kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 3 września 2014 
    

Aktualności

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Projekty stron WWW


Kryszna - Źródło wiecznej przyjemności


WIEDZA WEDYJSKA NR 3%20(3)
Inaczej o inspiracji, czyli skąd biorą się hipotezy
Artur Malec

Współczesna nauka zajmuje się wieloma problemami naszej cywilizacji. Duża liczba eksperymentów zakrojonych na szeroką skalę – w przekonaniu wielu naukowców – daleko wykracza poza zakres badań naszej ery. Mimo tak zaawansowanych działań nauka staje wobec coraz to trudniejszych pytań, na które niejednokrotnie brakuje racjonalnych odpowiedzi. Jednak już starożytna wiedza cywilizacji wedyjskiej, z której wywodzą się współczesne Indie, umiała odpowiedzieć na pytania dręczące dzisiejszych naukowców, a także na pytania, których współczesna nauka jeszcze nie postawiła. Mit czy prastara, doskonała wiedza?

"Kiedy czuję się dobrze i mam dobry humor albo kiedy jestem na przejażdżce lub przechadzam się myśli tłoczą mi się do głowy tak łatwo, jak tylko można sobie wyobrazić. Skąd i jak się biorą? Zupełnie nie wiem i nie mam z tym procesem nic wspólnego [...] Kiedy mam już główny temat, przychodzi następna melodia i łączy się z poprzednią zgodnie z potrzebami kompozycji jako całości. [...] To wcale nie przychodzi do mnie stopniowo, a poszczególne części kompozycji nie są dopracowane w każdym szczególe. To dzieje się dopiero później. Moja wyobraźnia pozwala mi jednak słyszeć całość." [1] Tak Wolfgang Mozart opisuje sposób w jaki komponował swoje utwory. Gdy spacerował lub podróżował w jego umyśle pojawiały się nagle silne inspiracje muzyczne; prawie całkowicie gotowe kompozycje, na które tak naprawdę nie miał świadomego wpływu...

Jeżeli przeanalizujemy współczesne metody zdobywania wiedzy to zasadniczo możemy stwierdzić, że rozwój nauki następuje głównie przy użyciu tzw. metod hipotetyczno-dedukcyjnych. Metody te polegają na formułowaniu hipotez, które są następnie sprawdzane przy użyciu obserwacji eksperymentalnej. Słuszność hipotez uznaje się tylko wtedy, gdy nie są one sprzeczne z informacjami uzyskanymi w wyniku przeprowadzonych obserwacji. Istnieje również ogólna zasada, w myśl której każda hipoteza stojąca w sprzeczności z wynikami obserwacji musi zostać odrzucona. Przeprowadzono wiele badań nad tą metodą, ale badania te obejmowały głównie stronę dedukcyjną. Proces formułowania hipotez – który przecież jest równie istotny, jak sama dedukcja – analizowany był bardzo rzadko. Rozważmy więc następujące pytanie: "Skad biorą się hipotezy?"

Wydawałoby się oczywistym, że w procesie naukowym nie można stosować jakiejś bezpośredniej metody, która umożliwiałaby formułowanie hipotez, krok po kroku, z surowych wyników obserwacji. Poza tym, aby w ogóle można było korzystać z wyników obserwacji, konieczne jest posiadanie przynajmniej hipotez roboczych, gdyż inaczej informacje takie będą jedynie dezorientującą masą symboli lub obrazków i dźwięków, przedstawiając wartość taką samą, jak tabela liczb losowych. Z historii nauki wyraźnie wynika, że hipotezy i pomysły rozwiązań ważnych naukowych problemów, pojawiały się w umysłach uczonych w wyniku nagłej inspiracji. Inspiracja taka pojawia się zazwyczaj jako nagłe uświadomienie sobie rozwiązania problemu, a świadomości tej towarzyszy przeświadczenie, że rozwiązanie to jest poprawne i ostateczne.

Takie niespodziewane przypływy myśli ukazują często całkowicie odmienny sposób patrzenia na nurtujące zagadnienia, sposób który nie byłby nawet brany pod uwagę przez badacza w jego świadomych poszukiwaniach. Życiorysy wielkich naukowców i matematyków dostarczają w tej kwestii wystarczającej liczby przykładów. Jednym z takich przykładów może być doświadczenie Karla Caussa – matematyka z XIX wieku, który przez wiele lat bezskutecznie próbował udowodnić pewne twierdzenie związane z liczbami. Causs uświadomił sobie rozwiązanie tego problemu zupełnie nagle. Opisał to później w następujący sposób: "Wreszcie, dwa dni temu udało mi się. Udało mi się nie dzięki moim mozolnym wysiłkom, ale dzięki łasce Bożej. Zagadka wyjaśniła się niby ciemność rozdarta nagłą błyskawicą. Nie jestem wstanie powiedzieć, co było nicią przewodnią, która połączyła to, co widziałem wcześniej, z tym, co umożliwiło mi osiągnięcie sukcesu". [2] A oto inny przykład: słynny francuski matematyk z końca XIX wieku – Henri Poincare – zmagał się przez jakiś czas z problemami dotyczącymi funkcji. Pewnego dnia wyjechał jednak na wycieczkę geologiczną, podczas której w ogóle nie zajmował się matematyką. W czasie tego wyjazdu otrzymał nagłą inspirację związaną ze swoimi matematycznymi kalkulacjami. Poincare tak to opisuje: "W chwili, kiedy stawiałem swoją nogę na stopniu, przyszła nagle do mnie ta myśl. W moich poprzednich myślach nie było nic, co możnaby uznać za jej przygotowanie. Zrozumiałem nagle, że używane przeze mnie przekształcenia...były identyczne z przekształceniami geometrii nie-Euklidesowej". [3]

Wielokrotnie w nauce się zdarzało – i pewnie będzie się to zdarzać – że rozwiązanie jakiegoś trudnego problemu jest uzależnione od odkrycia podstawowych reguł i zależności związanych z danym zjawiskiem. Dopiero po zrozumieniu tych zasad i praw rozważane zagadnienie staje się łatwiejsze do "ugryzienia". Bardzo interesujące jest jednak to, że czasami nagła inspiracja pozwala przeskoczyć ten stopniowy proces rozwojowy. Istnieje kilka przypadków, np. w dziedzinie matematyki, gdzie słynni uczeni podawali gotowe wyniki prac bez przytaczania dowodów. Wyniki te zostały udowodnione dopiero przez późniejszych badaczy, którzy dokonali tego jedynie dzięki temu, że stopniowo poznano bardzo rozbudowane systemy zależności matematycznych, tworzących podłoże rozważanego problemu. Oto jeden przykład, który związany jest z funkcją zeta, badaną przez niemieckiego matematyka Bernharda Riemana. Tuż przed swoją śmiercią, Rieman pozostawił notatkę, w której zapisał informacje dotyczące niektórych własności tej funkcji, odnoszące się do teorii liczb pierwszych. Nie napisał on niczego, co mogłoby stanowić dowód dla potwierdzenia tych własności i musiało minąć wiele lat zanim inni matematycy zdołali niektóre z tych własności udowodnić. [4]

Wydaje się więc, że stanowiący podstawę inspiracji matematycznej proces wyboru, może wykorzystywać rozbudowane i skomplikowane zasady ogólne, które są całkowicie nieznane świadomemu umysłowi badacza. A przecież niektóre przekształcenia występujące w dowodach twierdzeń Riemana są niezwykle złożone i zajmują wiele stron (a nawet tomów) bardzo skrótowej ekspozycji matematycznej. Dlatego naprawdę bardzo trudno jest zrozumieć, w jaki sposób mechaniczny proces prób i błędów mógłby wykorzystywać tego rodzaju ogólne zasady. Z drugiej zaś strony, jeżeli istnieją jakieś inne, prostsze rozwiązania, dzięki którym możnaby ominąć te skomplikowane przekształcenia, to pozostały one nieznane aż do dnia dzisiejszego, mimo intensywnych poszukiwań w tej dziedzinie.

Proces wyboru stanowiący podstawę inspiracji matematycznej, musi także korzystać z kryteriów wyboru, które są niezwykle subtelne i trudne do zdefiniowania. Wysokiej klasy praca matematyczna nie może być oceniana przy użyciu tylko i wyłącznie surowych oraz oklepanych zasad logiki. Ocena taka wymaga wrażliwości emocjonalnej, wyczucia piękna, harmonii i innych subtelnych cech estetycznych. Prawda ta odnosi się także do kryteriów oceny dzieł artystycznych, np. utworów muzycznych. Kryteria te są bardzo realne, ale jednocześnie i bardzo trudne do precyzyjnego zdefiniowania. Jest jednak rzeczą oczywistą, że były one w pełni zaangażowane w ten tajemniczy proces, który dostarczył Mozartowi wyszukanych kompozycji muzycznych bez szczególnego wysiłku z jego strony.

Jeżeli proces będący podłożem inspiracji nie jest intensywnym wydaniem metody prób i błędów – jak sugerował to Poincare – tylko procesem polegającym głównie na wyborze bezpośrednim, to możemy go wyjaśnić w ramach współczesnych koncepcji mechanistycznych jedynie przez założenie istnienia niezwykle potężnego algorytmu, wbudowanego w neuronowy obwód mózgu. Wcale nie jest to jednak jasne, w jaki sposób dzięki temu algorytmowi moglibyśmy zadawalająco wyjaśnić inspirację. Osoby, które mają do czynienia z algorytmami wiedzą, że wymiana lub zmiana kolejności kilku symboli nie jest w stanie drastycznie podnieść sprawności algorytmu, czy też dodać mu całkowicie nowych możliwości, które moglibyśmy uznać za godne uwagi. Gdyby zmiany takie zaszły rzeczywiście, to algorytm pierwotny uznalibyśmy najprawdopodobniej za wadliwą wersję innego algorytmu – algorytmu, który oryginalnie został zaprojektowany tak, aby przejawiał te własności. Wiązałoby się to z koniecznością uznania, że algorytm unikalnych umiejętności muzycznych Mozarta istniał w ukrytej formie w genach jego przodków. Tu dochodzimy do problemu wyjaśniania pochodzenia cech osobniczych. Zgodnie z obowiązującą teorią, wyodrębnienie się danej cechy jest wynikiem tego, iż była ona względnie korzystna dla utrzymania gatunku u jej posiadacza oraz jego krewnych. Zasadniczy proces selekcji odpowiedzialnej za powstanie naszych hipotetycznych, ukrytych algorytmów, musiał więc odbyć się bardzo dawno temu, ponieważ algorytmy te są niezwykle złożone i najczęściej występują w formie ukrytej. W chwili obecnej uważa się, że przez większą część swojej egzystencji ludzkość znajdowała się, co najwyżej, na poziomie społeczności myśliwych i zbieraczy. Trudno jest wyobrażić sobie, w jaki sposób w takich społecznościach, ludzie tacy jak Mozart lub Gauss mieliby mieć szansę w pełni ujawnić swe niezwykłe zdolności. Ale jeśli nie mieli takiej szansy, to zakładany przez teorię ewolucji proces doboru naturalnego nie mógł tych cech wyselekcjonować.

W ten sposób stanęliśmy przed dylematem. Wydaje się, że wyjaśnienie pochodzenia hipotetycznych algorytmów tworzących inspirację jest równie trudne, jak wyjaśnienie samej inspiracji. Poza tym, jeżeli zjawisko inspiracji jest wywołane działaniem algorytmu numerycznego, to dlaczego jest ono zazwyczaj nagłą realizacją kompletnego rozeznania, gdzie doświadczający nie ma świadomości przechodzenia przez stopnie pośrednie? Przykład Riemana pokazuje, że niektóre osoby osiągają rezultat w sposób wyraźnie bezpośredni, podczas gdy inne są w stanie sprawdzić te rezultaty dopiero po pracochłonnym procesie, wiążącym się z przechodzeniem przez wiele stopni pośrednich. Dlaczego więc zainspirowani naukowcy, matematycy i artyści nie mieli świadomości przechodzenia przez bardzo istotne pośrednie szczeble procesu rozwiązywania trudnych problemów lub tworzenia dzieł sztuki, tylko nagle uświadamiali sobie ostateczne rozwiązanie lub kształt utworu?

Widzimy więc, że nie jest łatwo wytłumaczyć zjawisko inspiracji przy użyciu mechanistycznych modeli interpretacji natury, które są zgodne ze współczesnymi koncepcjami naukowymi. Istnieje jednak część badaczy, którzy proponują, aby badając fenomen inspiracji, sięgnąć raczej do nowej formy widzenia świata, która między innymi stanowiłaby alternatywę, jako zarys niemechanistycznej teorii opisu natury. Taka forma widzenia rzeczywistości istnieje od tysiecy lat w kulturze wedyjskiej. Jednocześnie należy zauważyć, że w świecie nauki, coraz bardziej popularnym staje się zjawisko szukania zbieżnosci pomiędzy współczesną fizyką i myślą starożytnego Wschodu. Badając tajemnice natury, naukowcy znajdują intrygujące sugestie hipotez naukowych w Upanisadach, Bhagavad-gicie i innych tekstach wedyjskich. Szczególnie ciekawa pod tym względem jest Bhagavad-gita. Dzieło to ukazuje nam obraz kosmicznej realności, w którym zjawisko inspiracji ma swoje naturalne miejsce. Różni się on jednak od współczesnego myślenia w dwóch zasadniczych punktach. Po pierwsze: swiadomość jest rozumiana jako podstawowy aspekt rzeczywistości, a nie jako uboczny produkt kombinacji nieświadomych jednostek. Po drugie: tworzący podstawę rzeczywistości, ostateczny czynnik sprawczy, jest nieskończenie złożony i jest on jednocześnie zbiorem nieskończoności zorganizowanych form oraz działań. Przedstawiony w Bhagavad-gicie obraz realności daje się pogodzić ze światopoglądem współczesnej fizyki, jeżeli uznamy matematyczne opisy natury za, co najwyżej, przyblizenia. Generalnie możemy powiedzieć, podstawowa różnica pomiędzy ideami współczesnej fizyki i Bhagavad-gity polega na sposobie, w jaki ostateczna zasada sprawcza przejawia swoją jedność. Bhagavad-gita opisuje Absolut w sposób pozornie paradoksalny – jako istotę jednostkową, a mimo to wszechprzenikającą w czasie i przestrzeni, ktorej jedność stoi ponad opisem matematycznym.

Bhagavad-gita stwierdza, że ta podstawa – absolutna przyczyna wszekich przyczyn – jest świadomą istotą kosmiczną, oraz że manifestacje energii materialnej są przejawami świadomej woli tej Absolutnej Istoty. Natomiast indywidualne, subiektywne jaźnie żywych istot, są jej maleńkimi, zależnymi cząstkami, posiadającymi jednak tą samą, świadomą naturę. Według Bhagavad-gity, zjawisko inspiracji jest efektem kontaktu wszechprzenikającej Istoty Absolutnej i miejscowych, świadomych jaźni. Ponieważ nieskończony potencjał Istoty Absolutnej jest dostępny w każdym miejscu, wszelkie twory artystyczne czy matematyczne mogą bezpośrednio manifestować się w umysłach dowolnych jednostek. Twory te manifestują się z woli Najwyższego, zgodnie z pragnieniami indywidualnej żywej istoty i pewnymi prawami psychologicznymi...

We współczesnej nauce koncepcja ostatecznej, fundamentalnej przyczyny manifestacji zjawiskowej pojawia się w formie pojęciowych praw natury. Mimo wielu równań, oipsujących w sposób mniej lub bardziej przecyzyjny skończone aspekty rzeczywistości, nie udało się sformułować równania, które podsumowałoby wszystkie zasady związków przeczynowych w formie ujednolicinej. Takie równania – zdaniem Bhagavad-gity – można jedynie traktować jako przybliżone opisy natury, reprezentujace standardowe zasady przyjęte przez Istotę Absolutną (Bhagavana) w celu zamanifestowania fizycznego świata. W tym momencie należałoby postawić pytanie: czy literatura wedyjska może rzeczywiście służyć jako podstawa dla głębszych studiów naukowych? Być może badacze skorzystają z informacji zawartych w Wedach, jako podstawy dla niemechanistycznego opisu natury, jednak wymaga to zmiany podejscia do rzeczywistości oraz szerszego zrozumienia, które obejmowałoby zarówno stronę teoretyczną świadomości, jak również praktyczną sferę doznań żywej istoty. Zrozumienia, które istnieje od tysięcy lat w kulturze wedyjskiej; jednak czy naukowcy potrafią w pełni je docenić (?).

Przypisy
1. J. Hadamard – The Psychology of Invention
in the Mathematical Field str. 16, (Princetom University Press, Princeton 1949)
2. Tamże, str. 15.
3. Henri Poincare – The Foundations of Science, str. 187-8, (Lancaster Pa.: The Science Press, 1946)
4. Tamże, str. 118.




Wiedza Wedyjska Nr 3%20(3)



więcej




Powrót do Periodyków
 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2014 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW