kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    wtorek, 21 lutego 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Projekty stron WWW


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Spełnione sny
Kostrzyn, 15.09.2005 18:58 — Indradyumna Swami

Tom 6, Rozdział 16
29 lipiec – 10 sierpień, 2005

Po trudnościach, przez jakie przeszliśmy 7 lipca, zacząłem mieć koszmary każdej nocy. Któregoś wieczora, po tygodniu, rozmawiałem o tym z Śri Prahladem dasem. "Już dawno nie miałem snu świadomego Kryszny," powiedziałem. "Od kiedy w maju zaczął się tour, śni mi się tylko albo wojna albo, że jestem ścigany lub że muszę się ukrywać. Wiem, że to rezultat nauczania w społeczeństwie często przeciwnym temu, co robimy, ale chciałbym trochę odetchnąć, chociażby we śnie."


"Wiem, co czujesz," powiedział Śri Prahlad. "Ja też mam ostatnio jakieś złe sny, ale to się zmieni, kiedy za parę tygodni pojedziemy na festiwal Woodstock."

"To prawda. Na Woodstocku nie ma opozycji. Jurek Owsiak jest zawsze chętny, żeby nas tam mieć."

"No jasne. Twój umysł odpocznie jak tylko się tam znajdziemy. Poczujesz się dobrze będąc gdzieś, gdzie organizator jest nie tylko naszym przyjacielem, ale daje nam również carte blanche na nauczanie w taki sposób, jaki nam się tylko podoba."

Tej nocy nadal jednak bałem się pójścia spać. Kiedy się położyłem pamiętałem słowa Śria Prahlada: "Wszystko zmieni się gdy pojedziemy na festiwal Woodstock… " Niebawem zasnąłem.

W środku nocy poderwałem się ze snu. "Prahlad!" – Zawołałem. "Prahlad!"

Śri Prahlad, który spał tylko kilka metrów dalej, obudził się. "O co chodzi Gurudev? Miałeś kolejny koszmar?"

"Nie, miałem właśnie najwspanialszy sen!"

"Co to było?" – Powiedział Śri Prahlad podekscytowanym głosem, przewracając się w swoim śpiworze, żeby mnie widzieć.

"Śniło mi się, że mieliśmy spotkanie zarządu touru, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałem 'proszę' i wszedł niebiański chłopiec. Wokół niego roztaczał się delikatny blask. Ukląkł przede mną i nic nie mówiąc podał mi duży kawałek zwiniętego papieru. Papier również lśnił. Rozwinąłem go i tam było napisane, 'Do zobaczenia na Woodstocku. Podpisane, Pan Nrsimhadeva.' Wtedy obudziłem się."

"Wow!" powiedział Śri Prahlad. "Ale sen!"

"O tak. Wreszcie przyśniło mi się coś duchowego, ale nie możemy brać tego zbyt serio. Pamiętam, że czytałem o tym, jak Śrila Prabhupada powiedział, że sny są w zasadzie nonsensem, chociaż to miło, gdy śnisz o mistrzu duchowym lub Krysznie."

Położyłem się z powrotem i spałem najmocniejszym snem od wielu miesięcy.

Następny tydzień i zarazem połowa naszego letniego touru były udane. Wysłaliśmy odrębną grupę bhaktów do Kostrzyna, miejsca nadchodzącego festiwalu Woodstock, żeby zaczęli rozstawiać naszą wioskę, Pokojową Wioskę Kryszny.

Mniej więcej w tym samym czasie przyjechała do Kostrzyna firma wypożyczająca namioty, żeby wznieść długi na 100 metrów namiot dla naszych głównych programów. Nasi ludzie mieli pracować 12 dni nad rozłożeniem większości z 20 mniejszych namiotów, które miały przedstawiać różne aspekty kultury wedyjskiej, w tym jogę, medytację i reinkarnację. Do wykonania było również sporo innej pracy: zainstalowanie słupów i linii elektrycznych, wykopanie rowów na rury wodociągowe, wysypanie żwiru na drogi gruntowe, żeby w przypadku deszczu uniknąć błota, ogrodzenie trzy-hektarowej parceli. Jurek spodziewał się blisko 500 tyś. ludzi, i wiedzieliśmy, że wielu z nich zajrzy do Pokojowej Wioski Kryszny.

Kilka dnia później Śri Prahlad zapytał mnie, czy miałem więcej świadomych Kryszny snów. "Nie," odpowiedziałem, "i też nie spodziewam się ich. Taki jak ten ostatni zdarza się raz na milion. Nadal jestem zaniepokojony.

"A teraz czym?" – Zapytał Śri Prahlad.

"Pokojowa Wioska Kryszny to wielka odpowiedzialność. Odwiedzą nas dziesiątki tysięcy ludzi. Musimy sprawić, żeby wszyscy odnieśli jak najlepsze wrażenie odnośnie świadomości Kryszny. Takie jest moje prawdziwe marzenie: że nasza wioska będzie wielkim sukcesem. Wszysko może się nie udać – pogoda, trasport 22 ton pożywienia, które będziemy gotować, ostateczne pozwolenie sanepidu na gotowanie, podróż 500 dodatkowych bhaktów do pomocy z całego świata… "

Śri Prahlad uśmiechnął się. "Nie martw się Gurudev," powiedział. "Pan Nrsimhadeva powiedział, że spotka się z tobą na Woodstocku."

Obaj śmialiśmy się.

"To był tylko zabawny sen," powiedziałem.

"Ale miły," powiedział Śri Prahlad mrugając do mnie.

Podczas ostatniego festiwalu nad Morzem Bałtyckim, zakończyłem właśnie wykład na scenie i szedłem do namiotu z książkami, kiedy zadzwonił mój telefon.

"Halo?" – Powiedział głos w słuchawce. "Guru Maharaja, słyszysz mnie?"

Dźwięk był zniekształcony, ale mogłem zrozumieć. "Tak, słyszę cię. Słyszysz mnie?"

"Tu Narottama das Thakura z Mumbaju," padła odpowiedź. "Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość. Właśnie znalazłem w antykwariacie stare Bóstwo Nrsimhadevy. Nie mogłem się powstrzymać i kupiłem Go dla ciebie."

"Dla mnie?"

"Tak, żeby chronił ciebie i wszystkich bhaktów na twoim festiwalowym programie. Postaram się jakoś ci Go wysłać."

Wtedy połączenie zostało przerwane.

Nagle przypomniałem sobie mój sen i zacząłem się śmiać. "Jeśli pojawi się na Woodstocku," powmyślałem, "to będzie to spełnieniem snu"

Trzy dni potem, po kilkugodzinnej jeździe, Jayatam das i ja zbliżaliśmy się do miejsca festiwalu Woodstock. "Hej," powiedział Jayatam," patrz ile młodzieży już tu jest a od festiwalu dzielą nas jeszcze dwa dni."

Kiedy przejeżdżaliśmy przez zalesiony obszar, minęliśmy cztery opancerzone policyjne vany, parkujące na poboczu.

"Co się dzieje?" – Zapytałem Jayatama.

"W tym roku na Woodstoku będzie zaostrzona ochrona z powodu bombardowania w Londynie 7 lipca."

W końcu dotarliśmy na pole Woodstocku. "Spójrz w niebo," powiedział Jayatam.

Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem w górze nad nami duży, nieruchomy balon.

"Ma wysoce zaawansowaną kamerę, która będzie skanować całe pole Woodstocku. Ta kamera może czytać gazetę w czyichś rękach. Planują użyć tego do wypatrywania handlarzy narkotyków … i terrorystów."

Zaśmiałem się. "Wygląda na to, że nie jestem jedynym, który się lęka."

Kiedy wjechaliśmy głównym wjazdem, mogłem się tylko uśmiechnąć. Pierwszą rzeczą, jaką ujrzeliśmy był wielki namiot na wzgórzu, tuż przy centrum festiwalowego obszaru. Wzdłuż niego wisiał wielki napis: "Pokojowa Wioska Kryszny." Można go było zobaczyć prawie zewsząd festiwalowego terenu.

"Nie mogliśmy prosić o lepszą lokalizację," powiedziałem.

"Cały kraj będzie nas widział," rzekł Jayatam. "Jesteśmy dokładnie na wprost głównej sceny, więc wszystkie kamery telewizyjne będą panoramować naszą wioskę."

Znowu się uśmiechnąłem. "Jak wielu ludzi będzie oglądać te transmisje?" – Powiedziałem. Znałem już odpowiedź, ale chciałem usłyszeć ją raz jeszcze.

Jayatam śmiał się. "Miliony i miliony!"

"Param vijayate Śri Kryszna sankirtan!" – Krzyknąłem. "Wszelka chwała ruchowi sankirtanu Pana Caitanyi Mahaprabhu!"

Wjechaliśmy na górę i po kilku minutach byliśmy w Pokojowej Wiosce Kryszny. Wielbiciele – mężczyźni – nadal byli zajęci ostatnimi przygotowaniami. Wioska wyglądała jak świat duchowy – była duża, kolorowa i okazała.

Kiedy wszedłem do dużego namiotu, żeby zobaczyć nowe dekoracje na naszej głównej scenie, zauważyłem samotną postać, siedzącą na krześle na samym środku gigantycznego namiotu. Był to starszy człowiek. Byłem ciekaw, więc podszedłem do niego.

Uśmiechnąłem się. "Wcześnie przyszedłeś," powiedziałem. "Festiwal rozpocznie się dopiero za dwa dni."

Spojrzał w górę ze smutną, ogorzałą twarzą. "Cały rok czekałem na wasz powrót. Nie było dnia, żebym nie myślał o waszej wiosce. W zeszłym roku byłem tu codzienie."

Popatrzył w stronę bhaktów dekorujących scenę. "To jedyne światło w mojej ciemnej egzystencji," powiedział.

Mój uśmiech przygasł. "Przykro mi słyszeć, że twoje życie jest takie ciężkie."

"Życie jest zawsze ciężkie," odrzekł, "ale ostatnio nawet jeszcze bardziej. Moja biedna 40-letnia żona postradała zmysły. Też bym postradał, ale wiedziałem, że wy wrócicie. Znajduję tu tyle schronienia. To ta atmosfera, którą przywozicie, duchowa atmosfera. Mogę sobie tu posiedzieć?"

Położyłem rękę na jego ramieniu. "Oczywiście. Zostań tu tak długo jak zechcesz."

Tego dnia przybyła zza oceanów większość naszych gości – VIP-ów. Kiedy dowiedziałem się, że przyjechał Deena Bandhu prabhu, mój brat duchowy z Vrindavan, udałem się prosto z pola festiwalowego do jego pokoju w szkole, gdzie mieszkaliśmy.

Wszedłem do pokoju i złożyłem pokłon, a potem objęliśmy się. Jest on weteranem naszego programu na Woodstocku i byłem zachwycony znowu go mając. Wymieniliśmy uprzejmości i gdy już miałem wychodzić podał mi małe pudełko. "Ach, Maharaja," powiedział, "jeden z twoich uczniów przesyła to dla ciebie."

Było ciężkie i z jego boku wystawała papierowa chusteczka, domniemałem więc, że było to jakieś maha burfi i zacząłem wkładać je do kieszeni.

Deena Bandhu uśmiechnął się. "Myślę, że powinieneś zajrzeć do środka."

Wyciągnąłem pudełko z kieszeni, powoli otworzyłem wieczko i rozsunąłem chusteczkę. Nagle zobaczyłem najpiękniejsze, misternie wyrzeźbione Bóstwo Nrsimhadevy z brązu jakie kiedykolwiek widziałem. Stałem tam oniemiały z otwartymi ustami.

"Mówią, że ma ponad 300 lat," rzekł Deena Bandhu. "Nie spodziewałeś się Go?"

"Cóż, tak i nie. To znaczy… wiesz… "

Nie miałem odwagi, żeby powiedzieć mu o śnie. Szybko przeprosiłem i opuściłem pokój.

Wróciłem do samochodu i wyciągnąłem komórkę. "Śri Prahlad!" – Krzyknąłem. "Stała się najbardziej niesamowita rzecz! Jeden z moich uczniów będący w Indiach wysłał mi piękne, starożytne Bóstwo Nrsimhadeva. Jest mały i bardzo dziki."

"Zatem twój sen się spełnił."

"Cóż… tak, chyba tak. Ale wiesz przecież co Śrila Prabhupada powiedział o snach."

Niemal widziałem przez telefon uśmiech Śri Prahlada. "Tak," odpowiedział. "Śrila Prabhupada powiedział, że sny o mistrzu duchowym lub Krysznie są miłe."

Tego popołudnia Jurek Owsiak, główny organizator festiwalu Woodstock, odwiedził naszą wioskę i wygłosił przemówienie do 400 bhaktów zebranych na tyle naszego dużego namiotu.

"Współpracujemy ze sobą na festiwalu Woodstock od ośmiu lat," zaczął, "i przez te lata zacząłem doceniać was i wasze ideały coraz bardziej. Możecie uważać cały obszar festiwalu za wasz. Idźcie wszędzie i głoście wasze przesłanie tym ludziom. Nasza wspólna praca została zapisana w niebie."

Nazajutrz otworzyliśmy Pokojową Wioskę Kryszny, dzień przed głównym wydarzeniem. Kiedy usuwaliśmy barierki na drodze prowadzącej do naszej wioski, tysiące młodych ludzi napływało na nasze miejsce festiwalu. Wiedziałem, że niektórzy przyszli tylko po to, by z nami pobyć i nie opuszczą wioski przez kolejne kilka dni z wyjątkiem na sen w swoich namiotach. Tak dzieje się każdego roku.

Tym, którym nie udało się wspiąć na wzgórze, żeby uczestniczyć w naszym szesnasto-godzinnym programie scenicznym, dystrybucji prasadam i czynnościach w wielu naszych namiotach, przynieśliśmy festiwal do nich. Każdego dnia obchodziliśmy Ratha Yatrę, ciągnąc nasz wielki wóz przez ocean namiotów i ludzi pod wzgórzem. Z każdego punktu obserwacyjnego na festiwalu widać było wóz górujący na wysokości 10 metrów, ze swymi czerwonymi, niebieskimi i żółtymi kopułami powiewającymi na wietrze. Młodzież była oczarowana.

Kiedy nie odbywała się Ratha Yatra, zabieraliśmy wielkie grupy harinamowe w każdy zakamarek festiwalowego obszaru. Często dziewczęta i chłopcy tańczyli i intonowali z nami Hare Kryszna. Wiedziałem, że takie szanse, nie pojawiają się w życiu często, więc korzystałem z nich w pełni.

Codziennie robiłem obchód po wszystkich naszych namiotach, żeby upewnić się, czy wszystko jest dobrze. Jednego dnia przyszedłem do namiotu świątynnego, podczas gdy Bhakti Caru Maharaja prowadził niebiański kirtan. Zaprosiłem go jako gościa specjalnego i później tego samego dnia zapytałem go, jak podoba mu się festiwal.

"Jest wspaniały," powiedział. "Nie można tego pojąć oglądając tylko zdjęcia czy video. Musisz zobaczyć to osobiście."

Szanuję Maharaja jako drogiego sługę Śrila Prabhupada, więc zadałem mu kolejne pytanie, "Myslisz, że Śrila Prabhupada jest zadowolony?"

Spojrzał zaskoczony. "Oczywiście, że jest," odrzekł.

Do wieczora trzeciego i ostatniego dnia rozdaliśmy ponad 100 tys. tacek prasadam. Długie kolejki młodych ludzi ciągle ustawiały się w namiocie z prasadam do późnej nocy. Było to tak ekstatyczne, że w pewnym momencie nie mogłem się opanować i przyłączyłem się do grupy 25 bhaktów rozdających prasadam.

Tuż przed świtem mieliśmy nasz ostatni kirtan na scenie w naszym dużym namiocie. Na widowni było kilka tysięcy młodych ludzi. To była czołówka, ci, którzy rozwinęli upodobanie do świadomości Kryszny. Po kirtanie dałem mowę pożegnalną i kiedy skończyłem, zauważyłem, że wielu z nich miało łzy w oczach.

Nagle, tak szybko jak się zaczął, cały festiwal dobiegł końca.

Później rankiem dziesiątki tysięcy młodzieży wylewało się z festiwalowego obszaru. Widziałem kilka osób niosących książki Śrila Prabhupada. Inni mieli tacki z prasadam owinięte w folię – zachowane na podróż do domu. Kiedy jechaliśmy naszą drogą, żeby składać festiwal, niektórzy wołali do nas: "Hare Kryszna! Hari Bol! Dziękujemy!"

"To był najlepszy Woodstock," powiedział Śri Prahlad. "Byliśmy wszędzie – na wzgórzu i na polu. I wszyscy nas lubili. Musisz być zadowolony Śrila Gurudev. Wszystkie twoje marzenia się spełniły."

"Tak, w rzeczy samej," odpowiedziałem z nutką rezerwy.

"O co chodzi?" – Powiedział Śri Prahlad, który zna mój umysł bardziej niż ktokolwiek.

"Cóż, naprawdę ważne jest to, czy Śrila Prabhupada jest zadowolony."

"Musi być. Rozważ tylko ilu ludzi usłyszało święte imiona i zjadło prasadam."

"Rozumiem to, ale czy nie byłoby miło gdyby co jakiś czas przyszedł od niego jakiś znak. Rozumiesz co mam na myśli? Może jestem po prostu sentymentalny."

Śri Prahlad przybrał poważny wyraz twarzy. "Może pomodlisz się o to?"

"Tak sobie tylko pomyślałem, ale może posłucham twojej rady."

Następnego dnia poleciałem na Ukrainę, żeby spędzić tam kilka dni z małą grupą bhaktów robiących festiwal na Krymie, nad Morzem Czarnym. Zaprosili mnie, żebym przyjechał i dał im parę rad.

Ulokowali mnie w ładnym hotelu przy plaży i kiedy położyłem się na odpoczynek, moje myśli popłynęły z powrotem do Polski i wielkiej yajni, którą dopiero co spełniliśmy. Mój umysł pędził, wspominając całe to nauczanie. W końcu zasnąłem… i zostałem pobłogosławiony najwspanialszym snem mojego życia.

Śniło mi się, że spaceruję po ogrodzie intonując japa. Nagle zobaczyłem Śrila Prabhupada siedzącego niedaleko na polance, mówiącego do kilku starszych uczniów. Gdy mnie zobaczył wstał, i ku memu zdumieniu, zaczął iść w moją stronę.

Zacząłem składać mu pokłon, padając na kolana, ale zanim mogłem zrobić dalszy ruch doszedł do mnie i objął mnie z uczuciem. Nadal będąc na kolanach, moja głowa była mocno przyciśnięta do jego piersi. Jego szafranowe szaty powiewały lekko na wietrze wokół mnie. Obejmował mnie przez długi czas. Z perspektywy czasu, wydaje się, że to nie był sen. To było bardziej jak realne doświadczenie.

Podniosłem wzrok i zobaczyłem go wpatrującego się we mnie. Jego oczy pełne były miłości. "Śrila Prabhupada," powiedziałem, "Jestem tylko twoim sługą. Jestem gotów zrobić wszystko, żeby cię zadowolić."

Wtedy uśmiechnął się i objął mnie jeszcze mocniej.

Obudziłem się i usiadłem na łóżku. Byłem oszołomiony.

Sięgnąłem po telefon i zadzowniłem do Śri Prahlada, ale nie odbierał. Uświadomiłem sobie nagle, że jest 23 godzina. Nie spałem prawie całą noc. Następnego ranka zadzwoniłem do niego.

"Pamiętasz jak tamtego dnia radziłeś mi, żebym się pomodlił? Coż, miałem taki sen zeszłej nocy… "

Na koniec Śri Prahlad się śmiał. "Zamieść to w pamiętniku," powiedział.

"Zamieścić to w pamiętniku? Co sobie pomyślą bhaktowie?"

"Pewnie to samo co Śrila Prabhupada – że sny o mistrzu duchowym są bardzo miłe."

Później tego dnia znalazłem cytat Śrila Prabhupada o snach:

"Jeśli chodzi o sny, uważamy, że stan, w którym śnimy jest kolejną formą iluzji czy też mayi, tyle że bardziej subtelną, to wszystko. Ale podobnie jak my możemy służyć Krysznie w naszym obudzonym stanie i myśleć wtedy o Nim, więc również możliwe jest, żeby śnić o Krysznie i mistrzu duchowym… jeśli od czasu do czasu śni nam się Kryszna, to jest to miłe, to znaczy, że robicie postęp w świadomości Kryszny."
[list do Mahati dasi, 1977]



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Polska góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Chciwca zjednasz podarunkiem, człowieka zawziętego rękoma złożonymi do pozdrowienia, głupca zjednasz dowcipem, a mędrca mówieniem prawdy."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 6.12)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW