlatego wielki nacisk kładzie się na kontrolowanie języka. Prabhupada wyjaśnił, że są dwie funkcje języka: smakowanie i mówienie. Powinniśmy smakować prasadam, właściwy rodzaj prasadam – w innym przypadku, jeśli spożywamy coś innego, zostajemy przez to karmicznie związani. Prabhupada powiedział, że nawet dieta wegetariańska jest grzeszna. Nie jest bardzo grzeszna, ale wciąż... To jest karmiczne. Kryszna mówi, że spożywanie nieofiarowanego Mu jedzenia jest spożywaniem grzechu. Kryszna przyjmuje jedzenie wyłącznie w gunie dobroci, pożywienie wegetariańskie. Aby nie być związanym przez karmiczną degradację, wielbiciel spożywa jedynie Kryszna-prasadam. Jedzenie naładowane duchowa energia. "I nie za dużo", powiedział Prabhupada. Czasami można, ale... (śmiech) Prabhupada czasami do tego zachęcał, ale zasadą jest: "nie za dużo". Inną funkcją języka jest mówienie. To jest najbardziej skomplikowane. Na własne oczy widzieliśmy osoby robiące niesamowite rzeczy, ale nie mogące przestać krytykować innych. Widzieliśmy ludzi praktykujących niesłychane wyrzeczenia dla ciała, praktycznie niczego nie jedli – i ciągle mówili o nonsensach. Rupa Goswami objaśnił w "Nektarze Oddania" sześć impulsów, sześć "vegam". Skłonność do mówienia, bardzo, bardzo trudna do kontrolowania. Jest pragnienie, potrzeba, wręcz głód mówienia. Jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co wypowiadamy. Pewien bramin przyszedł do Pana Caitanyi i rzekł: "Jestem bardzo grzeszną osobą. W przeszłości krytykowałem Ciebie i, co gorsza, Twoich wielbicieli. Co powinienem zrobić, by odpokutować za te obrazy?" Pan Caitanya odpowiedział: "Krytykowanie waisznawów jest niczym picie trucizny. Jedynym antidotum na nią jest gloryfikowanie waisznawów i intonowanie Świętego Imienia. Porzuć krytykowanie innych osób, gloryfikuj waisznawów i Krysznę oraz intonuj Jego Święte Imiona". Taki jest proces. Dopóki nasz język nie jest zajęty intonowaniem i śpiewaniem Świętych Imion i chwał Kryszny oraz Jego wielbicieli, dopóty będzie zmuszony mówić rozmaite nonsensy. Potrzeba mówienia jest tak silna, tak potężna...

Dzisiaj jest Odana-sasthi. Czy chcecie, bym opowiedział wam tę historię? W Caitanya-caritamricie Prabhupada opisuje to w skrócie. W Śri Caitanya-Bhagavata jest to opisane bardziej szczegółowo. Odana-sasti jest niezwykłym i pełnym chwał festiwalem w Jagannatha Puri związanym z Panem Jagannathem. Opisane jest, jak Pan Śri Caitanya Mahaprabhu spotkał Gadadhara Pandita. Gadadhara Pandita powiedział Mu: "Mantra, którą dał mi mój guru, nie oczyszcza mego serca. Czy mógłbyś powtórzyć mi tą mantrę?" Pan Caitanya Mahaprabhu odpowiedział: "Twoim guru jest Pundarika Vidyanidhi. Jest to wielka osoba, wielka dusza. Osoba, która powtórzyłaby dla ciebie tą mantrę byłaby winna wielkiej obrazy. Otrzymałeś ją od wielkiej osoby". Później dodał: "W głębi serca wierzę, że on wkrótce pojawi się tutaj, w Jagannatha Puri". Pan Caitanya wykrzyknął "Pundarika, Pundarika, mój ojcze!!!". "Mój ojcze", ponieważ w Kryszna-lila Pundarika Vidyanidhi jest Vrisabhanu Maharadżem, ojcem Śrimati Radharani. Pan Caitanya był w nastroju Śrimati Radharani. Zgodnie z przepowiednią Pana Caitanyi, kilka dni później Pundarika Vidyanidhi przybył do Jagannatha Puri. Jest on bardzo drogim przyjacielem Swarupa Damodara Goswamiego. Zanim Swarupa Damodara Goswami przyjął wyrzeczony porządek życia, mieszkał w Navadvip. Pundarika Vidyanidhi i Swarupa Damodara Goswami byli prawdziwymi, najlepszymi przyjaciółmi. Byli do siebie niezmiernie przywiązani i bardzo się kochali w służbie dla Śri Caitanyi Mahaprabhu. W naturalny sposób więc, gdy przybył on do Puri, Swarupa Damodara Goswami był niezmiernie szczęśliwy mogąc go powitać. Pan Caitanya Mahaprabhu był w ekstazie mogąc spotkać się ze Swoim wielbicielem. W dniu Odana-sasti Pan Caitanya zabrał wszystkich wielbicieli do Świątyni Jagannatha, by oglądać ten niezwykły festiwal. Jest to święto, w którym ofiaruje się dla Pana Jagannatha nowe, krochmalone ubrania. Mridangi, gongi, karatale, rogi, instrumenty strunowe... na tak wielu instrumentach grano dla przyjemnosci Pana. Bóstwom bezustannie ofiarowywane były nowe ubrania. Żółte, błękitne, zielone, różowe, pomarańczowe, czerwone... rozmaite rodzaje i kolory ubrań; to był festiwal ubrań. I każde z nich było wyszywane złotem i perłami. Pan Caitanya i Jego towarzysze obserwowali to i byli pogrążeni w ekstazie, widząc piękne, bogate i wytworne przedmioty ofiarowywane Panu Jagannathowi.

Następnie ofiarowane były rozmaite ozdoby wykonane z kwiatów – bransolety, naszyjniki, korony, girlandy... To był wspaniały festiwal. Później ofiarowano Panu wielką ucztę, następnie arati z szesnastoma rodzajami parafernaliow. Były kadzidła, lampy... Tak wiele lamp... Bramini intonowali mantry, zaś Pan i Jego towarzysze robili harinama-sankirtana. W ten sposób Pan i Jego wielbiciele cieszyli się festiwalem Odana-sasti przez całą noc, w wielkim szczęściu. Pan uczy nas, że prawdziwym szczęściem jest widzieć, jak pięknie służy się Krysznie. Śrila Prabhupada mówił w ten sposób: "Jeśli ubierasz ładnie Bóstwa, tracisz pragnienie do dekorowania siebie". Innymi słowy, tracisz swoją próżność. Jeśli gotujesz dobrą ucztę dla Bóstw, gdy rozwiniesz miłość i prawdziwe przywiązanie do Kryszny, to po prostu patrzenie na ofiarowanie dobrego bhoga dla Bóstw zadowala twoje serce. Nie potrzebujesz żadnych dobrych rzeczy. Widzimy w życiach Goswamich, że wystarczała im grubo zmielona mąka zmieszana z wodą z Jamuny. Robili z tego kulkę, wrzucali w ogień i, po upieczeniu, zjadali. Ale do prawdziwego szczęścia nie potrzebowali niczego poza oglądaniem, jak bogate bhoga ofiarowane są dla Radha-Govindy i Radha-Madana-Mohana. Gdy podlewasz korzeń, wszystkie części drzewa są usatysfakcjonowane. To jest Świadomość Kryszny. Rano odsłaniamy Bóstwa i pozwalamy im spojrzeć w lustro. Dzięki temu tracimy pragnienie oglądania siebie w lustrze, może oprócz chwili, w której malujemy tilaka.

Możemy zobaczyć wielbicieli żyjących w tak prosty sposób... Spójrzcie na Amala-bhakta Prabhu. Żyje niczym zwykły żebrak, ale gdy widzi Bóstwa udekorowane koronami, bogato ubrane i cieszące się wspaniałym bhoga – tańczy w ekstazie. Ludzie w Hollywood mają nawet lepsze, droższe ubrania i ozdoby na sobie i żaden z nich nie tańczy w ekstazie (śmiech). Mają tyle zmartwień, że muszą brać pigułki nasenne, by być w stanie zasnąć. On zaś niczego nie posiada, ale widząc udekorowane Bóstwa tańczy, jest szczęśliwy. To jest Świadomość Kryszny. Pan Caitanya i Jego wielbiciele byli w ekstazie po prostu widząc Bóstwa czczone tak wspaniale. Jest historia o tym, jak Sarvabhauma Bhattacarya ugotował niezwykle bogatą, wystawną ucztę dla swych Bóstw Jagannatha. Gdy Pan Caitanya ujrzał to, po prostu szlochał w ekstazie. Był tak szczęśliwy, widząc, jak wspaniale potrawy może zjeść Kryszna. Gdy Sarvabhauma Bhattacarya powiedział Mu: "Proszę, przyjmij prasadam", Pan odrzekł: "Nie, nie. Daj mi tylko trochę ryżu i gotowanych warzyw; to wszystko, czego potrzebuję. Jestem szczęśliwy widząc Bóstwa jedzące tak wspaniałą ucztę". To jest postawa służebna. Możemy nie być na takiej platformie, ale powinniśmy starać się ją osiągnąć, to powinno być naszym gorącym pragnieniem. Nie odbieranie przyjemności, ale służenie. To daje prawdziwą satysfakcję. Dlatego nasi ukochani aczarjowie wprowadzili czczenie Bóstw – by dać nam możliwość użycia naszego umysłu i zmysłów w ofiarowaniu Krysznie tego, co najlepsze. Wtedy zaś będzie nas zadowalało bardzo proste życie.

Możemy zobaczyć we współczesnym społeczeństwie, że gdy ktoś ubiera się bardzo ładnie czy jest w posiadaniu atrakcyjnych dóbr, ludzie mogą mówić: "O, jak miło", ale w głębi serc są zazwyczaj zazdrośni. Tak? Są zazdrośni, istnieje konflikt, współzawodnictwo, zazdrość. Ale w społeczności waisznawa, gdy każdy oddaje coś Krysznie, wszyscy są zgodni i szczęśliwi, ponieważ widzą, że Kryszna jest tego właścicielem. Jak tylko weźmiemy coś dla siebie, powstaje konflikt. Gdy oddajemy to Krysznie, tworzy się doskonała zgoda, harmonia i miłość. To jest dar Prabhupada. Dawniej w świątyniach, pamiętam New Vrindavan, jedliśmy paszę dla koni. (śmiech) Może nie powinienem wam tego mówić, ale to prawda. Byłem pomocnikiem kucharza. "Pomocnik" oznacza, że po prostu myłem garnki itp., to nie było jakieś prestiżowe stanowisko. Ale wszystko co robisz dla Kryszny jest najlepsze, najdoskonalsze. Kucharz kazał mi przynieść zboże, ponieważ codziennie jedliśmy coś, co nazywaliśmy "upmą". Miałem przynieść zboże na obiad – to było wszystko, co wtedy mieliśmy. Poszedłem do spiżarni i wróciłem mówiąc: "Tam nie ma żadnego zboża". "Widziałem dzisiaj rano, jest tam". Kucharzem był wtedy Sudharma (Sudama?). Poszedłem tam jeszcze raz, rozejrzałem się ponownie – nie było tam żadnych worków ze zbożem. Wróciłem do kuchni i powiedziałem: "Tam nie ma zboża". "Widziałem je dzisiaj rano, idź" – więc poszedłem trzeci raz. Wróciłem: "Nic tam nie ma" – "A czy jest tam COKOLWIEK?" – zapytał mnie kucharz. "Tak" – "Co to jest?" – "Jakieś worki". Były tam takie foliowe worki z dużym, czerwonym napisem: "PASZA DLA KONI" i podobizną konia. "To właśnie to", powiedział kucharz. (śmiech) "Takie stufuntowe worki; jemy to codziennie. To wszystko, co mamy". Braliśmy tą paszę i mieliliśmy ją na żarnach, właściwie nie było to nawet zmielone na mąkę, a tylko pokruszone i połamane. Później gotowaliśmy to na wodzie, dodawaliśmy trochę kminku indyjskiego i nazywaliśmy "upmą". (śmiech) Bardzo proste pożywienie, wtedy jedliśmy to wszyscy. Ale wciąż, gdy widzieliśmy Bóstwa dostające sandesz, berfi, gulabdżameny, samosy, pakory, czatneje, sabdżi i wiele innych potraw, wszyscy byliśmy szczęśliwi. Tak szczęśliwi... Zwłaszcza, gdy serwowano maha-prasadam. (śmiech) Każdy dostawał tylko troszeczkę, ale ta odrobina była dla nas bezcenna. Dlaczego ktokolwiek chciałby mieszkać w takim miejscu?

Pewnego razu... Miałem takie stare... Właściwie, kiedy tam przyjechałem, moje dhoti nie było takie, jakiego używają bhaktowie z Hare Kryszna. Powiedziano mi więc: "Musisz zdobyć właściwe dhoti". "Skąd mam je wziąć?" – "Znajdź gdzieś". Nadeszła zima i potrzebowałem płaszcza. "Gdzie mógłbym dostać płaszcz?". W aśramie brahmaczarinów powiedziano mi: "Wszystko, czego potrzebujesz, jest w stodole". Udałem się tam. To nawet nie były rzeczy pozostawione przez wielbicieli. Ta stodoła miała 120 lat, Bóg jeden wie, kto tam mieszkał przed nami. Wszystkie stare ubrania wyrzucano właśnie tam. To była taka drewniana stodoła z kamienną podmurówką. Ubrania były tam zrzucone na stertę; była ona cala pokryta lodem. Musiałem to kuć, wszystko było twarde niczym kamień. W takich warunkach musiałem się zorientować, co może na mnie pasować. Wiele rzeczy było podartych, ale przez lata to było jedyne miejsce, w którym mogliśmy zaopatrzyć się w ubrania. Wyobrażacie sobie, jak wyglądaliśmy? Nie tak, jak na lotniskach, gdzie ubierało się krawaty i garnitury, by dobrze się prezentować. Tutaj wyglądaliśmy niczym zwierzęta. (śmiech) W jakiś sposób udało mi się wydobyć z tej sterty koc. Pamiętam go dobrze, to był stary, wojskowy koc. To była jedyna ciepła rzecz, jaką miałem przez wiele lat. Spałem na nim, to była jedyna rzecz, która się do tego nadawała – nie mieliśmy ogrzewania, zimy zaś były mroźne. Służył mi za płaszcz, pościel... Był dla mnie wszystkim. Używałem go tak długo, aż się rozpadł. (śmiech) Byłem po prostu taki, jak inni. Ale gdy zbliżało się Powitanie Bóstw, wszyscy oczekiwali z niecierpliwością, jak ubrane będą Bóstwa. Uwierzcie mi, nikt nie był zazdrosny o czyjeś ubranie. (śmiech) Nikt nawet nie spoglądał dwa razy na czyjś strój. Ale minuty przed rozsunięciem kurtyn zasłaniających Bóstwa wszyscy upływały na zgadywaniu, co też będą One dzisiaj ubierać. Gdy rozbrzmiały głosy konch i Bóstwa zostały odsłonięte, wszyscy staliśmy z zapartym tchem. Piękne ubrania, ozdoby, girlandy. Taka satysfakcja! To jest Świadomość Kryszny. Nie to, że ubieraliśmy się w taki sposób, ale czerpanie takiej przyjemności i jednoczenie się, by robić dla Bóstw wspaniałe rzeczy. Dla Kryszny, dla mistrza duchowego.

W ten sposób Pan Caitanya i Jego wielbiciele byli niezmiernie szczęśliwi mogąc oglądać wspaniale bhoga, piękne ubrania i ozdoby ofiarowane dla Pana Jagannatha. Przepełnieni szczęściem wrócili z Panem Caitanyą do Gambhiry, domu Kasi Miśry. Pan pożegnał się z nimi i wszyscy udali się do swoich domów. Pundarika Vidyanidhi i Swarupa Damodara Goswami przyjęli trochę prasadam i zaczęli rozmawiać. Pundarika Vidyanidhi powiedział: "Coś pojawiło się w moim sercu i muszę ci to wyznać. Nie mogę pojąć, jak pujari mogą ofiarować Panu Jagannathowi wykrochmalone, niewyprane ubrania. Zgodnie ze śruti i smriti, wykrochmalone ubrania uważane Są za nieczyste. Dopóki nie zostaną wyprane, w żadnym wypadku nie powinno się ich ofiarować Panu. Zgodnie z regułami śastr, nawet dotknięcie takich ubrań zanieczyszcza rękę i trzeba ją natychmiast umyć. Dlaczego więc w tych stronach ofiarowuje się takie ubrania, jedno za drugim, Najwyższej Osobie Boga, Panu Jagannathowi?". Swarupa Damodara Goswami odpowiedział: "Nie ma żadnego błędu i żadnej obrazy w tym, co robią pujari. Pan Jagannath jest Najwyższą Osobą Boga, nie jest związany żadnymi zasadami i regułami – może zrobić cokolwiek zechce. Jest w pełni niezależny i jeśli chce przyjąć te nakrochmalone stroje, do Niego należy decyzja. Gdyby ich nie chciał, dlaczego nie inspiruje króla, by Mu ich nie ofiarowano?". Pundarika Vidyanidhi odpowiedział: "Wszystko, co mówisz, jest prawdą. Pan Jagannath jest Najwyższą Osobą Boga, jest całkowicie niezależny. Nie jest ograniczony żadnymi zasadami i regułami. Ale to nie znaczy, że Jego słudzy mogą Go imitować. To nie oznacza, że wielbiciele mogą uważać, iż są ponad wszelkimi zasadami, ponieważ są sługami Pana, którego zasady nie dotyczą. To, co robią, nie jest właściwe. To są nakrochmalone, niewyprane, zanieczyszczone ubrania!". Swarupa Damodara powiedział, że nie ma żadnej wady w ich działaniu. Jeśli Pan to akceptuje, my także powinniśmy to przyjąć.

Wtedy Pundarika Vidyanidhi odpowiedział, że w rzeczywistości Pan jest niezależny i może uczynić cokolwiek zechce. Śmiali się i żartowali; później Pundarika Vidyanidhi poszedł spać. Miał sen... Czy chcielibyście o nim usłyszeć? Ujrzał Pana Jagannatha i Pana Balarama idących w jego kierunku. (śmiech) Ich oczy pełne były gniewu. Jagannath i Balarama pojawili się tuż przed nim i zaczęli go mocno policzkować. Po prostu chlast, chlast... Uderzali i uderzali, raz za razem. Pundarika Vidyanidhi był przerażony. Z czerwonymi od gniewu oczami Panowie policzkowali go. A na palcach mieli pierścienie. Pundarika Vidyanidhi dosłownie szlochał: "Panie, Panie! Kryszno, o, Kryszno! Oszczędź mnie, oszczędź! Cóż za straszną obrazę popełniłem? Dlaczego tak mnie bijecie? Cóż takiego uczyniłem, by Cię obrazić, mój Panie?". Pan Jagannath przemówił głosem przepełnionym gniewem: "Twe obrazy nie mają końca! Nie wiesz niczego o Mnie i nic nie wiesz o Moich wielbicielach! Wielbisz Mnie i krytykujesz Moich wielbicieli! Na dodatek mieszkasz w Jagannatha Puri – wynoś się stąd! Po co tu jesteś? Jesteś takim wielkim braminem, z wielkimi zasadami i regułami... Po co tu jesteś? Straciłeś swoją kastę, wynoś się! Wielbisz Mnie jako Pana i krytykujesz Moich wielbicieli! Nie mogę tego tolerować!". I znowu, chlast, chlast... (śmiech) "Skrytykowałeś nakrochmalone, niewyprane ubrania, które Ja przyjąłem z wielką przyjemnością!". Chlast, chlast... (śmiech) Pundarika Vidyanidhi szlochał, upadł do lotosowych stóp Pana, we śnie objął Jego stopy i prosił: "Proszę, wybacz mi, Panie! Jestem najgorszym z grzeszników, najgorszym ze wszystkich popełniających obrazy, jestem najbardziej upadłą duszą! Proszę, proszę, wybacz mi!". Pan Jagannath powiedział: "Ponieważ jesteś moim wielbicielem, jestem ci przychylny. Dlatego więc musiałem cię ukarać". Wtedy Pan Jagannath i Pan Balarama popatrzyli na niego z uśmiechem. Następnie Pundarika Vidyanidhi ujrzał Ich wchodzących do Świątyni Jagannatha, ciągle we śnie. Gdy nadszedł świt, Pundarika Vidyanidhi wstał i zdumiał się, albowiem jego policzki były całe czerwone z powodu uderzeń Pana Jagannatha. Pomyślał: "Jakież to pomyślne! Jakież to pomyślne – Pan ukarał mnie, zaakceptował mnie jako Swego sługę i ukarał mnie". W międzyczasie Swarupa Damodara Goswami czekał na niego, gdyż codziennie rano spotykali się, brali kąpiel i szli razem do świątyni, by zobaczyć Pana Jagannatha.

Gdy się spotkali, Swarupa Damodara Goswami zauważył, że w wyglądzie Pundariki Vidyanidhiego zaszła jakaś zmiana. (śmiech) Jego policzki, jego twarz wyglądała, jakby była bita całą noc; była cała czerwona, podrażniona. Zapytał: "Co ci się stało? Co jest powodem tej zmiany w twoim wyglądzie?". Pundarika Vidyanidhi dokładnie wyjaśnił mu, co się stało. Powiedział: "Ponieważ krytykowałem, ponieważ moimi ustami krytykowałem sługi Pana, Pan zbił moje usta. Dał mi odpowiednią karę; to jest Jego łaska". Wtedy Swarupa Damodara Goswami wpadł w ekstazę: "Nigdy, przenigdy, nie słyszałem o takim zdarzeniu, by Pan pojawił się we śnie i pobił Swego wielbiciela. Nie ma osoby szczęśliwszej od ciebie. Kryszna nie bił w ten sposób nawet Pradyumny, swego syna! Nigdy nie potraktował tak nawet półbogów!". Pundarika Vidyanidhi, ze względu na osobisty związek miłosny z Panem, został przez Niego osobiście skarcony. Oczywiście, jest to niezwykle wysoka, transcendentalna platforma, ale powinniśmy wiedzieć, że gdy Pan karci Swego wielbiciela, jest to zawsze Jego łaska. Gdy Pan karze wielbiciela, ma to zawsze na celu danie nam bardzo, bardzo dobrej lekcji. I dzieje się tak dzięki Jego dobroci. Powinniśmy być więc wdzięczni, gdy jesteśmy karceni. Nie powinniśmy narzekać, krytykować i tracić wiary. Powinniśmy być wdzięczni. To jest łaska i dobroć Pana, Jego miłość. On próbuje wskazać nam właściwą drogę i nauczyć nas czegoś. I dlatego nas karci. Swarupa Damodara Goswami i Pundarika Vidyanidhi trzymali się za ręce. Tak głęboki i ciepły był ich związek, śmiali się i żartowali, zaś Swarupa Damodara Goswami nie mógł tego pojąć: nikt dotąd, w całej historii, nie został obdarzony taką łaską. Taka jest historia Odana-sasti w powiązaniu z rozrywkami Pana Caitanyi. Dziękuję wam bardzo.

Śrila Prabhupada ki-jaya!

http://vrinda.net.pl

Wydrukowano z portalu Vrinda.Net.pl

Adres tego artykułu w Internecie:
http://vrinda.net.pl/filozofia/news.php?lin=&str=7&ser=filozofia&sek=wyklady&id=1022

Copyright 1999-2019 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl