kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    sobota, 21 października 2017 
    

Aktualności

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


HTTP://WWW.RADIO.COM.PL/
Papuga słucha kirtanów
12.05.2005 21:13 — Aleksandra Klecha

Nauki Kriszny przemierzały świat drogą na tyle krętą, że dziś niejeden Polak, Amerykanin i Japończyk w rubrykę "wyznanie" może wpisać hinduizm. Pozostaje tylko pytanie, czy wie, co pisze.

Małe ośrodki ruchu Hare Kriszna znajdują się w Polsce w każdym większym mieście. Jednak najważniejsze są świątynie, a te najprężniej działają w podwarszawskim Mysiadle i we Wrocławiu. Brak im jedynie uroku Nowego Śantipuram (Miasta Pokoju) – wiejskiej wspólnoty w Czarnowie w zachodnich Sudetach. Tam jedzie się z czystej ciekawości, na wycieczkę. W sierpniu 2004 roku właśnie w scenerii Rudawskiego Parku Krajobrazowego zorganizowano festiwal, na który zjechali bhaktowie z Polski, Litwy, Ukrainy, Włoch i USA.

W imię zasady – upajaj się samą pracą, nie jej owocami, pieniądze oddaj Krisznie – za wszystko zapłacił biznesmen z Warszawy. Jedzenie i nocleg za darmo. Pokoje w internacie podzielone na męskie i żeńskie. Przy czym w tych ostatnich gwarno. Lubię nosić sari, bo nie widać krzywych nóg i tego, że w trakcie kirtanu poruszam się jak kaczka – mówi Ewa z wybrzeża. Słysząc to wtrąca się nauczycielka z Mazur: Mówię wam, moja suczka medytuje. Kładzie się przed ołtarzykiem i odchodzi dopiero, gdy wracam z pracy. A papuga słucha kirtanów.

Kriszna po polsku

Kiedy myślimy "wyznawcy Kriszny", przed oczami staje obraz z nadmorskich miejscowości, gdzie krisznaici goszczą każdego lata. Sprzedają książki, wciągają w rozmowy, rozdają wegetariańskie posiłki. Korowód roztańczonych, rozśpiewanych ludzi. Zainteresowanie wzbudzają nie tyle śpiewane przez nich niezrozumiałe mantry, co ich wygląd. Młodzi mężczyźni w zwiewnych szatach. Głowy ogolone, z tyłu pozostawiony jedynie kosmyk. Żartują, że nadaje się do czyszczenia uszu. Na szyjach koraliki, na czołach tilaki, czyli żółte, białe lub czerwone plamki wykonane podczas porannego rytuału. Kobiety w kolorowych sari. Na kostkach i nadgarstkach pobrzękują bransoletki. Wszędzie kwiaty. Niecodzienny to widok.

Dla wyznawców też nie jest to codzienność. Zazwyczaj nie sposób poznać, że piekarz czy nauczycielka należą do ruchu Hare Kriszna. Włosy szybko odrastają, sari pozostaje w szafie. Sąsiad nadal ma do czynienia z panem Mareczkiem i panią spod trójki. Czyżby niczym się nie wyróżniali? O przynależności do ruchu świadczy życie zgodne z określoną etyką i porządek dnia wyznaczany rytuałami. Pobudka – 4.00 rano. Kąpiel lub symboliczne obmycie. Przebudzenie bóstwa, czyli odsłonięcie wizerunku w domowym ołtarzyku. Obmycie bóstwa zamkniętego w figurce rozpoczyna pudżę. Ofiara ta polega na intonowaniu odpowiednich sanskryckich wersów, złożeniu na ołtarzyku owoców, ryżu, zapaleniu kadzidełek. Potem intonowanie wielkiej mantry (mahamantry) – Hare Kriszna hare kriszna kriszna kriszna hare hare, hare rama hare rama rama rama hare hare. Należy ją powtórzyć 1728 razy każdego dnia, a że zajmuje to dużo czasu, rano dobrze dobrnąć choćby do połowy. Jeszcze poranna lektura, która daje impuls do rozwoju w wierze. Około siódmej zaczyna się normalne życie – obowiązki służbowe i rodzinne. Wieczorem należy ponownie odprawić pudżę, przygotować bóstwo do snu i nadrobić zaległości w mantrowaniu.

"Cokolwiek czynisz czy spożywasz, cokolwiek ofiarowujesz czy oddajesz, czemukolwiek się poświęcasz, wszystko to, uczyń ofiarą dla mnie." (BhG IX.27) – nakazuje Kriszna w Bhagawadgicie, jednym z najważniejszych świętych tekstów hinduizmu. Jego nauki przemierzały świat drogą na tyle krętą, że dziś Polak, Amerykanin i Japończyk w rubrykę "wyznanie" może wpisać hinduizm. Pozostaje tylko pytanie, czy wie, co pisze.

Wędrówka do Polski

Krisznaici nazywają siebie bhaktami, gdyż w Indiach kult Kriszny utożsamiany jest z bhakti – całkowitym oddaniem i służbie bogu, który obdarowuje łaską, miłością, najwyższą wiedzą, co w efekcie przynosi wyzwolenie z cyklu narodzin i śmierci. Kriszna poucza, że bhakti to najdoskonalsza droga, bardziej wartościowa niż droga czynu (karma) czy droga wiedzy, poznania (dźniana). W Indiach to przesłanie trafiło do serc milionów ludzi z różnych środowisk. Przestały się liczyć doktrynalne zawiłości hinduizmu. Bhagawadgita, czyli Pieśń Pana stała się popularną książką, a nie wydumaną, niezrozumiałą księgą.

Dla przeciętnego hindusa nadrzędnym celem stało się uczestnictwo w rytuałach religijnych, pieczołowite kultywowanie świąt. Jednak rytm codzienności wyznacza praca i rodzina, nie wielogodzinne medytacje. W Indiach pudża o wschodzie słońca nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym, bo rześkie powietrze budzi do życia właśnie około czwartej rano, ale uwaga koncentruje się na najniższym poziomie: słów i gestów.

Kraina obfitości

Słudzy Kriszny dotarli do Polski nie z Indii, lecz ze Stanów Zjednoczonych. Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny (ISKCON), zwane też Ruchem Hare Kriszna, choć powstało w USA, bierze swój początek od charyzmatycznych indyjskich braminów Czajtanji (1486-1533) oraz Prabhupady (1896-1977).

Czajtanję uważa się wręcz za osobowego boga. Dźaj, dźaj Czajtanja (Zwyciężaj, chwała Czajtanji) – śpiewają bhaktowie w trakcie nabożeństw. Prabhupada, człowiek z krwi i kości, uznawany jest za świętego, gdyż powołał do życia całą organizację. W wieku 69 lat popłynął do USA. Poza siedmioma dolarami przywiózł stamtąd skrzynie pełne książek. Jednak jego największym kapitałem okazała się znajomość języka angielskiego. Opublikował za życia bez mała 50 książek, które przetłumaczono na 28 języków. Dźaj, dźaj Prabhupad (Chwała Prabhupadzie) – intonują wierni wyznawcy. Prabhupada zaczął nauczać w połowie lat 60-tych. Słuchały go tłumy "dzieci kwiatów", których umysły otwarte były na idee mistycznej miłości i wyzwolenia, lecz ciała skłonne do zabawy. Surowych reguł przestrzegano niechętnie.

ISKCON zdobył rzesze uczniów, ale stało się to kosztem odejścia od nauki, którą zza oceanu przywiózł charyzmatyk. Do zarządu ruchu wkradły się chciwość oraz żądza władzy, lecz Prabhupadzie, bez reszty oddanemu misji nauczania, do końca życia starczała żebracza miska ryżu. Trudno jednak ocenić, na ile jego nauki przystają do pierwotnej filozofii zawartej w Bhagawadgicie. Jego tłumaczenia, choć imponują objętością, nie zadowolą sanskrytologa, zbyt wiele w nich nieścisłości i przekłamań. Niemniej jednak powodowały nim szlachetne pobudki, chciał pokazać Zachodowi bhakti – prawdziwą perłę duchowości indyjskiej. To kolejni amerykańscy guru nauki spłycali, a w świątyniach rozkręcali biznes. Mantrowanie i rytuały, które hindusom przychodzą naturalnie, w Ameryce straciły głębię i lekkość. Niezrozumiały język, gesty, metafory... Wydaje się, że przeniesienie tradycji indyjskiej na obcy grunt nie powiodło się. Ale czy założycielom chodziło o powielenie porządku panującego w Indiach?

Ruch Hare Kriszna jedynie nawiązuje do tradycji subkontynentu indyjskiego. W tym przypadku nie mówi się już nawet o hinduizmie, lecz o neohinduizmie. Hindusem niestety trzeba się urodzić. W Księdze Praw Manu, najbardziej autorytatywnym tekście prawnym sporządzony między II wiekiem p.n.e. a II wiekiem n.e. zapisano, że do mądrości wed ma prawo tylko ten, komu rytuał towarzyszy od momentu poczęcia po spalenie i kto urodzi się na terenie Indii. Wynika z tego, że pozostali mogą tylko bawić się w hinduizm. Lecz co sądzić o zachodnich krisznaitach, którzy zadają sobie trud poznania znaczenia mantr, którzy wiele czasu poświęcają studiom nad świętymi tekstami, którzy stoją już nie na równi, lecz wysoko ponad przeciętnymi hindusami? Trzymając się litery prawa hindusami nie są, co nie zmienia faktu, że ich głębokiej wiary i wysiłku służenia nie można nazwać zabawą. Problem w tym, że należą do milczącej mniejszości, ustępując miejsca krzykliwej większości.

Zło wcielone

"Kriszna to diabeł" – takimi transparentami katolicy przywitali przemierzającą ulicami Nowego Jorku procesję, której przewodził wóz z posągiem Kriszny. Również w Polsce ruch Hare Kriszna uważa się za niebezpieczną, w najlepszym wypadku tajemniczą sektę. Bhaktów nazywa się dziwakami. Tymczasem krisznowcy nie atakują kościoła katolickiego. Mówią: nie musisz czcić Kriszny, po prostu bądź dobrym sługą. Nikt nie powie, że matka Teresa z Kalkuty kroczyła złą drogą.

Nienajlepszy wizerunek w świecie krisznaici zawdzięczają jednostkom na świeczniku. W historii ISKCON-u odnotowano przypadki wyłudzania pieniędzy od wyznawców, znęcania się nad dziećmi, gwałtów, uwikłania w handel narkotykami, samobójstw. Bhaktowie sami przyznają, że w ruchu popełniono wiele błędów i że autorytet duchowy ruchu bardzo podupadł. W Polsce nie odnotowano wielkich skandali, co nie znaczy, że wyznawców Kriszny traktuje się obojętnie. Już w czasach PRL-u ich radykalizm nie spotkał się z aprobatą społeczną. Wegetarianizm i konieczność zaprzestania zabijania zwierząt krisznaici demonstrowali paląc kartki na mięso na oczach osób stojących w kolejce do rzeźnika. To odległe czasy, ale Polacy nadal żyją w przeświadczeniu, że krisznaici stracili kontakt z rzeczywistością, odcięli się od społeczeństwa. Nie mówi się, na przykład, o ich współpracy z Czerwonym Krzyżem, UNICEF-em czy amerykańską Armią Zbawienia.

Prowadzony przez nich program "Food for Life" działa w 65 krajach. Krisznaici wyciągnęli pomocną dłoń do ofiar wojny domowej w Abchazji, w Jugosławii, trzęsień ziemi w Armenii, Rosji, Indiach, powodzi w Indiach oraz ku zdziwieniu wielu Polaków, we Wrocławiu w 1997 roku. Świątynię przekształcono w magazyn, skąd dostarczano mieszkańcom zalanych dzielnic żywność oraz wodę pitną. Wegetarianie przygotowywali posiłki dla wszystkich poszkodowanych i walczących z żywiołem. Bez wątpienia czują się solidarni i nie izolacja stanowi przyczynę niechęci wielu Polaków.

Medytacja suczki

Sudeckie Miasto Pokoju. Wieczór. Pora spać, bo dwie osoby rozpoczynają dyżur w kuchni o 4.00. Już o 3.30 w łazience słychać radosne śpiewanie, rzecz jasna na chwałę Kriszny. By przygotować śniadanie i obiad (choć tutaj nazywa się to ucztą) dla 500 osób, trzeba się uwijać. Mozolne czyszczenie, obieranie i krajanie kilogramów jarzyn przez 6-8 godzin w środku nocy nie wydaje się dla nich uciążliwe. Przecież robią to dla Kriszny. Bezwzględnie nie wolno zjeść choćby plasterka pomidora. Nawet kucharz nie może niczego spróbować. Jedzenie trzeba najpierw złożyć w ofierze bogu. Uświęcone staje się duchowym pokarmem, prawdziwą łaską – prasadam. Ewa wyznaje, że dla niej filozofia jest za trudna, najbardziej lubi prasadam i kirtany – śpiewanie połączone z tańcem, momentem częstych uniesień, ekstazy.

Weekend jest bardzo chłodny, deszczowy. Cienkie bawełniane szatki ciepła nie dają. Można się jedynie otulić wyleniałym kocykiem, jak to czynią prawdziwi Indusi. W końcu sari to strój wedyjski i należy go szanować – stwierdza jasnowłosa bhaktinka. Schować się można jedynie do wielkiego namiotu, który szybko się zapełnia. Za chwilę wykład rozpocznie Dżajapataka Swami – wielki amerykański guru. Bardziej przypomina Ezopa niż duchowego nauczyciela. Wybornie bajki opowiada: na przykład tę o transcendentalnej krowie, która robi "muu". Importowany guru dowcipkuje. Pogadanka wypada dobrze.

"Nie spekuluj, mantruj!" – usłyszał kiedyś Wojtek od mistrza duchowego. A że w jego pokoju książki się już nie mieszczą, nie spodobała mu się ta odpowiedź. Rzecz w tym, że bhakti, czyli bezgraniczne oddanie bogu, jest najdoskonalszą drogą do wyzwolenia. Doskonalszą niż droga wiedzy. Wystarczy zawierzyć i służyć. Jednak kiedy wyznawca dobrowolnie rezygnuje z myślenia, wielowiekowa religia, ceniąca prawdę i życie, przerobiona w latach 60-tych na amerykańską modłę, obrasta kiczem. Intelektualista się tu nie odnajdzie. I tak też kończy się kariera wielu wyznawców, ludzi dociekliwych, którym nie wystarczają proste odpowiedzi. Idą szukać dalej. Nikt ich nie zatrzymuje. Pozostają dobre i złe wspomnienia. Wojtek zamyka szufladę pełną skarbów: obrazki i figurka Kriszny, zdjęcie guru, kadzidełka, różaniec i szata...


10 Wcieleń Boga Wisznu
Kiedykolwiek prawo zanika, a górę bierze nieprawość, wtedy Ja sam we własnej osobie na ten świat przychodzę. Dla ochrony szlachetnych, dla zniszczenia zła, aby prawo utrwalić, Ja się odradzam z wieku na wiek.(BhG IV.7-8) Według mitologii Wisznu, jeden z trzech najpotężniejszych bogów panteonu indyjskiego, już dziewięć razy przyszedł na świat, za każdym razem przybierając inną postać: żółwia, dzika, pół-lwa pół-człowieka, karła, Ramy z toporem i księcia Ramy. Ten ostatni zasłynął walecznością i stał się bohaterem słynnego eposu – Ramajana.

Kriszna uważany jest za ósmą awatarę (sanskryckie wcielenie, zstąpienie) Wisznu. Przepowiednia głosiła narodziny mocarza, który zgładzi niegodziwego króla. By ocalić niemowlę, dokonano zamiany i tak spełniło się proroctwo. Kriszna odznaczył się niezwykłą odwagą w wojnie opisanej w eposie Mahabharata. Wyróżniał się również urodą, umiejętnością gry na flecie i tańca. W domu każdego hindusa znaleźć można obraz przystojnego młodzieńca otoczonego pasterkami gopi, z piękną Radhą. Wizerunek boga w miłosnym, wręcz erotycznym tańcu, z każdą kobietą z osobna i ze wszystkimi równocześnie oddaje związek łączący wyznawcę i najwyższego. Ze względu na mistyczny charakter tego związku z czasem kult Kriszny, głównie za sprawą Bhagawadgity (BhG), czyli Pieśni Pana, przybrał formę samodzielnego w obrębie hinduizmu ruchu bhakti.

Jam smakiem wody, blaskiem słońca i księżyca, Ja jestem świętą sylabą Om we wszystkich wedach, dźwiękiem w przestrzeni i człowieczeństwem w człowieku. Jam jest czystym zapachem ziemi, blaskiem ognia, życiem każdej istoty i żarem ascezy. Wiedz, żem Ja odwiecznym nasieniem wszelkich istot. (BhG VII.8-10) – wyjawia wyznawcy swą naturę Kriszna.

Hinduizm zaadaptował również postać Buddy uznając Oświeconego za kolejne wcielenie Wisznu, niwelując tym samym rosnącą od VI wieku pozycję buddystów. Hindusi wierzą, że w przyszłości Wisznu zstąpi na ziemię jeszcze raz by ostatecznie rozprawić się ze złem i wynagrodzić dobro. Nadejście Kalkina wyznaczy początek nowej, szczęśliwej ery.

Ciało i duch (zasady krisznaitów)
Codzienne recytowanie mahamantry. Jedna runda to 108 recytacji. Rund powinno być 16. Liczy się nie tylko ilość, ale również prawidłowa postawa, dokładna wymowa i skupienie na modlitwie.

Wegetarianizm. Należy służyć, a nie przysparzać cierpień żywym, obdarzonym pierwiastkiem duchowym, istotom.

Ograniczenie życia seksualnego tylko i wyłącznie do małżeństwa. Panowanie nad ciałem jest niezbędne by panować nad umysłem i duszą, by medytować, by osiągnąć bliskość z bogiem.

Niestosowanie środków odurzających oraz używek (narkotyków, alkoholu, papierosów, kawy, herbaty, nawet kakao) wynika z troski o własne zdrowie i czystość umysłu.

Powstrzymanie się od hazardu w jakiejkolwiek postaci. Hazard wynika z chciwości, prowadzi do uzależnienia i potęguje pragnienie bogactwa.

20 wież Śrirangam
Wisznuicka świątynia Śrirangam w Trichy w południowych Indiach zajmuje obszar 60 hektarów i należy do najokazalszych. 20 olbrzymich gopur – wież-bram potęguje uczucie wkraczania w świat bogów i rytuału. Tylko hindusi mogą przestąpić szóstą gopurę, by złożyć ofiarę w złotej świątyni.

Wersy Rigwedy
W Indiach w czasach wedyjskich, około 4000 lat temu, wierzono, że dzięki skrupulatnie odprawionej ofierze człowiek ma moc zmieniać porządek panujący we wszechświecie. Ogień, potężny bóg Agni, pośredniczy między ziemią i kosmosem, człowiekiem i bogiem. Współcześnie agnihotra, czyli ofiara ognia, w wykonaniu amerykańskiego kapłana wygląda banalnie. Kapłan wlewa do ognia masło intonując jednocześnie wersy z Rigwedy, najstarszej księgi wed, najprawdopodobniej nie rozumiejąc ich znaczenia. Popełnia rażące błędy, a wyznawcy powtarzają.

www.radio.com.pl/spoleczenstwo/temattygodnia/default.asp?id=389

Źródło: www.radio.com.pl/

Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Prasa góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Woda leczy niestrawność, wzmacnia, gdy pokarm został strawiony, jest jak nektar w czasie posiłku i jak trucizna po jedzeniu."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 8.7)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW