kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 20 marca 2019 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Projekty stron WWW


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Mały zakątek piekła
Buenos Aires, 14.01.2006 19:29 — Indradyumna Swami

Tom 6, Rozdział 21
16 Listopad – 25 Grudzień, 2005

Po Ratha-yatrze w Buenos Aires i po tygodniu programów nauczających w różnych częściach miasta, przyszedł do mnie pewien bhakta z wiadomością od Gunagrahi Maharaja: czy mógłbym odwiedzić świątynie ISKCON'u w Chile i Paragwaju?


Wahałem się przez chwilę, ale z tego tylko względu, że próbowałem dojść, gdzie leży Paragwaj. W końcu dałem za wygraną. Odwróciłem się do posłańca, żeby wyrazić swą zgodę, ale zanim mogłem cokolwiek powiedzieć, ten wręczył mi bilet lotniczy. "Wylatujesz pojutrze," powiedział.

Wymiana ta wywołała uśmiech na mej twarzy. Przywodziła na myśl żołnierza otrzymującego nowe rozkazy od przełożonych. Tak naprawdę Śrila Prabhupada porównywał czasem ekspansję ruchu sankirtanu Pana Caitanyi do manewrów wojskowych.

"Podobnie jak Arjuna i Kryszna odnieśli zwycięstwo w bitwie pod Kurukszetrą, tak też ten ruch świadomości Kryszny z pewnością wyjdzie zwycięsko, jeśli tylko pozostaniemy szczerymi wielbicielami Pana, służąc Mu zgodnie ze wskazówkami poprzedników."
[Caitanya-caritamrta, Madhya-lila 4.79, znaczenie]

Tak więc w końcu listopada, z nowymi rozkazami w ręku szczęśliwie wszedłem na pokład samolotu do Santiago. Dla podróżującego nauczającego wizja odwiedzenia nowego miejsca nauczania jest zawsze ekscytująca – nie z powodu zamiłowania do turystyki, lecz ze względu na możliwości dzielenia się świadomością Kryszny z innymi.

Materialny świat niewiele interesuje bhaktę Pana. Kiedy mój samolot obniżał lot nad Andami w pobliżu Santiago i okrążał miasto, istotnie nawet nie zadałem sobie trudu, by spojrzeć za okno – w przeciwieństwie do wielu innych pasażerów. Byłem pewien, że miasto będzie wyglądało bez mała tak samo jak inne, jakie widziałem w czasie ostatnich 35 lat. Globalizacja sprowadziła te same sklepy, modę i reklamy do praktycznie każdego państwa na świecie. Rdzenne kultury szybko zanikają, ustępując miejsca pospolitemu porządkowi świata. Dzięki łasce mojego mistrza duchowego, Śrila Prabhupada, jedynie miejsca rozrywek Pana, takie jak miasto Vrindavan, gdzie pojawił się Pan Kryszna, pozostają drogie memu sercu.

"Na całym świecie jest niewątpliwie wiele miast -
- każde z nich pobłogosławione Moją obecnością
w postaci przewodniego Bóstwa,
które może zaspokoić umysły
wielbicieli takich jak ty.
Jednak, mój drogi przyjacielu, przysięgam
ci z całą szczerością raz po raz,
że żadne nie przynosi Memu sercu tyle radości
co ta skromna pasterska wioska."
[Kryszna do Uddhavy, Uddhava-sandesa, Tekst 8]

Kilkoro bhaktów odebrało mnie z lotniska i zawiozło do świątyni w centrum miasta. Po krótkim powitaniu zostałem zaprowadzony do mego pokoju na piętrze, gdzie zapytałem o plan mojej wizyty. Zdziwiłem się, kiedy bhaktowie powiedzieli mi, że nazajutrz mają festiwal Ratha-yatry.

Rankiem wszyscy zebraliśmy się na zewnątrz świątyni, gdzie grupa bhaktów nadawała ostateczne szlify wielkiemu wozowi Ratha yatry. Było tam ponad 300 wielbicieli, w tym kongregacja i przyjaciele. Większość z nich to nastolatkowie.

"Wielu młodych ludzi w Santiago jest przyciąganych do świadomości Kryszny," powiedział Adi Keshava, prezydent świątyni. "Każdego roku czynimy od 10 do 15 osób bhaktami. Jest jak w początkowych latach ruchu w Ameryce, tylko, że tutaj dzieje się tak od dziesiątek lat."

Byłem pod wrażeniem. Nastrój był wesoły i ekscytujący. Nagle ktoś zadął w konchę i 40 czy 50 młodych chłopców i dziewcząt podniosło liny i zaczęło biec ulicą. Gdy wóz ruszył, zacząłem biec truchtem, żeby dotrzymać tempa.

"Ten ich młodzieńczy entuzjazm," pomyślałem sobie. "Za chwilę zwolnią."

Ale tempo wzrosło i mój trucht zamienił się w bieg, gdy tymczasem gigantyczny wóz zaskrzypiał na zakręcie, ledwo co omijając zaparkowane samochody.

Setki młodych bhaktów podskakiwało i tańczyło na całej drodze. Muskularni chłopcy wygrywali szybkie, mocne uderzenia na mridangach podczas gdy lider kirtanu głośno intonował, uśmiechając się szeroko i obficie pocąc na ciepłym letnim powietrzu.

Po trzydziestu minutach i minięciu pięciu miejskich placów zdałem sobie sprawę, że bhaktowie nie mają zamiaru zmniejszyć swej prędkości, więc ja zwolniłem do tempa spacerowego i zostałem w tyle.

Godzinę potem wóz zawrócił i w pędzie minął kolejny zakręt, potem znowu zakręcił i kierował się ulicą równoległą do tej, z której przyszliśmy. Ściąłem sobie drogę boczną ulicą i znalazłem się nagle na przodzie parady.

"Maharaja," powiedział lider kirtanu podając mi mikrofon, "ty prowadź."

"Okay," powiedziałem uśmiechając się, "ale ja nie mogę śpiewać i jednocześnie biec."

Spowolniłem paradę i prowadziłem kirtan przez 20 minut. Następnie oddałem prowadzenie poprzedniemu śpiewakowi, który natychmiast zaczął biec szybkim tempem i pognał dalej ulicą z bhaktami i wozem.

Kiedy się rozejrzałem, zobaczyłem ludzi, którym podobało się to widowisko. "To przyspieszony festiwal łaski," pomyślałem. Potem poszedłem skrótami do miejsca festiwalu i czekałem na przybycie parady.

Po godzinie procesja dotarła do parku w normalnym tempie, z podążającym za nią sporym tłumem młodych ludzi. Kilka minut później, z festiwalowej sceny, dałem wstępny wykład o świadomości Kryszny i spostrzegłem wielu nastolatków uważnie przysłuchujących się i zafascynowanych filozofią. "W porządku," pomyślałem. "Jeśli rajd z Panem Jagannathem po ulicach Santiago jest potrzebny, żeby przyprowadzić tę młodzież na próg życia duchowego, więc niech tak będzie."

Jedyną wadą było to, że nazajutrz rano byłem tak obolały, że ledwie wstałem z łóżka.

Na moje wykłady, które dawałem w świątyni przez kilka kolejnych dni, przychodziło kilkoro studentów, i byłem szczęśliwy przedstawiając im świadomość Kryszny. Tak naprawdę spędzałem czas tak przyjemnie, że któregoś ranka zdziwiłem się, kiedy bhakta przypomniał mi, że tego dnia mam samolot do Ciudad del Este, w Paragwaju.

Kiedy w pośpiechu pakowałem swoje rzeczy, znowu zastanawiałem się, "Gdzie w ogóle jest ten Paragwaj?"

Przyjechałem na lotnisko godzinę przed odlotem i po przejściu kontroli paszportowej, usiadłem przy wyjściu na pokład samolotu w pierwszym etapie mojej podróży: lot do Asuncion. Cieszą mnie takie chwile, gdyż są jedynym czasem, który mam dla siebie. Spędzam go na nadrobieniu korespondencji, czytaniu lub intonowaniu dodatkowych rund.

Ale tym razem otworzyłem mój komputer, połączyłem go bezprzewodowo z internetem i szybko przeszukałem w wyszukiwarce Google informacje na temat Paragwaju. Wybrałem konsularną stronę informacyjną amerykańskiego Departamentu Stanu. Kiedy czytałem, zacząłem odczuwać niepokój: "Podróżujący poza stolicą, Asuncion, powinni rozważyć zwrócenie się o pomoc do biura podróży, jako że zadowalające czy też odpowiednie warunki turystyczne w dużych miastach są bardzo ograniczone a na odległych obszarach prawie nieistniejące."

"Po co w ogóle turyści zadają sobie trud, żeby tam jechać?" – Zastanawiałem się.

"Większość dróg miejskich to wyłożony kocimi łbami grunt", kontynuowano na stronie internetowej. "Niektóre drogi w Asuncion i innych dużych miastach są brukowane. Jednakże na drogach tych często powstają wyboje, które nie zawsze są naprawiane. Prawie wszystkie wiejskie drogi nie są brukowane."

"O rety," pomyślałem, "to jeszcze gorzej niż w Rosji w epoce komunizmu."

"W ostatnich latach wzrosła przestępczość wraz z pojawieniem się kryminalistów wybierających za cel ataku osoby uważane za zamożne. Zdarzało się, że obywatele USA padali ofiarami napadów, porwań, kradzieży i gwałtów. W związku z tym, obywatele USA podróżujący do lub mieszkający w Paragwaju powinni być cały czas świadomi swego otoczenia i bezpieczeństwa.

"Wow!" – Powiedziałem głośno.

"Obywatele USA powinni unikać dużych zgromadzeń czy wszelkich innych wydarzeń, na których zebrały się tłumy ludzi, żeby demonstrować czy protestować. Rezultatem takich sytuacji jest sporadyczne zamknięcie dróg, łącznie z głównymi, po których poruszają się turyści i mieszkańcy włącznie. Obywatele USA, którzy napotkają blokadę drogową, nie powinni usiłować kontynuowania zaplanowanej podróży lub konfrontowania się z osobami stojącymi na blokadzie."

Zanotowałem w umyśle: "Unikać blokad drogowych."

Kiedy czytałem dalej, zacząłem zastanawiać się, czy podjąłem właściwą decyzję lecąc do Paragwaju.

"Organizacje udzielające wsparcia finansowego grupom ekstremistów działają w Ciudad del Este i zdarzyło się kilka porwań dla okupu szeroko znanych osób."

"Unikać porwań," pomyślałem częściowo żartując ze sobą.

"Rabunki z bronią w ręku, kradzieże samochodów i inwazje w domach są częste tak na obszarach miejskich jak i wiejskich. Uliczna przestępczość, w tym kradzieże kieszonkowców i napady, przeważają w miastach, głównie w godzinach wieczornych w pobliżu hoteli i lotnisk."

"Lepiej być ostrożnym, kiedy wyląduję w Ciudad del Este," pomyślałem.

"Amerykanie mieszkający w Paragwaju lub podróżujący po kraju zachęcani są do zgłoszenia się do najbliższej ambasady amerykańskiej lub konsulatu poprzez stronę internetową do spraw zgłoszeń podróży Departamentu Stanu i uzyskania aktualnej informacji o podróżowaniu i bezpieczeństwie w Paragwaju."

Natychmiast zgłosiłem na stronie swoje plany podróży.

Kiedy zaczęto ogłaszać wejście na pokład samolotu, pośpiesznie sprawdziłem kolejną stronę internetową. Potwierdziła to, co napisane było na stronie amerykańskiego Departamentu Stanu: "Buntowniczy region konwergencji państw Argentyny, Brazylii i Paragwaju, Ciudad del Este jest miejscem prania pieniędzy, przemytu broni i nielegalnych narkotyków, miejscem handlu dla organizacji ekstremistycznych i główna lokalizacja nielegalnej produkcji haszyszu."

"Tak czy inaczej, nie ma co się zniechęcać," pomyślałem. "Doświadczenie pokazało, że takie miejsca często okazują się mieć najlepsze możliwości do nauczania."

Po dwugodzinnym locie wylądowaliśmy w Asuncion, gdzie niezwłocznie przesiadłem się do samolotu do Ciudad del Este. Po starcie, stewardesa ogłosiła coś po hiszpańsku. Udało mi się wyłapać zaledwie kilka zdań – coś o trzech postojach w drodze do Buenos Aires.

"Skąd będę wiedział, który postój to Ciudad del Este?" – Pomyślałem.

Zawołałem stewardesę. "Habla ingles?" – Zapytałem po hiszpańsku najlepiej jak potrafiłem. "Czy mówisz po angielsku?"

"No, Sen~or," odpowiedziała spiesząc do swych obowiązków.

Wkrótce zasnąłem. Obudziłem się gwałtownie 45 minut później gdy samolot lądował. Przymulony od spania, chwyciłem mój podręczny bagaż i prędko wyszedłem z samolotu. Byłem jedynym wysiadającym pasażerem. Kiedy szedłem w stronę terminalu uświadomiłem sobie nagle, że nie jestem wcale pewien, czy samolot wylądował tak naprawdę w Ciudad del Este. Spojrzałem na budynek lotniska, ale napis na nim nie wspominał w ogóle tej nazwy.

Pokazałem swój paszport przy kontroli. "Czy to Cuidad del Este?" – Zapytałem oficera. Albo nie rozumiał angielskiego albo pomyślał, że jestem szalony, gdyż tylko potrząsnął głową i zaśmiał się stemplując mój paszport i machając mi ręką, bym przeszedł dalej.

Miałem tylko podręczny bagaż, więc szybko skierowałem się do wyjścia, żeby na zewnątrz spotkać się z bhaktami. Po drodze zdziwiłem się widząc napis po angielsku i zatrzymałem się, żeby go przeczytać.

"Ostrzeżenie! W tym rejonie znacznie występuje gorączka denga. Przenoszona przez komary, głównie na obszarach miejskich i wokół siedlisk ludzkich. Podejmij wszelkie konieczne środki ostrożności."

"Jeszcze jedna rzecz, na którą trzeba uważać," pomyślałem wychodząc na zewnątrz. Ale gdy zamknęły się za mną automatyczne drzwi, zdałem sobie sprawę, że nikt tam na mnie nie czeka. Oblałem się zimnym potem. "Może Cuidad del Este był na następnym postoju," pomyślałem.

Wyciągnąłem komórkę, żeby zadzwonić, ale nie było połączenia. Zdecydowałem się poczekać i usiadłem na krawężniku. W tym momencie podeszła do mnie grupa 10 lub 15 taksówkarzy. "Habla ingles?" – Powiedziałem. "Czy to Ciudad del Este?"

Śmiali się. Niektórzy mówili "Si". Niektórzy "No."

Natychmiast wszyscy oni zbliżyli się i otoczyli mnie. Wiedziałem, że jestem w tarapatach. Kiedy usiłowałem wstać, jeden z nich pchnął mnie z powrotem w dół. Chwilę potem zobaczyłem, że ktoś podniósł moją torbę z komputerem i chwyciłem ją mocno. Z lewej strony ciągnęli moją walizeczkę z Bóstwami i ją też szybko złapałem. Gdy mężczyźni chodzili wokół mnie, rozpychałem się, by utrzymać torby przy sobie. Nagle zatrzymał się van i zobaczyłem w środku wielbicieli. Wtedy taksówkarze tak szybko jak przyjechali, zniknęli w ciemnościach.

"Wszystko w porządku?" – Powiedział jeden bhakta.

"Lepiej być nie mogło. Przyjechaliście w samą porę."

"Jak ci się podoba Paragwaj?" – Zapytał inny bhakta, gdy wsiadłem do samochodu.

"Jak dotąd wszystko jest tak, jak się spodziewałem."

Byłem nieco roztrzęsiony incydentem na lotnisku i milczałem, kiedy jechaliśmy nocą do małej świątyni na przedmieściach miasta. Gdy samochód podskakiwał na kocich łbach, próbowałem wypatrzeć widok za oknem, ale było zbyt ciemno. Wyobrażałem sobie, że przedstawiałby się tak, jak czytałem – biedny, zacofany z szerzącą się przestępczością.

Kiedy dojechaliśmy, powitała mnie niewielka grupa bhaktów, a potem udałem się na spoczynek do swego pokoju. Wycieńczony położyłem się na łóżku. Było gorąco i wilgotno, więc nie przykrywałem się dopóki nie odkryły mnie komary. Potem owinąłem się, woląc oblać się potem pod przykryciem niż ryzykować dengą.

"Mały zakątek piekła," pomyślałem zasypiając.

Tej nocy śniło mi się, że taksówkarze porwali mnie na lotnisku, wrzucili na tylne siedzenie taksówki i odjechali. Wysłali wiadomość do Ciała Zarządzającego ISKCON'em (GBC), że mają 24 godziny na zapłacenie okupu dwóch milionów dolarów. GBC odpisało, że nie może zapłacić, ponieważ zbyt wiele świątyń jest w długach. Kiedy porywacze przygotowywali się, by mnie zabić, na niebie pojawiły się zastępy aniołów i zaczęły śpiewać, płosząc moich porywaczy.

Obudziłem się spocony.

"Czy to był sen?" – Zastanawiałem się, półprzytomny od spania.

"Jasne, że tak," powiedziałem na głos, siedząc w ciemnościach. Wtem znów usłyszałem śpiew aniołów. Podniosłem się szybko z łóżka i otworzyłem drzwi pokoju. Wdarł się do środka potok blasku porannego światła. Wyszedłem i śpiew stał się głośniejszy.

Podszedł do mnie jakiś bhakta. "Dzień dobry Maharaja. Dobrze spałeś?"

"Skąd dobiega ten śpiew?" – Zapytałem.

"Tuż za ścianą twego pokoju mieści się chrześcijańska szkoła. "Cały ranek dzieci śpiewają piękne chrześcijańskie pieśni."

"Niech te małe aniołki będą błogosławione," powiedziałem idąc pod prysznic."

Później wyszedłem przed naszą posiadłość i byłem zdumiony widząc piękny krajobraz, na który składały się proste domy ustawione pośród łagodnej, subtropikalnej szaty roślinnej.

"Wszystko w porządku Maharaja?" – Zapytał jeden brahmacarin.

"Tak, czuję się dobrze. Tylko, że nie spodziewałem się tego. To znaczy, nie było tego w raportach, które czytałem. Tutaj jest tak pięknie."

Wracając do pokoju, zdziwiłem się spotkawszy mojego brata duchowego, Jagajivana dasa.

Powiedział mi, że naucza w Paragwaju od wielu lat i że założył w Asuncion świątynię. Mogłem tylko podziwiać jego determinację.

Zapytałem go, jakie programy zostały zaaranżowane na mój trzydniowy pobyt.

"O drugiej po południu wystąpisz w telewizji publicznej," powiedział uśmiechając się.

Jadąc do należącej do świątyni wegetariańskiej restauracji w centrum miasta, gdzie miał się odbyć wywiad, mijaliśmy gęsto zaludniony obszar w pobliżu rzeki Padana. Ujrzałem duży most na rzece. Po jego obu stronach stało wysokie ogrodzenie.

"Dlaczego na moście jest takie duże ogrodzenie?" – Zapytałem Jagajivana.

"Żeby przemytnicy nie zrzucali z mostu towarów a potem nie puszczali ich z prądem do Brazylii."

"Czytałem o tym przemycie," powiedziałem.

"Zróbmy sobie mała przejażdżkę po moście," powiedział Jagajivan. "Jest stamtąd dobry punkt widokowy na miasto."

Kiedy zbliżyliśmy się do mostu, utknęliśmy nagle w dużym korku. Po kilku minutach nadal nie posuwaliśmy się naprzód.

"Czy to normalne?" – Zapytałem.

"Nie. Opuścił szybę i zapytał jakichś pobliskich sklepikarzy, co się dzieje.

"Powiedzieli, że most jest zablokowany przez demonstrację. Przeczekamy to."

Od razu przypomniała mi się wskazówka amerykańskiego Departamentu Stanu dotycząca blokady dróg.

"Nie," powiedziałem. "Zawróćmy i pojedźmy do restauracji. Nie chcemy się spóźnić na wywiad."

Kiedy przyjechaliśmy, wraz z publiczną telewizją czekało na nas publiczne radio i kilka znaczących gazet. Okazało się, że było to coś bardziej jak konferencja prasowa. "Bardzo ciężko byłoby zorganizować coś takiego w Europie," pomyślałem. "To jedna z zalet nauczania w takich miejscach."

Nazajutrz bhaktowie powiedzieli mi, że zorganizowali dwa wykłady na miejscowym uniwersytecie. Byłem przejęty tą perspektywą.

Jak się jednak okazało, uniwersytet był kombinacją szkoły podstawowej z liceum ogólnokształcącym. Pierwsza klasa liczyła sobie 200 dzieci, w wieku od 8 do 10 lat. Kiedy wszyscy usiedli wpatrując się we mnie, starałem się najprostszymi słowami wyjaśnić podstawę filozofii świadomości Kryszny. Ale ich możność koncentracji trwała tylko kilka minut, i wkrótce większość z nich zaczęła rozmawiać między sobą, zatem zacząłem dyskutować o czymś, co mogłoby być bardziej przez nich zrozumiałe: dobroć dla zwierząt.

Starałem się im przekazać, że zwierzęta mają duszę, kiedy dostrzegłem w pierwszym rzędzie małą dziewczynkę, około dziewięcioletnią, bacznie słuchającą. Gdy powiedziałem, że nie powinniśmy być okrutni dla zwierząt, zobaczyłem, jak po jej twarzy spływa łza. Zdecydowałem się kierować swoją przemowę tylko do niej. Kiedy powiedziałem, że wszystkie stworzenia są częścią jednej duchowej rodziny, jej twarz rozpromieniła się.

Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, wszystkie inne dzieci podskoczyły i pognały na zewnątrz, ale ta dziewczynka siedziała przez chwilę nieruchomo, rozmyślając o tym, co dopiero usłyszała. Potem powoli wstała i wyszła.

Po przerwie weszła grupa 300 licealistów. Poprosiłem Jagajivana prabhu, żeby do nich przemówił. Rozegrał się inny scenariusz, gdyż uczniowie w skupieniu słuchali jego mowy.

Nagle zobaczyłem tę małą dziewczynkę z poprzedniej grupy jak weszła do klasy i cicho szła na tyłach sali i dalej bokiem, żeby zająć swoje wcześniejsze miejsce na przodzie. Od razu zaabsorbowała się wykładem.

Po pół godzinie Jagajivana prabhu zakończył przemówienie i poprosił, żebym poprowadził kirtan. Skwapliwie skorzystałem z tej okazji. Chciałem, żeby dziewczynka doświadczyła radości świadomości Kryszny. Kiedy uczyłem licealistów mantry, zobaczyłem, jak powtarza uważnie słowo po słowie.

Gdy zacząłem śpiewać, wielu uczniów wstało i zaczęło tańczyć. Prawdopodobnie onieśmielona starszymi dziećmi, dziewczynka pozostała na swoim krześle, ale intonowała ze skupieniem na twarzy.

Kirtan stał sie bardziej ekstatyczny i inni uczniowie przyłączyli się do tańca. W pewnej chwili uformowali pojedynczy sznur lawirując po klasie. Po jakimś czasie spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że przekroczyliśmy nasz czas, ale kiedy przerwałem kirtan wszyscy uczniowie zaczęli krzyczeć chcąc więcej.

Nie miałem wyboru, jak tylko zacząć od nowa. Campus był mały, więc przypuszczałem, że wszyscy uczniowie słyszą kirtan. Spojrzałem przez okno do innych klas po drugiej stronie dziedzińca i zobaczyłem uczniów kołyszących się na swych miejscach, jednocześnie koncentrując się na nauce. Jakąś godzinę potem zakończyłem kirtan i spojrzałem na dziewczynkę. Nadal siedziała na swym miejscu – uśmiechnięta i promienna, smakując nektar świętych imion. "Ona jest teraz twoja mój Panie," pomyślałem. "Proszę poprowadź ją do Twych lotosowych stóp."

Po kilku chwilach spojrzała na zegarek, podskoczyła i szybko pobiegła w kierunku wyjścia. Kiedy znalazła się przy drzwiach, zatrzymała się, odwróciła i uśmiechnęła do mnie – w jej oczach kryło się spojrzenie głębokiej wdzięczności. Potem zniknęła.

Gdy wszystkie dzieci wyszły, usiadłem i w ciszy rozmyślałem o tym, jak obawiałem się przyjazdu do Paragwaju. Kręcąc głową, spojrzałem w górę i zaśmiałem się. "Dobry Panie," powiedziałem, "możesz wysyłać mnie do piekła kiedy tylko chcesz, o ile będę mógł tam słyszeć śpiewających aniołów i będą tam takie dusze jak ta mała dziewczynka, chętna do intonowania Twych świętych imion."

narayana para sarve
na kutascana bibhyati
svargapavarga-narakesv
api tulyartha-darsinah

"Wielbiciele całkowicie zaangażowani w służbę oddania dla Najwyższej Osoby, Boga, Narayana, nigdy nie obawiają się żadnych warunków życia. Dla nich planety niebiańskie, wyzwolenie i piekielne warunki są jednym i tym samym, bowiem tacy bhaktowie są zainteresowani jedynie służbą dla Pana.
(Śrimad-Bhagavatam 6.17.28)



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Świat góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Synem jest ktoś, kto ma oddanie dla ojca. Ojcem jest ktoś, kto utrzymuje swych synów. Przyjacielem jest ktoś, komu można zaufać. Żoną zaś kobieta, przy której mąż jest zadowolony i spokojny."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 2.4)
Więcej

Fotoreportaż
review
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2019 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW