Vrinda.Net.pl - Portal polskiej społeczności Vaisnava
niedziela, 26 maja 2019

Powrót na pierwszą linię frontu
Warszawa, 02.08.2005 – Indradyumna Swami

Tom 6, Rozdział 13
9-20 czerwiec, 2005

W samolocie z Moskwy do Warszawy przeliczyłem pieniądze, jakie uzbierałem na festiwalowy program w Polsce. Pojechałem do Rosji, żeby zebrać fundusze na wzmożenie ochrony programów, ale moja zbiórka nie była zbyt wysoka. Właściwie z ledwością pokryła koszty podróży po Rosji.


Ale nie ubolewałem nad tym. Wspaniałe doświadczenia, które przeżyłem nauczając w Rosji były bezcenne. Śrila Prabhupada napisał kiedyś do jednego ucznia, "Nauczanie w śniegach Moskwy jest słodsze od najsłodszego mango."

A dzięki łasce Kryszny kilku sponsorów zza oceanu zaoferowało swoją pomoc, tak więc zapewniono nam opiekę, której potrzebowaliśmy.

Powróciłem do Polski, która była inna niż przed rokiem. Polacy nadal opłakiwali stratę "ich" papieża, Jana Pawła II, który odszedł kilka miesięcy wcześniej. Kiedy w drodze do świątyni przejeżdżaliśmy przez Warszawę, wszędzie widziałem jego zdjęcia – na billboardach, w sklepach i w oknach domów.

"Polacy są dumni z Jana Pawła II," powiedział mój kierowca, Jayatam dasa. "W czasie swego pontyfikatu odwiedził Polskę osiem razy. Ludzie planują wybudować mu wielki kościół w każdym miejscu gdzie, podczas tych wizyt, wygłosił mszę."

Podziwiałem ich nieprzerwane uczucie do ich duchowego lidera, ale z drugiej strony, odczułem, że jego odejście, zwiększyło narodową dumę. "Polska dla Polaków" – widniało graffiti na murach Warszawy.

"Za kilka miesięcy będą wybory," powiedział Jayatam, "wygra na pewno jedna z prawicowych partii."

"Czy ona sprawia nam kłopoty?" – Powiedziałem. "Czy Nandini dasi nadal otrzymuje emaile z pogróżkami odnośnie naszych festiwali?"

"Nie, kilka tygodni temu przestały nagle przychodzić. Odetchnąłem z wielką ulgą."

"Nie byłbym taki pewien, czy powinniśmy odetchnąć. To może być raczej cisza przed burzą."

"Tak może być," powiedział Jayatam. "Na pewno będziemy musieli uważać na wiosennym tourze. Znasz Lecha Wałęsę. Jest byłym liderem Solidarności i byłym prezydentem Polski. Nie tak dawno wygłosił w Mrągowie przemówienie i przyszli na nie członkowie partii prawicowej i obrzucili go jajkami. 'Jaką kulturę popieracie takim działaniem?' powiedział a oni odpowiedzieli rzucając jeszcze więcej jajek. I to jest miasto, gdzie odbędzie się nasz pierwszy festiwal."

"Świetnie!" powiedziałem. "Czyj to był pomysł?"

"Nandini i mój. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tamtejszej polityki."

Kiedy dotarliśmy do mieszkania, bezwłocznie zadzowniłem do Śri Prahlada. On i wszyscy tourowi bhaktowie już od trzech tygodni byli w naszej wiosennej bazie w pobliżu Mrągowa, szykując wszystko na tour.

"Jak idą przygotowania?" – Zapytałem go.

"Wielbiciele ciężko pracują przy czyszczeniu całego wyposażenia na tour. To nie łatwa praca. Mamy tony sprzętu."

Zaśmiał się. "Ekipie 10 mężczyzn zajęło trzy dni jedynie zeskrobanie brudu z naszych dużych namiotów," kontynuował. "Harinam wychodzi codziennie i rozdajemy zaproszenia. Jutro jest pierwszy festiwal."

"Jaka jest reakcja ludzi na Harinam?" – Zapytałem.

"W zasadzie bardzo dobra, ale… "

"Ale co?"

"Są tu jacyś młodzi ludzie, którzy wyzywająco unoszą ręce w nazistowskim pozdrowieniu kiedy tylko przechodzimy," powiedział. "Czasami to trochę przerażające."

"Neonazistowscy skinheadzi," powiedziałem cicho, "nasi wrogowie numer jeden."

Nie było to coś o czym chcieliśmy, czy nawet musieliśmy dyskutować. Na festiwalach będziemy mieli naszą ochronę. Zakończyłem więc rozmowę, ale kiedy odkładałem telefon, głęboko westchnąłem. "Powrót na pierwszą linię frontu," powiedziałem do siebie."

Następnego dnia Jayatam i ja ruszyliśmy na północny-wschód, w kierunku Mrągowa. Kiedy spojrzałem w niebo, zobaczyłem kolejny powód do zmartwienia: ciemne chmury.

"Przykro mi, że muszę ci to powiedzieć," powiedział Jayatam, "ale na dziś i jutro prognoza pogody przewiduje deszcz na całym obszarze północno-wschodnim."

"Te same przeszkody z jakimi mamy do czynienia od lat," powiedziałem. "Ekstremiści, chuliganie i zła pogoda. Ale dzięki łasce Kryszny zawsze udaje nam się wyjść obronną ręką. Prawda?"

Nagle zaczęło lać i rozległ się potężny grzmot "Chyba tak," powiedział cicho Jayatam.

Po kilku godzinach przyjechaliśmy do Mrągowa i kierowaliśmy się do centrum.

"Gdzie mieści się festiwal?" – Zapytałem.

Jayatam uśmiechnął się szeroko. "Na głównym skwerze."

"Och, tym prestiżowym."

"Tak," odrzekł. "nikomu innemu nie dali nigdy tak długiego pozwolenia jak nam. Zazwyczaj maksymalne pozwolenie jest na dwa dni, a oni dali nam trzy."

"Skąd to szczególne traktowanie?" – Zapytałem.

"Po tak wielu latach, nasz festiwal wyrobił sobie dobrą reputację. Widzisz tam na murze nasz plakat reklamujący to wydarzenie?"

Spojrzałem i zobaczyłem piękny plakat z twarzą Hinduski.

"Spójrz na dół. Zobaczysz tam logo naszych medialnych patronów."

"Patronów?"

Jayatam zaśmiał się. "Nie finansowych sponsorów. Nie rób sobie jeszcze nadziei. Ale oni wszyscy zgodzili się użyczyć nam swoje logo, gdyż popierają ideę takiego dużego, kulturalnego wydarzenia. No i oczywiście, oni również zyskają rozgłos. Wiedzą jak wiele tysięcy ludzi przychodzi na nasze festiwale."

"Zatrzymaj samochód," powiedziałem. "Chcę zobaczyć ten plakat z bliska."

Zatrzymaliśmy się i podeszliśmy do jednego z plakatów. Zobaczyłem logo kilku polskich gazet, stacji radiowych i dwóch regionalnych stacji telewizyjnych.

"Co o tym myślisz?" – Zapytał Jayatam z wielkim uśmiechem na twarzy.

"To jest to, czego zawsze chciałem," odpowiedziałem, "żeby główny nurt społeczeństwa uznał nasze festiwalowe programy. Zabrało to 16 lat, ale było warte krwi, potu i łez."

Uśmiechnął się i wyciągnął z torby zaproszenie. "To zachowałem na koniec," powiedział i podał mi je. "To nowe zaproszenie na tegoroczny festiwal."

Spojrzałem na zaproszenie. Miało to samo zdjęcie co plakat. "Odwróć," powiedział.

Byłem zaskoczony widząc zdjęcia Ambasadora Indii w Polsce, naszego słynnego przyjaciela Jurka Owsiaka, i jednej z najsławniejszych w Polsce artystek estradowych, piosenkarki Urszuli.

"Tutaj wypowiedzieli się o tym, jak dobry jest nasz festiwal," powiedział Jayatam pokazując na tekst widniejący obok każdego zdjęcia.

"Naprawdę? Ambasador Indii promuje w swej wypowiedzi nasz festiwal?"

"Tak, i zrobił to z przyjemnością. Wydrukowaliśmy 300,000 zaproszeń na wiosenny i letni sezon."

"W takim razie, jedźmy na festiwal. Zaraz się zacznie."

Czułem się trochę niezręcznie przyjeżdżając idealnie na czas w dniu pierwszego festiwalu. W zasadzie powinienem być ze 150 bhaktami tourowymi w czasie trzy – - tygodniowych przygotowań. Ale okoliczności sprawiły, że musiałem dopilnować bezpieczeństwa całego wydarzenia.

Kiedy podjechaliśmy bliżej ogromnie ucieszyłem się widząc naszą dużą scenę i kolorowe namioty wypełniające główny skwer. Byłem również szczęśliwy widząc 10 ochroniarzy w uniformach, stojących w punktach strategicznych na całym festiwalu. Na nieszczęście ciemne chmury panowały nad głowami i padała drobna mżawka. Kiedy zatrzymaliśmy się przy festiwalu, byłem rozczarowany widząc tylko kilku przechadzających się gości.

"Nie wygląda to dobrze," powiedziałem do Jayatama.

"Nie martw się. Mamy jeszcze 15 minut do rozpoczęcia."

Kiedy wyszedłem z samochodu, zobaczyłem bhaktów zajętych ostatnimi przygotowaniami. Ponieważ festiwal miał się zacząć za kilka minut, wszystko, co mogli zrobić to pomachać mi szeroko uśmiechając się. Zbadałem otoczenie chłonąc znaczenie naszej obecności w centrum miasta. Po kilku minutach ludzie zaczęli przychodzić.

Nagle w głównej bramie pojawił się mężczyzna i zaczął rozdawać ludziom ulotki w czasie gdy ci wchodzili. Instynkt podpowiadał mi, że był to członek grupy antykultowej. Powiedziałem Jayatamowi, żeby podszedł do niego i zdobył ulotkę. Kiedy wracał, z wyrazu jego twarzy było jasne, że miałem rację. A fakt, że niektórzy ludzie, którzy je czytali wyglądali na zdezorientowanych był kolejnym tego dowodem.

"Zadzwoń po ochronę i każ im usunąć tego człowieka," powiedziałem Jayatamowi, gdy tymczasem mżawka z nieba zamieniła się w deszcz.

Kiedy na scenie rozpoczął się pierwszy występ, zauważyłem pracowników naszej ochrony kłócących się z kilkoma mężczyznami pijącymi piwo w pierwszym rzędzie ławek. Ochrona chciała, żeby wyszli, ale ci – już pijani – nie chcieli odejść i konflikt narastał. Większość ludzi cofnęła się od ławek z obawy przed znalezieniem się za blisko tej awantury.

"Wspaniały początek festiwalowego sezonu," powiedziałem do siebie.

Zaraz potem podszedł do mnie szef ochroniarzy.

"To jedno z najtrudniejszych miejsc do ochrony, jakie kiedykolwiek mieliśmy," powiedział. "W parku po drugiej stronie ulicy bywają pijacy i włóczędzy. Ponadto zauważyliśmy wielu podejrzanych młodych ludzi wałęsających się po okolicy. To potencjalnie niebezpieczna sytuacja."

Nagle podbiegł jeden bhakta. "Maharaj!" – Krzyczał. "Jacyś skinheadzi pobili właśnie Bhaktę Dominika za namiotem z książkami!"

Odwróciłem się, żeby tam pobiec, ale ochroniarz powstrzymał mnie. "Zajmiemy się tym," powiedział.

Mrużąc oczy mogłem dostrzec Dominika siedzącego na ziemi, krew spływała mu po twarzy na koszulkę. Z obawy przed dalszą przemocą, pobiegłem szybko do najbliższych namiotów, żeby zobaczyć czy dzieje się tam coś podejrzanego. Po kilku minutach wrócił szef ochrony.

"Jednym ciosem złamali Dominikowi nos," powiedział. "Złapaliśmy jednego z chłopaków."

"Może byłoby mądrze ustawić jednego z waszych ludzi na zewnątrz festiwalu," powiedziałem. "A co z człowiekiem, który rozdawał te ulotki?"

"Poprosiliśmy go, żeby sobie poszedł."

Wróciłem do mojego vana, żeby obserwować miejsce festiwalu z innej korzystnego punktu. Rozglądając się po terenie, ujrzałem nagle tego samego mężczyznę znowu przekazującego broszury, tym razem przy innym wejściu. Zobaczyłem na festiwalu wielu czytających je ludzi.

Zawołałem Jayatama. "Antykultowiec powrócił. Rozprowadza swoje ulotki po drugiej stronie festiwalu. Ochrona musi coś z nim zrobić, albo on zepsuje całą atmosferę."

"Natychmiast się tym zajmę," powiedział Jayatam. "W tej chwili ochroniarze pozbywają się pijaków sprzed sceny i szukają reszty skinheadów. Rozprawiają się również z mężczyzną, który krzyczał na bhaktów w jednym ze sklepików."

"Czy to jakiś znak tego, co nas czeka," myślałem, "może będziemy musieli przenieść się w inny rejon."

Czułem rozczarowanie, i usiadłem obserwując obszar festiwalu przez ponad godzinę, żywiąc nadzieję, że Kryszna wyśle nam jakiś znak świadczący, że nasze wysiłki nie pójdą na marne. Stopniowo deszcz ustawał, i ludzie zaczęli wypełniać festiwal. Postanowiłem przejść się dokoła i zorientować się, jak wszystko się toczy.

Odwiedziłem namiot z książkami. To tam Kryszna przesłał pierwszy promyk nadziei. Podszedł do mnie Radha Caran das. "Guru Maharaj," powiedział. "Kilka minut temu stała się niezwykła rzecz. Przyszła do mnie kobieta z zaproszeniem na festiwal, który robiliśmy w tym mieście w 1991 roku."

"1991?" – Powiedziałem.

"Tak. To musiał być jeden z naszych pierwszych festiwali i to o wiele wiele mniejszy, ale miał taki wpływ na jej życie, że przez te wszystklie lata zachowała to zaproszenie na pamiątkę. Na tamtym festiwalu kupiła Bhagavad-gitę i czytała ją regularnie. Któregoś dnia pożyczyła ją przyjaciółce, której tak się spodobała, że już jej nie oddała. Znosiła to, nie chcąc zakłócić ich przyjaźni, i przyszła dzisiaj kupić kolejną. Powiedziała do mnie, 'już nigdy więcej nie pożyczę nikomu tej książki.'"

"Wcześniej przyszła inna kobieta," kontynuował. "Była najwyraźniej uboga. Powiedziała, że mieszka sama i nie ma rodziny ani pracy. Zbiera zużyte puszki po piwie i zwraca je do sklepów za małe pieniądze. Z tego żyje. Przyszła tu mając w ręku pieniądze z tygodniowego zbioru – kilka drobnych banknotów. Była bardzo zainteresowana świadomością Kryszny. Zadawała zadziwiające pytania. Jej szczerość wynikała nawyraźniej z realizacji o cierpieniu materialnego życia.

"Miałem już zamiar dać jej książkę za darmo, jednak odwróciłem się, żeby odpowiedzieć na pytanie innego gościa. Rozmawiałem z tą osobą, tymczasem ona zdecydowała się kupić książkę od innego bhakty. Powiedziała mu, 'Ta książka jest dla mnie ważniejsza od trzech dni posiłków, które mogłyby kupić te pieniądze.' Zanim bhakta zdał sobie sprawę jaka jest jej sytuacja, kobieta odeszła."

"Dziękuję, że się tym ze mną podzieliłeś, powiedziałem. "to sprawia, że to wszystko jest warte zachodu."

"Warte zachodu?" – Powiedział. "Co masz na myśli?"

Uśmiechnąłem się. "Później ci powiem."

Po wyjściu z namiotu z książkami, zobaczyłem, że słońce przebiło się przez chmury i ludzie zaczęli napływać na festiwal. "Chyba jest już lepiej," powiedziałem do siebie.

Szef ochrony pokazywał z daleka uniesiony kciuk, dając do zrozumienia, że wszystko jest pod kontrolą.

"… i coraz lepiej," kontynuowałem za jednym zamachem.

Rozejrzałem się po całym obszarze festiwalu i zobaczyłem, że wszystkie ławki przed sceną są zajęte, program sceniczny trwa w najlepsze i wielu ludzi było w restauracji, sklepikach, wystawach i w namiocie z jogą.

"W jakiś sposób zawsze wychodzimy obronną ręką," powiedziałem do siebie, pamiętając moją rozmowę z Jayatamem w samochodzie. Pamiętałem również jego ostrożne potwierdzenie i modliłem się, żeby pomyślne znaki pojawiały się nadal.

"Nie musiałem czekać długo. Nandini dasi podeszła do mnie z dobrze ubranym dżentelmenem. "Chciałabym przedstawić cię człowiekowi odpowiedzialnemu za sprawy kulturalne w tym mieście," powiedziała. Uścisnęliśmy sobie dłonie.

"Powiedział, że to największa widownia, jaka uczestniczyła w jakimś wydarzeniu w tym mieście," kontynuowała Nandini. "W zeszłym miesiącu, na tym skwerze grała jedna z najsławniejszych kapel, ale przyszła tylko garstka ludzi. On chciałby ci pogratulować."

Raz jeszcze uścisnęliśmy sobie dłonie i odeszli, żeby zobaczyć kolejną część festiwalu.

Ledwo zdążyłem zrobić dwa kroki naprzód, przybiegł Jayatam. "Śrila Gurudeva, powiedział podekscytowany, "Właśnie dzwoniła Telewizja Polska. To druga największa stacja w kraju. Chcą przyjechać jutro i sfilmować festiwal. Jest tu teraz jeden z ich reporterów, który wysłał bardzo przychylny raport do Warszawy. Chcą zrobić specjalny show na zakończenie wiadomości w piątek wieczorem i w sobotę rano."

"Teraz to musi być już sam znak z niebios," powiedziałem pod nosem.

"Ilu ludzi będzie oglądać te wiadomości?" – Zapytałem.

"Około 20 milionów," powiedział z uśmiechem.

"Nie liczy się jak zaczynasz, ale jak kończysz," powiedziałem cicho.

"Słucham?" – Powiedział Jayatam ze zdziwioną miną.

"Uhm… angielskie wyrażenie," odrzekłem.

Rozglądając się po festiwalu zobaczyłem tysiące bawiących się ludzi. I nie było człowieka z ulotkami, ani pijaków, nie wrócili też skini.

"Powiedz Telewizji Polskiej, że mogą przyjeżdzać w każdej chwili. Droga wolna."

"Droga wolna?" – Powiedział Jayatam. "To znaczy?"

"To znaczy, cóż… wiesz, droga czyli przejście umm… "

Przerwałem na chwilę a potem uśmiechnąłem się. "To znaczy, że jesteśmy bezpieczni. "Pan czuwa nad nami."

Jayatam przytaknął i uśmiechnął się…

"We wszelakich niebezpieczeństwach, członkowie towarzystwa świadomości Kryszny powinni być pewni swej ochrony przez Visnudutów czy też Najwyższego Osobowego Boga, jak to zostało potwierdzone w Bhagavad-gicie (kaunteya pratijanihi na me bhaktah pranasyati [Bg. 9.31]. Materialne niebezpieczeństwo nie jest przeznaczone bhaktom. Potwierdza to również Śrimad Bhagavatam. Padam padam yad vipadam na tesam: [SB 10.14.58] w tym materialnym świecie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, ale nie dla bhaktów, którzy całkowicie podporządkowali się lotosowym stopom Pana. Czyści bhaktowie Pana Visnu mogą być pewni ochrony Pana, i tak długo jak są w tym materialnym świecie powinni całkowicie zaangażować się w służbę oddania poprzez nauczanie kultu Śri Caitanyi Mahaprabhu i Pana Kryszny, a mianowicie ruchu Hare Kryszna."
[Śrimad Bhagavatam 6.3.18]

http://vrinda.net.pl

Wydrukowano z portalu Vrinda.Net.pl

Adres tego artykułu w Internecie:
http://vrinda.net.pl/wiadomosci/news.php?lin=1&str=&ser=wiadomosci&sek=aktualnosci&id=1217

Copyright 1999-2019 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl