kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 16 sierpnia 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Konto w domenie vrinda.net.pl


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Zachmurzona dziewczyna
Kętrzyn, 12.08.2005 01:13 — Indradyumna Swami

Tom 6, Rozdział 14
21 czerwiec – 4 lipiec, 2005

Któregoś dnia, gdy Monika miała siedem lat, zaskoczyła swoją matkę. "Mamo," powiedziała, "wierzę w reinkarnację."

"Naprawdę?" – Powiedziała jej matka, wierna katoliczka. "Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Na pewno nie dowiedziałaś się o tym w kościele."


"Nie wiem Mamusiu. Ale wiem, że to prawda. Po śmierci rodzimy się na nowo."

"Lepiej zachowaj to dla siebie. Tutaj, w naszej okolicy, ludzie tego po prostu nie zrozumieją."

"Chcę dowiedzieć się o tym czegoś więcej," powiedziała Monika. "Czy mogę czytać książki o innych religiach? Mam tak wiele pytań."

"Cóż… dobrze. Proszę bardzo. Ale nie porzucaj studiowania Biblii. Stamtąd też można się wiele dowiedzieć."

"Oczywiście, nie porzucę tego, Mamusiu." Objęła swoją matkę. "Możemy dzisiaj zdobyć jakieś książki?"

Przez kilka kolejnych lat Monika przeczytała wiele książek, jakie jej matka wypożyczała z biblioteki lub kupowała w miejscowych sklepach, i stopniowo stawała się obeznana z różnymi religiami świata. Jej przyjaciele czasami uważali za dziwaczne to, że wolała zostawać w domu i czytać niż bawić się w pięknych lasach, które otaczają Kętrzyn, miasto, w którym mieszkała.

Pewnego dnia, wkrótce po ukończeniu 11 roku życia, matka zapytała ją o jej duchowe poszukiwanie. "Monika, przeczytawszy to wszystko, znajdujesz odpowiedzi, których szukasz?"

Monika podniosła wzrok znad książki, którą czytała. "Nie wszystkie Mamo, ale w większości książek, które mi przynosisz, znajduję coś wartościowego."

"A w Biblii?" – Zapytała matka.

"Tak Mamo. Uwielbiam historię o tym, jak Jezus wyleczył trędowatego. Ale wiesz, jest jedna religia, co do której mam pewne wątpliwości."

Matka uśmiechnęła się. "Która to?" – Zapytała.

Monika zachmurzyła się. "Religia Hare Kryszna."

"Gdzie w ogóle o niej słyszałaś?"

"Dzieciaki w naszej szkole mówiły o niej. Mówi się, że to kult i że ludzie ci są naprawdę dziwni i przerażający."

"No cóż, nie martw się," powiedziała matka. "Prawdopodobnie nigdy ich nie spotkasz. W każdym bądź razie nie w tym miasteczku. Słyszałam, że mieszkają w Ameryce."

Dwa dni potem Monika siedziała na ganku swego domu, tuż przy głównej ulicy miasta. Było ciche, ciepłe, wiosenne popołudnie i ludzie przechodzili obok, zajęci swymi zakupami. Wzięła do ręki książkę o rytuałach religijnych starożytnych Inków z Peru, którą dopiero co dała jej matka.

Miała już zamiar ją otworzyć, kiedy usłyszała dźwięk bębenków i cymbałków. Podniosła wzrok i zobaczyła dużą grupę mężczyzn, kobiet i dzieci ubranych w egzotyczne, kolorowe ubrania, śpiewających i tańczących wzdłuż ulicy, około 100 metrów dalej.

"A niech mnie!" – Powiedziała. "Co to do licha?"

Zobaczyła jak inne dzieci z sąsiedztwa biegną ulicą, żeby się temu przyjrzeć i podniosła się z krzesła, żeby do nich dołączyć. Wtedy usłyszała, jak grupa śpiewa, "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Kryszna Kryszna, Hare Hare… "

Zatrzymała się. "O mój Boże!" – Wydusiła z siebie. "To ten kult!"

Wpatrywała się w szoku podczas gdy śpiewająca grupa zbliżała się.

"Jest ich tak wielu!" – Pomyślała, gdy obserwowała nadchodzącą intonującą grupę. Bębny dudniły, cymbałki dzwoniły a głosy zagłuszały dźwięk przejeżdżających samochodów. "Hare Rama, Hare Rama, Rama Rama, Hare Hare… "

Monika zamknęła oczy i zakryła uszy, gdy kirtan mijał jej dom.

****************************

Dwa tygodnie wcześniej odbyłem spotkanie z naszym festiwalowym zarządem. Nasz pierwszy festiwal tego roku, w Mrągowie, zakończył się kilka dni wcześniej i członkowie zarządu wrzeli z podekscytowania.

"Pierwszy festiwal zaczął się brutalnie," powiedział Jayatam dasa, "zwłaszcza dla Bhakty Dominika. Skinheadzi złamali mu nos. Ale wszystko zakończyło się tak wspaniale. Wiesz o kobiecie, która przyszła następnego dnia z ekipą państwowej telewizji. Zatem ona powiedziała, że od dziewięciu lat obstawia duże wydarzenia, ale nigdy nie widziała festiwalu, na którym wszyscy byli tacy szczęśliwi. Potem zaśmiała się i powiedziała, że nigdy nie widziała wydarzenia, którego sami organizatorzy byli tacy szczęśliwi."

Jayatam uśmiechnął się… "Stacji spodobał się jej materiał tak bardzo, że puścili go trzy razy w Panoramie," powiedział. "To jedne z najpopularniejszych wiadomości w Polsce. Każdego wieczora ogląda je dwadzieścia milionów ludzi."

Nandini dasi zabrała głos. "Dostaję telefony od rad miast z całego regionu. Chcą wiedzieć, czy zrobimy festiwal w ich miastach."

"Nadal mamy jedną wolną datę," kontynuowała Nandini. "Nie wiedziałam, które wybrać miasto. Wtedy zadzwonił do mnie burmistrz Kętrzyna. Powiedział, że da nam list wyrażający uznanie dla festiwalu nawet jeszcze zanim festiwal się odbędzie. Tak więc postanowiliśmy, że nasz ostatni wiosenny festiwal będzie w Kętrzynie. Znajduje się on w samym środku wiejskiego obszaru. Ludzie są tam prości, ale pobożni."

Podszedłem do stołu i spojrzałem na mapę. "Nie mogę nawet tego znaleźć," powiedziałem.

"To tu," powiedział Jayatam, "ten malutki punkt."

Dzień przed przyjazdem do Kętrzyna, odbyłem krótkie spotkanie ze wszystkimi bhaktami. "To nie jest duże miasto," powiedziałem, "tak więc myślę, że wystarczy zrobić jeden lub dwa Harinamy."

Nazajutrz przyjechaliśmy do Kętrzyna i zaparkowaliśmy nasze autobusy blisko centrum miasta. Następnie, w liczbie 70 osób, zaczęliśmy kolorową procesję wzdłuż ulicy. Festiwale w trzech poprzednich miastach odniosły duży sukces, i bhaktowie byli w dobrym nastroju.

Mosiężne karatale, lustrzane pokrycia mridang i biżuteria kobiet – wszystko lśniło w słońcu. Delikatna bryza przynosiła ulgę od letniej gorączki i dawała bhaktom energię gdy zapamiętale tańczyli po mieście. Kobiety w kolorowych sari tańczyły w rytmicznych, zsynchronizowanych krokach, przyciągając uwagę wszystkich. Mężczyźni nie tańczyli tak artystycznie, ale ich entuzjastyczne intonowanie świętych imion sprawiło, że na twarzach miejscowych pojawiły się uśmiechy.

A jeszcze więcej uśmiechów pojawiło się, gdy ludzie przyjmowali zaproszenia na festiwal. Właściciele sklepów wychodzili na chodnik, żeby popatrzeć jak przechodzimy. Ludzie machali do nas z okien.

Próbowałem porozmawiać ze Śri Prahladem przekrzykując ryk kirtanu. "To mi trochę przypomina stare lata na tourze," powiedziałem, "kiedy odwiedzaliśmy jakieś miasto po raz pierwszy."



Podeszliśmy do rzędu starych domów usadowionych między sklepami i zauważyłem dziewczynkę, mającą około 11 lat, siedzącą w bezruchu na krześle na ganku, wpatrzoną w nas z zachmurzoną miną, co wyraźnie różniło się od nastroju innych ludzi. Kiedy się zbliżyliśmy, zamknęła oczy i zakryła uszy dłońmi.

Pokazałem ją Śri Prahladowi. "Spójrz na nią," powiedziałem. "Nie wszyscy są szczęśliwi, że tu jesteśmy."

****************************

Jeden z mężczyzn z grupy zaoferował Monice zaproszenie, ale odmówiła przyjęcia go, tak więc zostawił je na poręczy ganku, tuż na wprost niej. Kiedy kirtan poszedł swoją drogą, Monika otworzyła oczy i odkryła uszy. Wstała i patrzyła jak grupa intonująca znikała ulicą.

Ostrożnie podniosła kolorowe zaproszenie. Rozejrzała się, żeby zobaczyć czy nikt nie patrzy. Potem spojrzała na zaproszenie i zaczęła głośno czytać: "Zaproszenie na Festiwal Indii."

Odwróciła zaproszenie na drugą stronę i przeczytała wypowiedź Anil Wadhwa, Ambasadora Indii w Polsce:

"Ten wspaniały festiwal jest jak wyprawa do Indii, tyle, że łatwiejsza, ponieważ festiwal przyjeżdża wprost do ciebie. Nie potrzebujesz wizy a festiwal jest za darmo. Przyjdź i zobacz artystyczny śpiew, taniec i sztuki teatralne. Spróbuj smacznego wegetariańskiego jedzenia i poczuj aromat kadzideł. Kiedy byłem na festiwalu czułem się jak w domu. Nie przegap tego!"

Przeczytała resztę zaproszenia o programie festiwalu a potem odłożyła je.

"Nie brzmi tak strasznie," wymamrotała do siebie. Spojrzała gdy grupa kirtanowa skręciła w boczną uliczkę. Mężczyzna niosący pęk balonów był ostatnim, który zniknął za zakrętem.

"I na pewno nie wyglądają dziwnie," pomyślała.

Usiadła na krześle. "Zastanawia mnie… " pomyślała. "Może dzieciaki w szkole nie wiedzą czym naprawdę jest Hare Kryszna."

Sięgnęła po swoją nową książkę, ale zaproszenie na stole znowu przykuło jej wzrok. Wzięła je i przeczytała a potem przeczytała je jeszcze wiele razy. Następnie po prostu siedziała wpatrzona przed siebie, myśląc.

Pół godziny potem znowu usłyszała dźwięk bębenków, cymbałów i głośny chórek ludzi wracających ulicą."

"Znowu tędy idą," pomyślała. "Teraz im się lepiej przyjrzę."

****************************

Kiedy nasza grupa kirtanowa doszła do końca handlowej ulicy skręciliśmy w kolejną małą uliczkę a potem wróciliśmy na główną ulicę w kierunku, z którego przyszliśmy. Ludzie nadal uśmiechali się i machali, a zaproszenia wręcz wylatywały z rąk osób je rozdających.

Kiedy zbliżyliśmy się do małego domku, przy którym siedziała dziewczyna z zachmurzoną miną, wytężyłem wzrok, żeby zobaczyć czy nadal tam jest. Żałowałem, że nie doceniła bhaktów i słodkiego dźwięku świętych imion.

Wtedy ponownie ją zobaczyłem. Siedziała w tym samym miejscu, ale tym razem, jej oczy były otwarte i bacznie nam się przyglądała. W ciągu kilku chwil jej intensywy wzrok zmienił się w ciekawski i kiedy ją mijaliśmy, stopił się w czarujący uśmiech. Przemiana ta była tak szybka, że mnie zaskoczyła.

"To niespotykane," pomyślałem. "Od gniewnego zachmurzenia do słodkiego uśmiechu w przeciągu kilku minut."

****************************

Monika podniosła się. "Ale jak… " pomyślała, "jak to może być kult, skoro Ambasador Indii wyraża aprobatę dla ich festiwalu? To musi być coś prawdziwego. I jacy oni są szczęśliwi! Chcę wiedzieć więcej."

Zaczęła biec za grupą intonującą i dogoniła ich, gdy tylko weszli na główny skwer.

"Och, spójrz!" – Pomyślała. "Pan Tomczak wziął jedno zaproszenie i pani Jankowska kupuje książkę od jednego z ich ludzi."

Podeszła bliżej i zerkała zza pani Jankowskiej, która trzymała w rękach książkę.

"W stronę samopoznania," powiedziała cicho.

"Chciałabym mieć tę książkę," powiedziała głośno.

Pani Jankowska obejrzała się. "Czyżby?" – powiedziała z uśmiechem. "W takim razie, kiedy ją skończę, przekażę ją twojej mamie. Jak ci się to podoba?"

"To byłoby wspaniale pani Jankowska," powiedziała Monika. "Bardzo dziękuję."

Monika odwróciła się i podbiegła, żeby przyjrzeć się bliżej grupie śpiewającej. "Uwielbiam sposób w jaki ubrane są dziewczęta," pomyślała. "Tak, tak, to to! Gdybym ubrała się jak one, mogłabym przyłączyć się do grupy śpiewającej. Dobrze! Tak zrobię."

Obróciła się i pospieszyła w stronę domu.

***************************

Kiedy grupa kirtanowa doszła do skweru miasta i stanęła w jednym miejscu, osoby sprzedające książki zaczęły podchodzić do ludzi, którzy się zatrzymali, żeby zobaczyć egzotyczny pokaz. Uśmiechnąłem się zobaczywszy kobietę, która chętnie przyjęła książkę od bhakty i zapytała o cenę. Nagle kobieta ta odwróciła się i zobaczyłem dziewczynę z ganku, stojącą tuż za nią. Tym razem miała na twarzy wielki uśmiech.

Zwróciłem się do Śri Prahlada. "Patrz! Pamiętasz tę pochmurną dziewczynę? Jest tam uśmiechnięta."

Śri Prahlada był w trakcie śpiewania mantry Hare Kryszna, odpowiedział mi więc tylko mrugając.

Odwróciłem głowę, żeby znowu popatrzeć na dziewczynę i zobaczyłem ją stojącą przed kobietami w kirtanie, jej twarz miała tęskny wyraz. Nagle okręciła się i pobiegła z powrotem wzdłuż ulicy.

"Ach, cóż," pomyślałem. "Widać jej upodobanie nie trwało długo."

Po 30 minutach zawołałem do bhaktów, "W porządku. Idźmy w tę stronę." Wskazałem na część miasta, której jeszcze nie tknęliśmy. Ogromna grupa bhaktów zakręciła jak wielki kolorowy wąż, posuwając się po starych, brukowych ulicach.

****************************

"Mamo! Mamo!" – Krzyczała Monika kiedy wpadła do domu. "Pamiętasz tych strasznych ludzi, o których rozmawiałyśmy! I to, co dzieciaki o nich mówiły? I ty powiedziałaś, że oni nie przyjadą?"

"Uspokój się, kochanie," powiedziała matka. "Mówisz tak szybko, że nic nie mogę zrozumieć. O czym ty do licha mówisz?"

Monika złapała oddech i spróbowała od nowa. "Mamo, to nie prawda co mówiły dzieciaki. Oni nie są kultem. Ambasador Indii ich lubi. Pan Tomczak wziął od nich zaproszenie. A pani Jankowska kupiła jedną z ich książek.

"O kim ty mówisz kochanie?"

"O Hare Kryszna!" – Powiedziała Monika niemal krzycząc. "I oni są tacy szczęśliwi!"

"Wiem, widziałam jak śpiewają w mieście. Ale powinnaś być trochę ostrożna… "

"Oni są w porządku Mamo. To widać."

"No i?"

"No i gdzie jest ta duża chusta, którą tata dał ci na urodziny? I gdzie są te korale, które kupiłaś na Wielkanoc i sandały, których nie lubiłam? Szybko Mamo!"

***************************

Gdy nasza grupa kirtanowa opuściła główny skwer, przesunąłem się na przód, żeby pokierować nią ulicami. Kontynuowaliśmy przez kolejne pół godziny. Potem zobaczyłem nagle dziewczynę biegnącą przed nami. Kiedy znalazła się bliżej, z zaskoczenia wydałem stłumiony okrzyk. Przebrała się i nosiła coś przypominającego sari.

"To trochę małe sari," pomyślałem, zamykając oczy po tym jak zobaczyłem, że z ledwością ją zakrywa i jest spięte agrafkami.

Po chwili tańczyła w kirtanie. Na szyi miała duże niebieskie, drewniane korale, przypominające korale na szyi bhaktów. Zauważyłem, że namalowała sobie kropkę na czole jak hinduskie bindi, prawdopodobnie pomadką i że zmieniła buty na sandały. Nauczenie mantry Hare Kryszna nie zajęło jej długo i wkrótce na jej twarzy malował się taki sam piękny uśmiech jak u bhaktów.

Po 45 minutach wzięła od jednego z rozprowadzających zaproszenia i zaczęła biegać to tu to tam, rozdając je miejscowym ludziom.

W pewnej chwili, ludzie, którzy musieli być jej przyjaciółmi przechodzili obok i zatrzymali się. Gapili się i unosili brwi widząc ją ubraną w ten sposób, rozdającą zaproszenia, ale ona tylko uśmiechnęła się do nich i kontynuowała z nowo odkrytym entuzjazmem.

Godzinę potem wróciliśmy do autobusu; Monika rozdawała zaproszenia przez całą drogę. Kiedy wsiedliśmy do autobusu, żeby odjechać zobaczyłem na jej stale zmieniającej się twarzy kolejny wyraz: smutek.

"Powiedz jej, że wrócimy jutro o 13 na dalsze śpiewanie i tańczenie," powiedziałem do Mathuranatha dasa. "I że jutro jest też festiwal."

***************************

"Och Mamo, to była taka dobra zabawa," powiedziała Monika, kiedy wróciła do domu. "Chcesz usłyszeć piosenkę, którą oni śpiewają? Raz zaczniesz ją śpiewać, nie możesz już przestać."

"Nie, nie trzeba. Sporo się tego nasłuchałam. Całe miasto też.

Monika z trudem się powstrzymała. "Jutro jest festiwal Mamo. Przyjdziesz?"

"Sama nie wiem. To może nie wyglądać zbyt dobrze. To znaczy, co jeśli zobaczy mnie ksiądz?"

"Och daj spokój mamo!" – Odpowiedziała Monika.

***************************

Nazajutrz przyjechaliśmy do Kętrzyna dokładnie o 13 godzinie. Mieliśmy tylko kilka godzin na zakończenie reklamowania festiwalu, więc szybko zaczęliśmy intonować w mieście. Zachwycałem się pięknem starych budynków, z których wiele zostało wybudowanych gdy przed stu laty obszar był częścią Niemiec. Ale to czego naprawdę oczekiwałem to ponowne spotkanie z Moniką. Nie musiałem czekać długo. Jak tylko weszliśmy na główną ulicę, zobaczyłem ją z daleka siedzącą na ganku i czekającą aż będziemy przechodzić. Zaraz gdy tak się stało, podbiegła i wskoczyła w grupę kirtanową, w pełnym stroju Vaisnava (jak to ona sobie wyobrażała) i spędziła kilka kolejnych godzin intonując razem z nami.

Miejsce festiwalu znajdowało się niedaleko centrum miasta, tuż obok jeziora. Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy, gdy skończyliśmy intonowanie, minęliśmy zakręt i weszliśmy na piękny teren z wielką sceną i wielokolorowymi namiotami. Wyobraziłem sobie, że jej wyraz twarzy przypominał ten, jaki będzie mój, gdy w końcu stanę twarzą w twarz ze światem duchowym.

Po krótkim zbadaniu miejsca, zwróciłem się do jednej z bhaktinek. "Proszę znajdź dziewczynę, która rozdawała zaproszenia. Chciałbym z nią porozmawiać."

Po kilku minutach wróciła z Moniką. Poprosiłem ją, żeby usiadła ze mną i z tłumaczem na jednej z ławek.

"Pamiętam twoje skrzywienie na twarzy, gdy po raz pierwszy nas zobaczyłaś," powiedziałem trochę się śmiejąc.

"Och, proszę, nie przejmuj się tym. To zanim was poznałam."

"Pozwól, że opowiem ci jak to było," kontynuowała. "Wiesz, kiedy miałam siedem lat, powiedziałam mojej mamie, że wierzę w reinkarnację… "

Siedziałem i słuchałem jej opowiadania z fascynacją. Mówiła szybko i w tym czasie jej wzrok krążył po festiwalu i skarbach, które oferował on dziewczynie, która jedynie czytała o cudach Indii.

Nagle podskoczyła i zaczęła biec w stronę namiotów. Siedziałem tam oczarowany, obserwując jak mija sklep z pamiątkami, restaurację i wystawy o wegetarianizmie i jodze. W końcu podeszła do namiotu prezentującego reinkarnację. Zatrzymała się na chwilę a potem weszła. Nie wiem jak długo tam była, ale musiało to być grubo ponad pół godziny.

Mój tłumacz i ja siedzieliśmy obserwując.

"Co się dzieje?" – Powiedział przechodzący obok bhakta.

"W środku tego namiotu jest młoda dziewczyna, która doszła do rozdroży w swoim życiu," powiedziałem. "To bardzo szczególny moment."

Zanim festiwal się rozpoczął, obeszła cały jego plac. Uśmiechnąłem się, kiedy tuż przed rozpoczęciem pokazu na scenie zobaczyłem ją siedzącą w pierwszym rzędzie w prawdziwym sari, w które ubrała ją bhaktinka, z tilakiem Vaisnava, gopidatami zdobiącymi jej twarz oraz koralikami tulasi na szyi.

Kontynuowałem moją trasę po festiwalu, sprawdzając stoiska i namioty, żeby upewnić się, czy wszystko jest w porządku. Tu i tam podniosłem kawałek papieru czy aluminiową puszkę, chcąc chronić nasz wizerunek i zapewnić najlepszą z możliwych reputacji naszemu festiwalowi.

Nagle, gdy podszedłem do namiotu z książkami, usłyszałem głośne wołanie: "Mamo!"

Odwróciłem się dokładnie w momencie, gdy Monika rzuciła się w ramiona swej matki. Po kilku chwilach były w namiocie z książkami. I czemu nie? To była ich rozrywka. Teraz jednak miały wybór najlepszy z możliwych.

Później tego wieczora inny bhakta i ja spotkaliśmy Monikę spacerującą szczęśliwie po festiwalu – woreczek z koralami wisiał na jej szyi.

"Moja mama właśnie poszła," powiedziała Monika. "Miała swoje powody, ale powiedziała, że ja mogę zostać."

"Naprawdę?" – Powiedział bhakta, który mi towarzyszył. "A to czemu?"

Monika uśmiechnęła się. "Powiedziałam jej, że tu znalazłam odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie kiedykolwiek miałam. A co najważniejsze ze wszystkiego- – znalazłam Boga."

Powiedziała to z takim przekonaniem, że jej słowa zdawały się przyćmić moje własne realizacje o Panu.

Pomyślałem o zachmurzonej dziewczynie na ganku i zachwycałem się przemianą, jaka miała miejsce w jej życiu w zaledwie dwa dni.

Kiedy oddalała się, podszedł do mnie jeszcze inny bhakta. "Maharaja, czy to nie ta dziewczyna, która szła z nami na Harinamie? Teraz jest taka inna."

Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. "To z pewnością ona. Gdybym tylko ja mógł mieć tyle szczęścia."

nrtyan vayu-vighurnitaih sva-vitapair gayann alinam rutair
muncann asru maranda-bindubhir alam romanca-vanankuraih
makando 'pi mukunda murcchati tava smrtya nu vrndavane
bruhi prana-samana cetasi katham namapi nayati te

"To drzewo mango we Vrindavan jest teraz pochłonięte pamiętaniem o Tobie. Tańczy poruszając swymi gałęziami na lekkim wietrze. Śpiewa pod postacią tych bzyczących pszczół. Roni łzy w formie tych wielu kropel miodu. Jego włosy stają w ekstazie w formie tych nowych pędów. O Mukundo, tak drogi mi jak moje własne życie, dlaczego to drzewo jest tak pełne miłości do Ciebie? Kim ja jestem, tak nieczuły, że nawet Twoje imię nie wejdzie do mojego serca?"
[Śri Iśvara Puri, cytowany przez Śrila Rupę Goswamiego, Padyavali, Tekst 62]



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Polska góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Któraż rodzina jest bez skazy? Któż jest wolny od chorób i smutku? Któż jest zawsze szczęśliwy?"
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 3.1)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW