kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 16 sierpnia 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Trudne lekcje
Siemyśl, 08.09.2005 12:15 — Indradyumna Swami

Tom 6, Rozdział 15
5 – 28 Lipiec, 2005

Nasz wiosenny tour odniósł sukces. Zrobiliśmy 12 dużych festiwali, w których ogółem wzięło udział ponad 60,000 ludzi, tak więc w dobrym nastroju rozpoczęliśmy na początku lipca letni tour wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego. Nasze szeregi powiększyły się do ponad 220 bhaktów, wypełniając do granic możliwości szkołę wynajętą w Siemyślu, wiosce zamieszkałej przez 300 osób.


Szkoła miała być naszą bazą na lato i mieszkańcy wioski powitali nas machając do nas i ciepło uśmiechając się, co ostro kontrastowało z ich nastrojem z zeszłego lata. Zapytałem o tę zmianę Nandini.

"Przed rokiem," powiedziała, "tuż zanim przyjechaliśmy, na spotkaniu rady gminy członek rady zaatakował słownie dyrektora szkoły. Oskarżył go o wynajęcie szkoły niebezpiecznej sekcie. Przekonał całą radę, że powinniśmy zostać wyrzuceni z wioski, ale my mieliśmy podpisaną umowę ze szkołą, ponadto dyrektor nas lubił, więc mogliśmy zostać.

"Przez całe lato mieszkańcy wioski zdążyli nas poznać i docenić. W rezultacie otrzymałam zimą wiele listów od dyrektora szkoły, w których pisał, że tego lata cała wieś zgotuje nam powitanie. Kiedy Jayatam das i ja odwiedziliśmy w zimie urzędników gminy, spędziliśmy kilka godzin na komisariacie policji, ponieważ policjanci mieli wiele pytań o życie duchowe i nie mogli przestać jeść samosów, które przywieźliśmy.

"Szef komisariatu powiedział nam, że na ostatnim spotkaniu rady, człowiek, który nas zniesławiał przed rokiem, próbował zrobić to znowu, ale wszyscy pozostali członkowie rady wstali i kazali mu usiąść i się zamknąć."

W dniu naszego przyjazdu odbyłem ze wszystkimi bhaktami spotkanie w sali gimnastycznej.

"To będzie niebiańskie lato," zacząłem. "Zaplanowanych mamy 40 festiwali. To jest sześć festiwali tygodniowo. W każdy poniedziałek będziemy mieli wolne na odpoczynek. Tego dnia nie będzie porannego programu. Będziecie odsypiać i przychodzić późnym rankiem na prasadam."

Mogłem dostrzec parę zaskoczonych min pośród nowoprzybyłych. Jeden chłopak podniósł rękę. "Maharaj," powiedział, "dlaczego nie będzie porannego programu w poniedziałki?"

"Będziemy mieli pełny program poranny sześć dni w tygodniu, ale natura tej służby jest taka, że raz w tygodniu będziecie potrzebowali dodatkowego odpoczynku. Większość z nas będzie codziennie wykonywać od czterech do pięciu godzin Harinamu na plaży, reklamując festiwal, gdy tymczasem inni będą rozkładać festiwal. Później wszyscy będziemy wykonywać pięciogodzinny program kulturalny i wracać do bazy po północy. To intensywny harmonogram, przypominający picie gorącego soku z trzciny cukrowej. Jest tak gorący, że pali ci usta, ale tak słodki, że nie możesz przestać."

Uśmiechnąłem się do chłopca. "Już niedługo będziesz mi dziękował za ten wolny dzień," powiedziałem.


Dziesięć pierwszych festiwali było udanych; przy średnim udziale 6,000 ludzi na każdym z nich. Zafascynowani ludzie siedzieli oglądając program sceniczny. Podobały się im również liczne wystawy i stoiska obrazujące kulturę wedyjską. Wprost nie mogliśmy ugotować wystarczającej ilości prasadam do restauracji. Ponadto po raz pierwszy od lat cieszyliśmy się dobrą pogodą. W rzeczywistości, zrobiło się tak gorąco, że zacząłem martwić się o pracujących tak ciężko bhaktów. Po kilku tygodniach mogłem zobaczyć oznaki tego, że zaczynają być zmęczeni, tak więc wykluczyłem jeden festiwal i dałem im dodatkową przerwę.

Ten dodatkowy odpoczynek nadal jednak nie był wystarczający dla wielu bhaktów w czasie wydarzeń dnia 7 lipca.

Tego dnia słońce wstało wcześnie – o 5 rano – i intonowałem w swoim pokoju, kiedy nagle wbiegł jeden bhakta. "Rasamayi pali się!" – Krzyczał.

Wypadłem z pokoju i rzuciłem się korytarzem, gdzie spotkałem jedną bhaktinkę.

"Już jest w porządku," powiedziała. "Jej sari zapaliło się, gdy robiła puję. Po ofiarowaniu Panu ognika, przez roztargnienie odłożyła go za blisko siebie. Kiedy zdała sobie sprawę, że jej sari się pali, natychmiast poturlała się po podłodze, dławiąc płomienie, tak jak uczyłeś nas na spotkaniu w zeszłym tygodniu."

"Powiedz pujarim, żeby byli bardziej ostrożni," powiedziałem i wróciłem do intonowania."

To jak niewiele brakowało do jej nieszczęścia stało się tematem dyskusji na tourze po porannym programie.

Później po południu, kiedy przygotowywałem się do Harinamu, na moją komórkę zadzwoniła Gokularani dasi. "Śrila Gurudeva," powiedziała, "mam dla ciebie złe wiadomości. Jestem w drodze do szpitala. Kolejnej kobiecie zapaliło się sari w kuchni i się poparzyła."

Byłem już dość zmartwiony wypadkiem z rana ale teraz się zdenerowawałem. "Mówiłem kobietom – żadnych sari w kuchni!" – Powiedziałem głośno. "To zbyt niebezpieczne!"

Zacząłem się uspokajać. "Jak poważnie?"

"Głównie na plecach," powiedziała Gokularani. "Nałożyliśmy specjalny krem na oparzenia. Wyślę ci informacje z oddziału ratunkowego w szpitalu."

"Ten dzień źle się zaczyna," powiedziałem do siebie.

Wieści o poparzeniu szybko rozeszły się wsród bhaktów. Wielu, kiedy wsiadało do autobusów, żeby jechać na Harinam czy też rozkładać festiwal, wyglądało na wyraźnie dotkniętych tym zdarzeniem. Podszedłem do grupy bhaktów, kiedy ci wychodzili ze szkoły. "Będę was informował na bieżąco o tym co z nią," powiedziałem, "ale tym bardziej powinniśmy wyjść i nauczać. Świat materialny jest niebezpiecznym miejscem. Ludziom trzeba o tym przypominać po to, żeby stali się bardziej poważni odnośnie życia duchowego."

Bhaktowie przytaknęli głowami na znak zgody i cicho ruszyli dalej.

Ale kolejna lekcja czekała na nas tuż na drodze. Kiedy mój van i autobus pełen bhaktów przejeżdżały przez miejscowość niedaleko naszej bazy, stanęliśmy w korku. Po chodniku, tuż po naszej prawej stronie, przechodził starszy pan. Nagle zakręcił się i upadł na ziemię. Kiedy ludzie ruszyli mu z pomocą, zobaczyłem jego szeroko otwarte oczy, które nie mrugały – pewien znak, że opuścił ciało.

Obejrzałem się na autobus i zobaczyłem wyraz twarzy bhaktów. Po raz kolejny uderzyły ich ciężkie realia życia, i spoważnieli.

"Trudne lekcje dzisiaj," pomyślałem. Przypomniałem sobie werset z Bhagavad Gity:

duhkhesv anudvigna manah
sukhesu vigata sprhah
vita raga bhaya krodhah
sthita dhir munir ucyate

"Czyj umysł pozostaje niewzruszonym nawet wobec trzech rodzajów nieszczęść, kto nie unosi się szczęściem i kto wolny jest od przywiązań, strachu i złości, ten nazywany jest mędrcem o zrównoważonym umyśle."
[Bhagavad-gita 2.56]

Odwróciłem się do bhakty siedzącego obok mnie w vanie. "Widząc takie rzeczy," powiedziałem, "bhakta traci wiarę w fałszywą obietnicę materialnego szczęścia i staje się bardziej zdeterminowanym, by powrócić do domu, do Boga."

"Tak, to prawda," powiedział cicho i zamknął oczy w medytacji.

"Czasami nie trzeba mówić wiele," pomyślałem. "Tylko trzeba powiedzieć właściwą rzecz."

mitam ca saram ca vaco hi vagmita iti

"Zwięzłe wypowiedzenie zasadniczej prawdy jest prawdzwią elokwencją."
[Caitanya-caritamrta, Adi 1.106]

I miało nadejść jeszcze więcej. Z perspektywy czasu, wygląda na to, że Pan chciał jeszcze głębiej wpoić nam lekcje tego dnia.

Kiedy kontynuowaliśmy jazdę, dwa kilometry dalej zobaczyłem mały samochód, któremu zgasł silnik na środku drogi, na pasie przeciwległym do naszego. Moja pierwsza reakcja była, "Dlaczego ten głupiec nie wyjdzie z samochodu i nie ostrzeże zbliżających się aut?"

Dokładnie w tym momencie pędzący samochód nadjechał zza pojazdu. Kierowca samochodu nacisnął na hamulce i stanął z piskiem na kilka metrów przed tamtym.

Ale następny samochód nie miał tyle szczęścia. Z całym impetem wjechał w tył tego drugiego samochodu. Mogliśmy słyszeć odgłos miażdżonego metalu i tłukącego się szkła i co najgorsze z tego wszystkiego – krzyk pasażerów.

Bhaktowie w moim vanie zakryli oczy.

"Zwolnij," powiedziałem do mojego kierowcy, kiedy mijaliśmy rozbite auta. Szybko oceniłem straty. Mimo że dwa samochody były mocno zmiażdżone, wszyscy pasażerowie zdawali się być cali. Nadal siedzieli na swych miejscach, byli świadomi i nie było krwi. Spojrzałem w nasze wsteczne lusterko i zobaczyłem cztery samochody zatrzymujące się za nami i wielu ludzi biegnących na miejsce wypadku. Ktoś już dzwonił z komórki.

"Jedź dalej," powiedziałem do kierowcy.

"Nie powinniśmy się zatrzymać i pomóc? – Zapytał jeden bhakta.

"Tam jest wielu ludzi do pomocy," odpowiedziałem. "Najlepiej będzie jeśli będziemy kontynuować i wyjdziemy na sankirtan."

Godzinę potem przyjechaliśmy do miasta, gdzie miał się odbyć nasz kolejny festiwal. Ekipa rozstawiała festiwal w pięknym parku w pobliżu plaży. Mogłem zobaczyć, że bhaktowie z autobusów byli wciąż dotknięci wydarzeniami tego dnia i naciskałem ich, by wyszli na Harinam. Wiedziałem, że intonowanie Hare Kryszna przyniesie im natychmiastową ulgę od wszystkiego, co widzieli czy też słyszeli tego dnia.

Ale nawet w trakcie naszego szczęśliwego Harinamu, niektórzy z nas musieli przejść kolejną lekcję.

Kiedy intonowaliśmy zobaczyłem dziesięcioletnią dziewczynkę bawiącą się w piasku 30 metrów dalej. Nagle upadła na ziemię i nie ruszała się. Jej rodzice ruszyli w jej stronę i zaczęli ją reanimować poprzez sztuczne oddychanie, ale zdawało się, że to nic nie daje. Wyglądała na martwą.

Jako że nie chciałem, żeby bhaktowie zobaczyli co się działo i ponieważ nie byłoby właściwym przejść obok, natychmiast zawróciłem grupę harinamową i wróciliśmy tam skąd przyszliśmy. Ale jestem pewien, że niektórzy bhaktowie widzieli, co się stało.

Zatrzymaliśmy się przed dużym zbiorowiskiem plażowiczów. Wielu z nich uśmiechało się do nas i podnosiło zaproszenia na festiwal, które dali im nasi dystrybutorzy. Po chwili podeszła do mnie pewna bhaktinka.

"Maharaj," powiedziała, "widziałam, co stało się z tą biedną dziewczynką na plaży i ten wypadek i tego biednego pana na chodniku. I słyszałam o tej dziewczynie, która się poparzyła."

"Rozumiem," powiedziałem.

"Chcę do domu," odrzekła.

Przez chwilę milczałem. "Myślisz, że gdzie indziej na tym świecie jest inaczej?" – Powiedziałem. "Bhagavatam mówi, padam padam yad vipadam na tesam: ‘ w tym świecie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku.’ To, co dzisiaj widziałaś jest prawdziwym obliczem materialnej egzystencji. Zbyt często ignorujemy te realia i myślimy, że możemy być tu szczęśliwi. Obraz takich wydarzeń powinien sprawić, że staniesz się bardziej dojrzałą w świadomości Kryszny.

"Sankirtan jest najbezpieczniejszym miejscem w tym materialnym świecie, ponieważ osobie, która go wykonuje często przypominane są nieszczęścia materialnej egzystencji podczas gdy jednocześnie widzi ona łaskę Pana Caitanyi w wyzwalaniu ludzi. Poczekaj do festiwalu dziś po południu i zobaczysz jasną stronę życia: świadomość Kryszny."

"W porządku," powiedziała.

Zacząłem iść za grupą kirtanową wzdłuż plaży, gdy nagle poczułem straszny ból w prawej stopie. Podniosłem ją i zobaczyłem na piasku dużą czarną osę zmagającą się w agonii. Nadepnąłem na nią i ona mnie użądliła.

"To prawdopodobnie jedyna osa na całej plaży," pomyślałem, "I ja musiałem na nią stanąć."

Jestem uczulony na użądlenia os i zacząłem się pocić. Ból wzmagał się i wkrótce zaczął gwałtownie rosnąć po wewnętrznej stronie mojej nogi.

"Co za dzień!" – Powiedziałem na głos.


"Co innego jest mówić o nieszczęściach materialnego życia," pomyślałem. "a co innego przechodzić przez nie." Krzywiąc się z bólu zacząłem kuśtykać w stronę grupy harinamowej.

W przeciągu kilku minut moja stopa zaczęła puchnąć, więc wszedłem do morza. Zimna woda uśmierzyła ból. Kilkoro bhaktów oglądąło się i byli zaskoczeni widząc mnie stojącego w wodzie.

"To musi być ostatnia lekcja tego dnia," powiedziałem, wychodząc z wody, by dogonić intonującą grupę.

Nie była.

Jak tylko dogoniłem harinamą grupę, bhakta, który dopiero co przyszedł z autobusu odciągnął mnie na bok.

"W Londynie miał miejsce atak terrorystyczny," powiedział. "Trzy bomby eksplodowały w metrze i jedna w autobusie. Zginęło ponad 40 osób i 700 jest rannych."

Stałem milcząc, przez chwilę niepomny na mój własny ból.

"W polskim rządzie mówi się o odwołaniu wszystkich ważnych wydarzeń," kontynuował.

"Mam nadzieję, że tego nie zrobią," powiedziałem. "To by oznaczało koniec naszych festiwali tego lata."

Rozejrzałem się po plaży. Zdawało się, że wieści o ataku terrorystycznym dotarły już do wielu ludzi. Zdecydowałem, że kontynuowanie śpiewania i tańczenia byłoby niewłaściwe, więc zawróciłem grupę kirtanową w stronę wyjścia i intonując wróciliśmy na festiwal.

Zanim doszliśmy na miejsce moja własna tolerancja materialnego życia była testowana. Ale musiałem pokrzepić bhaktów. Mieliśmy do zaprezentowania festiwal.

Zebrałem część ludzi. "Widzieliśmy dzisiaj dużo materialnego życia," powiedziałem. "To świat dualizmów: gorąco i zimno, czerń i biel, szczęście i cierpienie. Jesteśmy tu po to, by poprzez nasze festiwale pomóc ludziom zobaczyć rzeczywistość materialnej egzystencji i zaoferować im alternatywę świadomości Kryszny. Tak więc do dzieła."

Niektórzy popędzili do swoich służb.

Wkrótce tysiące ludzi zaczęło napływać na festiwal. Ławki przed główną sceną szybko wypełniły się po brzegi, gdy tymczasem słodki dźwięk imion Kryszny zaczął płynąć z bhajanu.

Inni goście przechadzali się po wystawach o wegetarianiźmie, reinkarnacji, karmie i jodze. Niektórzy udali się prosto do restauracji, a najbardziej poważni usiedli w namiocie "pytania i odpowiedzi". Uśmiechnąłem się kiedy zobaczyłem mężczyznę, który opuścił namiot z książkami z dużym stosem naszych książek w rękach.

Potem zobaczyłem dobrze ubranego mężczyznę, którego nasz mistrz ceremonii, Tribuvanesvara das prowadził na scenę.

Jayatam stał nieopodal mnie. "Kto to taki?" – Zapytałem go.

"To burmistrz miasteczka," odpowiedział. "Oficjalnie otworzy festiwal. I wiesz co mi powiedział?"

"Nie, co?"

"Że cała plaża jest pusta. Jest nadal gorąco i słonecznie – późne popołudnie – ale plaża jest pusta. Wszyscy przyszli na nasz festiwal. Powiedział, że w całym swoim życiu nigdy nie widział pustej plaży w letni dzień."

Zacząłem odczuwać ulgę od ciężkich lekcji tego dnia.

Jeszcze więcej dobrych wieści nadeszło kiedy otrzymałem telefon od Gokularani. Dziewczyna, która się poparzyła tego ranka nie była w poważnym stanie i mieli wypuścić ją ze szpitala nazajutrz.

Odczułem ulgę i poszedłem bliżej wejścia na festiwal, żeby obserwować przychodzących na nasz program ludzi. Usiadłem tam na kilka minut napawając się widokiem ich zdziwionych i zachwyconych min kiedy wchodzili.

Wtedy przyszła grupa dziesięciu wyglądających na twardzieli chłopaków. Musieli być tutejsi, gdyż nie byli ubrani jak turyści. Przez chwilę byłem zdumiony ich ordynarnym usposobieniem. Jeden z chłopaków wysunął się na przód i w geście brawury wskazał na bhaktów. "Kim do diabła są ci ludzie?" – Powiedział zdegustowanym tonem.

"To Hare Kryszna, idioto!" – Odpowiedział inny. "Nie znasz Krysznowców? To mili ludzie."

"Tak!" – Powiedziało jednym głosem czterech czy pięciu chłopaków. "To mili ludzie."

Chłopak z zakłopotaniem wmieszał się w tłum przyjaciół i wszyscy poszli prosto do restauracji.

Chciałem więcej inspiracji, więc poszedłem do namiotu z książkami. Minąłem kobietę z wielkim uśmiechem na twarzy, która wychodziła z Śrimad Bhagavatam pod pachą.

Bhakta, który je jej sprzedał podszedł do mnie. "Wiele lat temu przyszła na jeden z naszych festiwali i kupiła Bhagavad Gitę," powiedział. "Z tego co przeczytała ustaliła, że są dwa światy: materialny i duchowy. Ostatnie wydarzenia w jej życiu odebrały jej nadzieję na bycie kiedykolwiek szczęśliwą w tym świecie, tak więc przyszła tu, żeby znaleźć książkę szczegółowo opisującą świat materialny. Była taka szczęśliwa, kiedy zaprezentowałem jej Śrimad Bhagavatam."

"Wiem co czuła odnośnie świata materialnego," powiedziałem. "To był ciężki dzień."

I tak było przez pięć godzin festiwalu. Na każdym kroku, gdzie się nie obejrzałem, znajdowałem ludzi, którzy doceniali przekaz, który przynieśliśmy.

W finałowej godzinie, kiedy grała nasza nowa grupa rockowa, "18 days", zwróciła się do mnie z tłumu kobieta w średnim wieku.

"To straszne co stało się dzisiaj w Londynie, nieprawdaż?"

"Tak proszę pani, z pewnością."

"Ta muzyka jest dla mnie o wiele za głośna," powiedziała, "ale to przyciągnie młodych ludzi i oni zainteresują się waszym sposobem życia."

Na chwilę przerwała. "A jeśli będą mieli szczęście," kontynuowała, "kupią jedną z książek waszego nauczyciela i znajdą alternatywę do tych wszystkich nieszczęść życia."

Powróciła do oglądania zespołu.

"Niesamowite!" – Pomyślałem. "Jak gość naszego festiwalu ma tak głępokie realizacje?" Wtedy zobaczyłem, że ma pod pachą "Nauki Królowej Kunti" Śrila Prabhupada; zakładka wetknięta w połowie książki.

"Oczywiście," powiedziałem cicho, "to jest odpowiedź: łaska mojego mistrza duchowego, który łaskawie dostarcza przekazu Boga, uwalniając nas wszystkich z oceanu narodzin i śmierci."

sankirtanananda rasa svarupah
prema pradanaih khalu suddha cittah
sarve mahantah kila krsna tulyah
samsara lokan paritarayanti

"Vaisnavowie są wewnętrznymi formami pełnych szczęścia smaków ruchu sankirtanu Pana Caitanyi. Jako że rozprowadzają dary miłości do Boga, ich świadomość jest zawsze oczyszczona. Wszyscy oni są wielkimi duszami. W rzeczy samej, pan Kryszna upełnomacnia ich jako równych Sobie a oni ratują ludzi z cyklu narodzin i śmierci."
[Śrila Sarvabhauma Bhattacarya, Susloka-Satakam, werset 39]



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Polska góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Kto pragnie wznieść się do poziomu boskości powinien oczyścić mowę, umysł, zmysły oraz mieć czyste i współczujące serce."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 7.20)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW