kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    sobota, 21 października 2017 
    

Aktualności

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


GAZETA WYBORCZA NR 105 (4820) 07-05-05
Ewangelia na bilboardzie
07.05.2005 21:09 — Z. Domaszewicz, V. Makarenko

Jezus z twarzą "Che" Guevary patrzy w dal, a Bóg przemawia z billboardów i wysyła SMS-y z zaproszeniem: "Czy wpadniesz dziś do mnie"? By rozbudzać religijność i przyciągać wyznawców, Kościoły coraz częściej sięgają po reklamę

Tłum ludzi zmierza na niedzielną mszę. Ale wejść jest niełatwo. Wiernych selekcjonują dwaj potężni ochroniarze. Ludzie młodzi, biali i zamożni wchodzą do świątyni bez problemu. Inni wstępu nie mają. Czujni selekcjonerzy bezwzględnie zatrzymują dwóch trzymających się za ręce homoseksualistów, kolorową dziewczynkę, a nawet niepełnosprawnego na wózku.

Ta scena to tylko telewizyjna reklama. Następne ujęcie pokazuje nam radosną grupę wiernych ze Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC) – liberalnego Kościoła protestanckiego powstałego pół wieku temu w USA i liczącego dziś ponad 1,3 mln wyznawców. Tu nie ma selekcjonerów. "Chrystus nie odrzucał ludzi i my też nie odrzucamy. Przyjmujemy cię takim, jakim jesteś".

Tegoroczny budżet reklamowy Zjednoczonego Kościoła Chrystusa w USA to 30 mln dolarów. Czyni to UCC większym reklamodawcą niż choćby sieć kawiarni Starbucks Coffee, która wydała na ten cel w zeszłym roku 10 mln dolarów mniej. Agencje reklamowe szacują, że w ciągu ostatnich kilku lat Kościoły amerykańskie przeznaczyły na promocję ok. 150 mln dolarów.

Jezuita Wacław Oszajca, redaktor naczelny "Przeglądu Powszechnego" i wykładowca na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego nie ma wątpliwości. – Chrześcijanie sprzeniewierzą się swej misji ewangelizacyjnej, jeśli nie nauczą się komunikowania ze światem przy wykorzystaniu wszystkich współcześnie dostępnych środków. W tym także języka reklamy – mówi. A marketing i reklama to potężna broń w walce o dusze.

Przeznaczenie w metrze

Z dużego billboardu na stacji Centrum warszawskiego metra uśmiechają się trzy osoby – dziecko, Ania, którą Jezus uwolnił od strachu przed ludźmi, i Konrad, nareszcie wolny od narkotyków. – Jezus zmienił moje przeznaczenie – głosi napis. Jak może zmienić twoje? Przekonasz się, gdy odwiedzisz Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej Spichlerz.

- Nowy Rok. Nowe Życie? Odszukaj siebie w VitaNovis – zachęcał w pod koniec ubiegłego roku ruch religijny określający się jako "grupa chrześcijan z Kościoła baptystycznego" w internetowej kampanii reklamowej.

- W świecie zachodnim ta religia, w której człowiek się rodzi, bywa obecnie traktowana jako coś, co go ogranicza – mówi prof. Krzysztofek, socjolog kultury, wykładowca warszawskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Korzystają z tego nowe ruchy religijne i sekty, jak choćby scjentolodzy, kościół Moona i ruch Hare Kriszna. Pod hasłem "kreuj siebie" uprawiają one regularny marketing, którego cel to wyrwanie klienteli religiom tradycyjnym – uważa Krzysztofek.

Znaczenie mediów w tej rywalizacji o dusze trudno przecenić. Jednym z przykładów jest Brazylia. Jak podaje internetowy serwis religijny Kosciol.pl, w ostatnich latach około miliona osób rocznie odchodzi z Kościoła katolickiego do dynamicznie rozwijających się wspólnot protestanckich. Nie przypadkiem najliczniejsze konwersje zaobserwowano tam, gdzie odbierane są stacje radiowe sieci Record należącej do najsilniejszej z tych wspólnot – Powszechnego Kościoła Królestwa Bożego.

Kościół przed Wedlem

W Polsce wyludniające się kościoły nie są problemem, jak na zachodzie Europy. Ale już np. kult niedzielnych zakupów w centrach handlowych polski Kościół uznaje za zagrożenie. Religia, chcąc nie chcąc, rywalizuje z McŚwiatem. Agencje reklamowe badają popularność Kościoła za pomocą tych samych narzędzi, których używają do badań typowych marek komercyjnych – instytucji, firm, produktów i usług. I tak w jednym z zeszłorocznych zestawień międzynarodowej agencji reklamowej Young & Rubicam Kościół katolicki znalazł się na... 14. pozycji, tuż za Knorrem, a przed Wedlem.

- Takie "rynkowe" ujęcie sprawy może być trudne do przyjęcia. Ale jeśli spojrzymy na Stany Zjednoczone, kraj wielu kultur i wyznań, to zobaczymy, że przedstawiciele różnych religii bardzo ciężko tam pracują, używając ogromnych sił i środków, by pozyskiwać i utrzymywać wiernych – mówi Jarosław Ziębiński, szef agencji reklamowej Leo Burnett Warszawa. – W Polsce, kraju zdominowanym przez jedną religię, to zjawisko występuje na nieporównywalnie mniejszą skalę.

JC Rules

Scena z filmu "Czeski sen" o przewrotnej kampanii reklamowej nieistniejącego hipermarketu, na którą dało się nabrać mnóstwo osób. – Nie będę kłamał! Ludzie przyjdą i nic nie dostaną – buntuje się młody pracownik agencji reklamowej. – Wszystko jest reklamą – tłumaczą mu koledzy z firmy. – Kaplica Sykstyńska to nic innego, jak wielki billboard o tym, że Bóg jest super.

Jest w tym wiele racji. – Sposób głoszenia treści ewangelicznych przez wieki stale się zmieniał – mówi ks. Oszajca. – Pierwsi chrześcijanie wykorzystywali aparat pojęciowy żydowski, potem grecko-rzymski. Gdy wynaleziono druk, wydrukowano Biblię. Początkowo Kościół miał opory przed wykorzystywaniem np. radia, a teraz Watykan szeroko wykorzystuje Internet. Ale współczesny człowiek coraz słabiej rozumie język, jakim przemawia się z ambony. Chrześcijaństwo stoi przed potrzebą wynalezienia nowego języka – uważa naczelny "Przeglądu Powszechnego".

Rozmaite tego próby widać coraz częściej. Taki nowy język to wydana w Polsce na początku tego roku licząca 800 stron "Biblia w obrazkach", czyli Stary i Nowy Testament w komiksie brazylijskiego rysownika Andre Le Blanca.

To tysiące scen biblijnych zbudowanych z klocków lego przez bezrobotnego Amerykanina Powella Smitha, których zdjęcia pobrały przez Internet setki tysięcy ludzi. To gra komputerowa "Ekspedycja Biblijna", dzięki której niemiecki Kościół Ewangelicki chce popularyzować wiedzę o Biblii. To popularne w USA koszulki z hasłem JC Rules (czyli "Jezus Chrystus rządzi"). To rozważania duchownych, czy nie należy umożliwić spowiedzi przez telefon i online.

Latem 2002 roku w Wielkiej Brytanii ukazał się zbiór biblijnych cytatów pod tytułem "r father n hvn: up 2 d8 txts frm d bible" (w normalnym angielskim: "Our father in heaven: up-to-date texts from the Bible", po polsku: "Ojcze nasz w niebie: aktualne teksty z Biblii"). Cytaty zostały wydane w języku SMS-ów.

Autorem pomysłu był Simon Jenkins, redaktor internetowego magazynu chrześcijańskiego ship-of-fools.com, który uznał, że uczyni to Biblię bardziej dostępną dla dzisiejszej kultury młodzieżowej i pozwoli trafić nastolatków, którzy rzadko przekraczają progi kościołów. Jenkins przyznał, że zainspirował go niemiecki pastor, który wygłaszał swoje kazanie, wysyłając do młodych wiernych krótkie wiadomości tekstowe.

Dziewczyny czekają 24h

Niektórzy duchowni nadzieję na powstrzymanie ofensywy konsumpcji pokładają w skierowaniu przeciw McŚwiatowi jego własnej broni – billboardu lub reklamowego spotu z odpowiednio sugestywnym i atrakcyjnym przekazem zrodzonym w sztabach agencji reklamowych.

- Ambona nie wystarczy już, by sprawować rząd dusz, potrzebne są nowe techniki wpływania na ludzi. Żyjemy w czasach wizualizacji kultury, coraz więcej pojęć trzeba przekładać na obraz i symbol – mówi prof. Krzysztofek. – A marketing działa właśnie na zmysły człowieka. Dlatego w czasach, gdy zaciera się różnica między przeżyciem a konsumpcją, reklama staje się szansą dla religii na odebranie klienteli mamonie. A także na obronę roli Kościoła jako instytucji niezbędnej w drodze do Boga – uważa socjolog.

- Środków przekazu nie można dzielić na sferę sacrum i profanum – na zasadzie, że jedne są dobre, a inne nie. Każda forma przekazywania Ewangelii jest dobra – mówił w 1999 roku ks. Henryk Zieliński, wówczas przewodniczący komisji ds. kultury i środków społecznego przekazu synodu diecezji warszawsko-praskiej. Komentował w ten sposób plakaty, na których wśród spadających z nieba piorunów widniał napis: "Jest Bóg". Zawisły one przy kościołach w całej Polsce, a ich autorem był krakowski grafik Andrzeja Oczkosia.

Ks. Oszajca podkreśla, że Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu uznała reklamę za moralnie obojętną. – A to oznacza, że reklama użyta w dobrym celu jest dobra i właściwa. W pewnym zakresie reklama może służyć np. temu, by kościoły się nie wyludniały. Nie ma powodu, by chrześcijanie mieli z takich metod rezygnować – mówi ks. Oszajca.

Podobnie rozumowali redaktorzy pisma "Fronda", które niedawno rozpoczęło kampanię reklamową "Dziewczyny czekają 24h na dobę na twoją modlitwę". Ulotki i spoty radiowe zachęcają wierzących do modlitwy za prostytutki, by w ten sposób pomóc im zerwać z grzeszną profesją.

Do podobnych metod sięgnął także internetowy serwis Wiara.pl tworzony przez redakcję katolickiego "Gościa Niedzielnego". W zeszłorocznej kampanii "W niedzielę nie chodzę do sklepu" prowadzonej m.in. zza pomocą typowych banerów reklamowych i klasycznych technik perswazyjnych starał się obrzydzić model "niedzieli w hipermarkecie" i namawiał do spędzania tego dnia w sposób dla katolików właściwy.

Bóg zaprasza: wpadnij do mnie

Największą legendą religijnego marketingu stała się "Kampania Boga" w Singapurze, choć chrześcijanie stanowią tam tylko 19 proc. społeczeństwa. W 2000 r. organizacja zrzeszająca 150 luźno powiązanych kościołów chrześcijańskich zwróciła się do agencji reklamowej Ogilvy z zadaniem: "Bóg ma problem z wizerunkiem. Czy możecie pomóc?".

Autorzy kampanii postanowili przybliżyć wszystkim obywatelom Singapuru chrześcijańskiego Boga jako wyrozumiałego, przyjaznego ludziom i przemawiającego zwyczajnym językiem. Zamysł wymagał odświeżenia "wizerunku Boga" wyobrażanego dotąd najczęściej w roli gniewnego i surowego sędziego. Jak pisali fachowcy: "Boga trzeba było repozycjonować".

Kampania wypadła imponująco, mimo że władze po dwóch tygodniach zakazały emitowania spotów telewizyjnych. Bóg zwracał się do ludzi z billboardów, autobusów, gazet (wykorzystano tylko komunikaty, żadnych wyobrażeń). Pocieszał: "Nie martw się, jeśli przegapiłeś dzisiejszy wschód słońca. Jutro mam dla ciebie następny". Żartował: "Nietzsche umarł". Z dziesiątków plakatów w przejściu podziemnym przypominał: "Jestem tutaj". W niedzielę rano wysyłał nawet ludziom SMS-y z zaproszeniem: "Czy zamierzasz wpaść dziś do mnie?".

Zbawienie jak baton?

Menedżerowie z agencji reklamowych podkreślają, że techniki dotarcia do wiernych stosowane przez kościoły na Zachodzie bardzo często nie różnią się od tych, jakimi firmy pozyskują nowych klientów.

W USA poza tradycyjnymi reklamówkami istnieje jeszcze "telewizja kaznodziejów". To nadawane zwykle rano i wczesnym popołudniem programy, w których przedstawiciele najróżniejszych wyznań wygłaszają kazania. Hasło: "Zbawienie jest o krok od ciebie! Dołącz do nas!", brzmi prawie jak słynny slogan Snickersa "Głodny? Na co czekasz?". W żargonie marketingowym tego typu reklamy określane są mianem "call-to-action", czyli "wezwanie do działania".

Świadkowie Jehowy są znani z tego, że aktywnie poszukują wiernych, pukając do drzwi. Marketingowcy nazywają to kampanią typu "door-to-door", czyli "od drzwi do drzwi". Jest ona jednym z ulubionych narzędzi partii politycznych, a dla firm zatrudniających akwizytorów to chleb powszedni.

Niektóre wyznania uciekają się nawet do pomocy gwiazd. Tak jak Gillette zatrudnia Davida Beckhama, tak kościół scjentologiczny starannie eksponuje to, że jego wyznawcami są hollywoodzkie gwiazdy – Tom Cruise oraz John Travolta.

Decyzja proboszcza

- W Polsce sięgnięcie po reklamę najczęściej zależy od wyobraźni i chęci proboszcza – mówi anonimowo ksiądz zajmujący się w ekonomią. – W tym sensie nie ma w naszym Kościele takiego pojęcia, jak "budżet marketingowy". Są wprawdzie inicjatywy, które wychodzą od biskupów, ale dotyczą raczej akcji dobroczynnych – dodaje nasz rozmówca.

Inaczej bywa na świecie. Jednym z przykładów metodycznego wykorzystywania reklamy do potrzeb ewangelizacyjnych jest brytyjska Churches Advertising Network (CAN), czyli Reklamowa Sieć Kościelna. Ta ekumeniczna organizacja jest odpowiednikiem świeckich agencji reklamowych, które wymyślają reklamy na potrzeby firm.

Kampanie CAN są profesjonalnie przygotowane i spektakularne. Przed ubiegłoroczną gwiazdką na billboardach w Wielkiej Brytanii pojawił się obrazek Chrystusa i hasło: "Chodź, poproś Go o coś na święta".

Proboszcz jednej z parafii w Płocku uważa, że Kościół w Polsce nie ma potrzeby stosowania technik marketingowych. – Na razie nie ma w kraju silnej rywalizacji o wiernych, więc wydawanie pieniędzy na reklamę nie jest uzasadnione. Możemy najwyżej rywalizować z pewnymi stylami życia, ale Polska wciąż jest krajem tradycjonalistycznym i pozycja Kościoła jest stosunkowo silna – wyjaśnia.

Ks. Wacław Oszajca: – W Polsce nie nauczyliśmy się jeszcze z takich metod korzystać. Wśród księży panuje przekonanie, że skoro religia i tak jest dobra, to po co ją jeszcze reklamować.

Jezus "Che" Guevara

- Mam problem z Kościołem katolickim – wyznaje Bóg Szymonowi.
- No, robi Ci raczej słaby PR – przyznaje chłopak w t-shircie, z papierosem w dłoni. – Ale eventy mają niezłe.
- Fakt, w eventach są mocni – zgadza się Bóg.

To jeden z komiksów 23-letniego Jacka Karaszewskiego, pracownika poznańskiej agencji reklamowej, które autor publikuje w Internecie. Eventy (imprezy promocyjne), PR (kształtowanie wizerunku firm lub osób) – zestawienie branżowego żargonu ze sferą wiary może urazić tradycjonalistów.

Już sześć lat temu biskupi Kościoła anglikańskiego musieli bronić się przed oskarżeniami o bluźnierstwo po wyprodukowanej przez CAN kampanii zachęcającej do odwiedzenia kościoła w Wielkanoc. Na billboardach widniała twarz Jezusa wystylizowanego na argentyńskiego rewolucjonistę Ernesto "Che" Guevarę. "Miękki. Łagodny. Na niby. Odkryj prawdziwego Jezusa" – zachęcał slogan.

Jak tłumaczyli krytykom autorzy kampanii i władze kościelne, chodziło o uzmysłowienie młodym ludziom, że Jezus nie był mdłym, grzecznym kaznodzieją. – W istocie był wielkim rewolucjonistą, większym niż ktokolwiek w XX wieku – argumentowali.

Poważne opory miewają nawet ludzie ze świata reklamy. Szymon Gutkowski, szef agencji reklamowej DDB Warszawa, podchodzi do tematu bardzo ostrożnie. – Jestem katolikiem i uważam, że kościoły mogą stosować narzędzia marketingowe w sprawie np. pomocy ubogim dzieciom, ale nie powinny na billboardach prowadzić ewangelizacji. Celem marketingu jest wpływanie na wybór, a wybór wiary musi być niezależny od jakiejkolwiek zewnętrznej presji – mówi Gutkowski.

- Kościół powinien świecić przykładem i w ten sposób przyciągać ludzi. A marketing to droga na skróty, która może skończyć się kompromitacją. Także np. moda zdecydowanie nie powinna być tym obszarem, w którym Kościół poszukuje swych szans – uważa Gutkowski.

Cel nie uświęca środków

Spytaliśmy kilku praktykujących katolików, o ich stosunek do reklamy religii. Marcin Sawicki (32 lata), menedżer dużego koncernu kosmetycznego, nie widzi w takich reklamach żadnych kontrowersji. – Ważne jest tylko, by przekaz był stonowany, by Kościół zachował powagę dwóch tysięcy lat nieprzerwanej tradycji. Poza tym np. reklamowanie spowiedzi tak jak reklamuje się produkt jest bez sensu. To nie spowiedź jest atrakcją, ją każdy zna. Magnesem jest związana ze spowiedzią zmiana stylu życia na lepszy – mówi.

Podobnie wypowiadali się inni. – A swoją drogą, telewizyjna reklama sakramentu emitowana między reklamami perfum i środka przeczyszczającego? To byłoby mocne – żartuje Sawicki.

Zdarza się zresztą, że reklamowania treści religijnych boją się same media. Znany amerykański magazyn muzyczny "Rolling Stone" kilka tygodni temu odrzucił jako zbyt kontrowersyjną reklamę nowego tłumaczenia Biblii napisanego nowoczesnym językiem i adresowanego do osób przed 34. rokiem życia.

Duże amerykańskie stacje telewizyjne CBS i NBC nie zgodziły się niedawno na emisję opisanego na początku spotu reklamowego Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC). – Tę reklamę chciano wyemitować w wykupionym czasie antenowym, po filmie, w którym leje się krew, a przed dziennikiem, gdzie zostaną pokazane kolejne zbrodnie – pisze z rozgoryczeniem w lutowym "Przeglądzie Powszechnym" Kazimierz Bem z UCC. – Ktoś ośmielił się powiedzieć, że Chrystus nie odrzuca nikogo i stało się to dla mediów skandalem (...) Chyba wszystkich chrześcijan, niezależnie od wyznania, powinna oburzać świadomość, że przesłanie Ewangelii uznano za zbyt kontrowersyjne.

Ks. Oszajca w opisanym spocie nie widzi nic złego. Ale już promowanie Jezusa wizerunkiem Guevary uznaje za niewłaściwe. – Podmiana tych dwóch postaci jest co najmniej podejrzana etycznie – mówi. – W promocji religii i wiary chodzi o promowanie dobra, ale nie można przy tym stosować reguły, że cel uświęca środki.

Prof. Krzysztofek: – Reklama religijna będzie rodzić opór kulturowy, ale ludzie się z tym oswoją. Tak jak w Polsce przywykli, że Matkę Boską de facto wykorzystuje się do reklamy kontrowersyjnej stacji radiowej księdza Rydzyka.

Zostaną w parafii?

Z najnowszego biuletynu agencji reklamowej Demo Effective Launching można się dowiedzieć, że dzięki działaniom reklamowym uczestnictwo w nabożeństwach amerykańskiego Kościoła metodystów wzrosło o 6 proc. Ale czy ludzie skuszeni reklamą – a zatem osoby podatne na perswazję lub modę – pozostaną we wspólnocie religijnej na dłużej?

Wielu katolików, z którymi rozmawialiśmy, miało wątpliwości. – Nie wiem, czy warto w to inwestować. Ludzi z kościołów ubywa nie z powodu braku informacji lub akcji promocyjnej konkurencyjnych wyznań. Trzeba poszukać prawdziwych przyczyn i je usunąć, wtedy się to zmieni – mówi Grzegorz Chojnacki, 34-latek z Warszawy. – Inaczej być może część osób zareaguje na reklamę i - na przykład – pójdzie do spowiedzi, ale szanse, że ci ludzie na trwałe włączą się w życie Kościoła, są małe – dodaje nasz rozmówca.

- Ci ludzie zostaną przy Kościele, pod warunkiem że znajdą w parafii grupę, z którą się rzeczywiście zwiążą – uważa ks. Oszajca. – Marketing i media muszą być tylko elementem pomocniczym. Kościołowi przede wszystkim potrzebne jest prawdziwe życie parafialne, wspólnota – mówi jezuita.

"Nie będę Bożym maklerem" – Ks. Andrzej Luter o reklamach spowiedzi wielkanocnej

Jak mogłaby wyglądać reklama spowiedzi wielkanocnej, gdyby polski Kościół chciał skorzystać z usług profesjonalnych agencji? Poprosiliśmy dwie agencje reklamowe o stworzenie czterech propozycji reklam. Euro RSCG Warsaw oraz Ad Fabrika FCB zareagowały na propozycję z entuzjazmem. O ocenę ich prac poprosiliśmy ks. Andrzeja Lutra, wykładowcę religiologii i ekumenizmu w Wyższym Seminarium Duchownym w Łowiczu.

Ks. Andrzej Luter: "Nie odczuwam potrzeby posiłkowania się chwytami reklamowymi, bo kryje się za nimi zazwyczaj jakaś manipulacja, przesada, blaga, a czasami szantaż. Nie mam zamiaru wymyślać atrakcyjnych ofert, które zachęcałyby do "kupna" wiary. I nie dlatego, że ktoś mi powie: za drogo, towar wybrakowany albo zwróci mi uwagę na galopującą inflację słów. Otóż nie będę Bożym maklerem, bo nawet nie wiem, co to właściwie oznacza.

Myślę, że najlepszą "reklamą" wiary w dzisiejszym świecie rynku idei i światopoglądów jest postawa dialogu. Bez niej nie widzę możliwości pogłębienia świadomości religijnej i etycznej, szczególnie wśród młodych ludzi.

Ale jestem realistą i wiem, że tzw. promocja wiary (nie reklama) jest w dzisiejszych czasach nieunikniona i wcale nie musi być zła. Może odegrać dużą rolę preewangelizacyjną. I tylko z tej perspektywy chcę oceniać propozycje promocji – jeszcze raz zaznaczam: promocji, nie reklamy – sakramentu spowiedzi.

Przyznam, że budzą one moje wątpliwości. Autorzy plakatów zapominają, że spowiedź to sakrament pojednania z Panem Bogiem, a więc z bliźnim i ze sobą samym. Reklamują spowiedź trochę jak środek oczyszczający ("wybiel się", "czyste sumienie") bądź odciążający od zbędnego balastu grzechu (młody człowiek przywalony blokami betonu), lub nawet jako środek na kaca moralnego (spowiedź lepsza niż orzeźwiające wypicie święconej wody).

Rozumiem, że autorzy chcą nieco na luzie i ze swobodą promować dobro. I to jest w porządku. Nie powinni jednak zapominać o aspekcie religijnym. Spowiedź to więcej niż środek na oczyszczenie sumień i osiągnięcie ulgi. To wyznanie wiary w Tego, który jest władny wybaczyć nam grzechy. W proponowanych plakatach tego podstawowego aspektu nie dostrzegam, a promocja sakramentu nie może go spłaszczać do jednego tylko wymiaru."

Zbigniew Domaszewicz, Vadim Makarenko

Źródło: Gazeta Wyborcza nr 105 (4820) 07-05-05

Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Prasa góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Tak jak dostrzegasz zapach w kwiecie, olej w ziarnie sezamowym, ogień w drewnie i cukier w trzcinie cukrowej, tak spróbuj dostrzec dusze w materialnym ciele."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 7.21)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW