kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 16 sierpnia 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZYCIELA
Refleksje nad Rajem
Durban, 01.03.2006 20:18 — Indradyumna Swami

Tom 7, Rozdział 1
1 Styczeń – 5 Luty, 2006

Po zakończeniu mego nauczającego touru w Południowej Ameryce, poleciałem do Australii przez Londyn – wyczerpująca 32-godzinna podróż. Przez kilka dni odpoczywałem w Sydney a potem przyłączyłem się do trwających tydzień uroczystości w świątyni. Następnie wsiadłem do kolejnego samolotu dalekiego zasięgu, tym razem do Południowej Afryki.


Kiedy znalazłem się w Durbanie, byłem tak wycieńczony, że nie wiedziałem, czy wyjeżdżam stamtąd, czy dopiero tam przyjechałem. Co gorsza, następnego ranka zacząłem odczuwać znajomy tępy ból po prawej stronie brzucha. Wizyta u lekarza potwierdziła moje przypuszczenia: moja wątroba znowu nabrzmiała.

"A czego się spodziewałeś?" – Powiedział lekarz. "Ledwo co doszedłeś do siebie, a już znowu zacząłeś podróżować po całym świecie."

"Ciężko jest usiedzieć w miejscu, doktorze," powiedziałem. "Jest tak wiele służby do wykonania."

"Może i tak, ale twoje ciało mówi ci coś innego. Lepiej znowu trochę odpocznij, albo poniesiesz konsekwencje."

W drodze powrotnej do świątyni myślałem o jego radzie. Nie chciałem znowu przerywać mojej służby, ale zdawało się, że nie ma wyboru. Rozważałem odpoczynek w Durbanie, ale wzdrygnąłem się na myśl o ponownym wyczekiwaniu całymi tygodniami.

Nagle przypomniało mi się zaproszenie od mojego brata duchowego BB Govindy Maharaja do odwiedzenia Mauritiusa, jeśli kiedykolwiek bedę potrzebował trochę odpoczynku. Od razu do niego zadzwoniłem. Powiedział, że niebawem on też tam będzie i zasugerował, że każdego wieczora moglibyśmy robić razem programy. Spodobał mi się pomysł nauczania w czasie gdy będę wracał do zdrowia, zarezerwowałem więc miejsce w samolocie na Mauritius i życzliwy wielbiciel kupił mi bilet w pierwszej klasie.

Kilka dni później wszedłem na pokład samolotu, oczekując spokoju i ciszy kabiny pierwszej klasy, ale życie podróżującego nauczyciela często przynosi niespodzianki, i ten dzień nie pozostawał bez wyjątku.

Jak tylko wszedłem do kabiny, duża grupa siedzących wspólnie pasażerów zaczęła się ze mnie śmiać. Wyglądali na turystów i wydawali się być trochę pijani. Kilku z nich szturchało swych przyjaciół, którzy mnie jeszcze nie zobaczyli, i oni również mieli ze mnie ubaw.

Starałem się nie zwracać na nich uwagi, ale kiedy wkładałem mój bagaż do górnej skrytki, jeden z nich powiedział po francusku, "Uroczą sukienkę ma na sobie."

Odpowiedziałem po francusku. "Jestem mnichem, proszę pana, to są moje szaty."

Wyglądał na zdziwionego. "Nie jesteś mnichem," powiedział. "Jesteś ubrany jak klaun."

Cała grupa dziko się roześmiała.

Odwróciłem wzrok i usiadłem w wyznaczonym miejscu przy przejściu, które na nieszczęście znajdowało się dokładnie na wprost niego i dwóch innych z grupy.

W tym momencie nadeszła stewardesa ze szklankami soku. Wpierw obsłużyła mężczyzn siedzących za mną i z jedną pozostałą szklanką na tacy obróciła się do mnie. Kiedy pochyliłem się do przodu, jeden z mężczyzn sięgnął ponad oparciem siedzenia i zabrał szklankę.

"To było dobre!" – Powiedział jeden z jego przyjaciół po drugiej stronie przejścia. Sądziłem, że stewardesa zainterweniuje, ale ona zawróciła i dwie minuty później wróciła z kolejną szklanką.

Po jakimś czasie turyści zaczęli znowu się śmiać. "Może on to ona," powiedział głośno mężczyzna. Znowu jego przyjaciele wybuchnęli śmiechem.

Z trudem usiłowałem powstrzymać gniew. "Bądź tolerancyjny," myślałem. "To tylko banda pijaków."

Jeden z mężczyzn poszedł do toalety. Wracając na swe miejsce, zatrzymał się przy mnie. Ze skruszonym wyrazem twarzy wyciągnął rękę. "Przepraszam za to, w jaki sposób moi przyjaciele odnosili się do ciebie," powiedział.

Kiedy wyciągnąłęm rękę, by uścisnąć jego dłoń, szyderczo się zaśmiał i cofnął rękę. Kolejny raz jego przyjaciele nie mogli się opanować ze śmiechu.

Miałem dosyć. Postanowiłem udać się do kokpitu i złożyć skargę kapitanowi, ale gdy wstawałem, mężczyzna siedzący zaraz za mną pchnął moje siedzenie z taką siłą, że wpadłem na oparcie siedzenia przede mną.

"Klaun!" – Krzyknął.

Odwróciłem się, żeby się z nim skonfrontować, ale w tym właśnie momencie do kabiny weszło czterech ochroniarzy. Wszyscy podnieśli wzrok. W całej kabinie zapanowała cisza. Ochroniarze stali, badając w ciszy pasażerów przez kilka chwil, a potem zaczęli cicho rozmawiać z ludźmi siedzącymi w trzech pierwszych rzędach, najwyraźniej prosząc ich, by się przenieśli. Pasażerowie wstali i stewardesa odprowadziła ich do kilku ostatnich rzędów pierwszej klasy, które były puste.

Kiedy pasażerowie zostali przemieszczeni, ochroniarze rozejrzeli się ostatni raz i zniknęli tak nagle jak się pojawili.

Po kilku sekundach weszło dwóch kolejnych ochroniarzy. Stali cicho w bezruchu. Nagle do kabiny wszedł Nelson Mandela z żoną, podążało za nim kilkoro bliskich współpracowników. Wszyscy pasażerowie wzięli głęboki oddech. Pan Mandela pobieżnie się rozejrzał. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się.

"Witam," powiedział pomachawszy mi i skinąwszy głową.

Wstałem. "Panie prezydencie," – powiedziałem.

Zacząłem iść w jego stronę, by uścisnąć mu dłoń. Kątem oka widziałem paru pasażerów, którzy mi dokuczali. Mieli otwarte usta ze zdziwienia.

Jeden z ochroniarzy stanął między panem Mandelą a mną. "Przykro mi, proszę pana," powiedział miło, ale stanowczo.

Zatrzymałem się, jednak byłem przyjemnie zaskoczony, kiedy ten sam ochroniarz zaprowadził pana Mandelę do miejsca przy przejściu, prawie obok mnie, zaledwie jeden rząd z przodu. Współpracownicy zajęli te miejsca, które zostały zwolnione w trzech pierwszych rzędach.

Pan Mandela usiadł. Potem odwrócił się i znowu uśmiechnął.

"Mandela uśmiechnął się do niego," powiedział mężczyzna, który siedział za mną.

Nie byłem pewien, czy pan Mandela pamiętał mnie osobiście, czy tylko zwrócił na mnie uwagę jako wielbiciela Hare Kryszna. W 1992 roku, kiedy był liderem Afrykańskiego Kongresu Narodowego, odwiedził naszą świątynię w Durbanie i pokornie złożył pokłon przed formą Śrila Prabhupada. Oprowadzono go wówczas po świątyni i zaserwowano ucztę w restauracji Govinda.

W Diwali, w listopadzie 1994, ponownie przyszedł do świątyni, tym razem jako prezydent kraju, w otoczeniu świty ministrów. Tysiące miejscowych ludzi przybyło tłumnie do świątyni, żeby wysłuchać jego przemówienia do społeczności.

W kwietniu 1997 po raz kolejny był specjalnym gościem świątyni na naszym Festiwalu dla Dzieci Kraju Tęczy, odbywającym się na dużym boisku piłkarskim w Durbanie. Było to wielkie widowisko z występem etnicznych grup, w tym naszych wielbcieli, którzy zrobili kirtan. Zaprosiliśmy 50,000 dzieci szkolnych, setki nauczycieli, 50 członków parlamentu, burmistrza Durbanu i króla Zulusów. Bhaktowie rozdawali każdemu dziecku torebkę z lunchem. Prezydent Mandela odwołał nawet resztę spotkań z tego dnia, żeby zostać dłużej na programie.

Potem, kiedy odprowadzałem go do samochodu, rozmawialiśmy o potrzebie duchowości we współczesnym społeczeństwie. Tuż zanim odjechał, zwrócił się do mnie. "Maharaja, to był najlepszy dzień w moim życiu."

Nazajutrz jego słowa pojawiły się w nagłówkach jednych z największych gazet w kraju.

W czasie czterogodzinnego lotu na Mauritius, pan Mandela oglądał się kilkakrotnie i uprzejmie się do mnie uśmiechał. Za każdym razem odpowiadałem uśmiechem, dziękując za jego życzliwość.

Po wylądowaniu został szybko wyprowadzony z samolotu pod eskortą, ale odwrócił się do mnie raz jeszcze i pomachał mi.

Kiedy opuszczałem samolot, spotkałem kapitana. "Czy wie pan po co Nelson Mandela przybył na Mauritius? – Zapytałem.

Kapitan uśmiechnął się. "Na wakacje, podobnie jak wy wszyscy."

Idąc na odprawę, myślałem o słowach kapitana. Były prawie celne, ale nie do końca. To prawda, że przylecieliśmy tu wszyscy na odpoczynek, ale podczas gdy inni przybyli tu, by zapomnieć o swej pracy, ja przyjechałem po to, żeby móc wrócić do mojej. Będę liczył dni do czasu, kiedy będę mógł podjąć moją normalną służbę.

Bhaktowie odebrali mnie z lotniska i kiedy jechaliśmy do domku na plaży, gdzie miałem spędzić dwa tygodnie na powracaniu do zdrowia, byłem zaskoczony widząc, że Mauritius zmienił się radykalnie od czasu mojej pierwszej wizyty w początkach lat osiemdziesiątych. Stare brukowane drogi były teraz pokryte asfaltem a wzdłuż nich znajdowały się porządne znaki drogowe i nowoczesne stacje paliw.

Ale wyspa nadal była rajem uwiecznionym w słowach Marka Twaina: "Najpierw Bóg zobaczył Mauritius, potem stworzył raj." Pośród niekończących się pól trzciny cukrowej, mignęły mi przed oczami tropikalne drzewa owocowe: mango, liczi, mandarynki, pomarańcze, grejpfruty, passiflory, jackfruity, guawy i papaje. Piękne piaszczyste plaże z przejrzystą błękitną wodą otaczały wyspę.

"To nie ta sama leniwa wyspa, jaką pamiętam," powiedziałem do kierowcy.

"Pod wieloma względami wciąż nią jest," powiedział, "ale rzeczy się zmieniły. W ciągu ostatnich 10 lat poprawiła się znacznie gospodarka, wraz z gwałtownym wzrostem zapotrzebowania na maurytyjski cukier, i powstał nowy przemysł włókienniczy.

"Nie poznasz Port Louis," kontynuował. "Stolica ma teraz własne duże budynki, hipermarkety, parkingi i zadbane centrum. Są tu wszelkie udogodnienia do szerzenia świadomości Kryszny i spełnienia przepowiedni Śrila Prabhupada dla Mauritiusa."

"Jakiej przepowiedni?" – Zapytałem.

"Śrila Prabhupada odwiedził Mauritius dwukrotnie i przepowiedział, że będzie to pierwsze świadome Kryszny państwo na świecie."

"Naprawdę?"

Kierowca uśmiechnął się. "O tak."

"Czy on robi aluzję, że powinienem nauczać na Mauritiusie?" – Pomyślałem. "Hmm… Może mógłbym… ale co wtedy z moimi festiwalami. Nie mogę się tu zaanagażować."

Postanowiłem zmienić temat. "Jak wygląda polityka kraju? Jaka jest nasza relacja z rządem?"

"Mauritius zamieszkuje ponad milion ludzi. Dwie trzecie populacji ma pochodzenie indyjskie a większość z nich to Hindusi. Premier był specjalnym gościem na naszej farmie z okazji otwarcia świątyni Kryszna Balarama w 2000 roku."

Wjechaliśmy na podjazd domku. "Maharaja," powiedział, "wiedziałeś, że na wyspie nie ma ani jednego jadowitego insekta ani gada? To jest – "

"Raj na ziemi," wtrąciłem.

Uśmiechnął się.

Kiedy rozgaszczałem się w swym pokoju, wyjrzałem przez okno na turkusowo-błękitną wodę tuż przy plaży, w odległości 15 metrów. "Nauczanie w raju," żartowałem sam do siebie. "To by było coś nowego. Zawsze nauczam w trudnych miejscach, jak Rosja, Polska i Bałkany. Tutaj przynajmniej nie będzie żadnego niebezpeczeństwa, jak skinheadzi, grupy antykultowe czy religijni fanatycy."

Przerwałem na chwilę rozmyślania pozwalając umysłowi na otrzeźwienie. "Nie łudź się," pomyślałem. "Jakakolwiek forma materialnego bogactwa jest niebezpieczna dla sannyasina."

Wyjrzałem ponownie na niebiańską scenerię. "I nie zapominaj o tym," powiedziałem cicho.

Tej nocy szybko zasnąłem, słuchając małych fal rozbijających się o plażę tuż za moim oknem.

Obudziłem się w ciemnościach wczesnego poranka i wyszedłem kilka kroków na plażę. Kiedy tam usiadłem intonując japa, słońce wstawało na horyzoncie. Była to widowiskowa scena, z pięknymi promieniami barwiącymi chmury na pomarańczowo na tle głębokiego błękitu wód oceanu.

"Witaj raju," powiedziałem, gdy światło słoneczne powoli odkrywało piękno tropikalnej scenerii rozpościerającej się wokół mnie.

Nie mógłbym wyobrazić sobie doskonalszego widoku nigdzie indziej na świecie. Był to jeden z tych rzadkich momentów, gdy w idyllicznej scenerii życie staje w miejscu i człowiek wycisza się i staje się spokojnym. Ale wielbiciel szkolony jest, żeby widzieć świat nie poprzez swe niedoskonałe fizyczne oczy, ale oczami pism. Pomimo całego swego piękna, wiedziałem, że to otoczenie z czasem przeminie. Jedynym prawdziwym rajem jest ten wieczny i pozostaje on niewzruszony wobec zmian tego niedoskonałego świata.

paras tasmat tu bhavo 'nyo
'vyakto 'vyaktat santanah
yah sa sarvesu bhutesu
natyatsu na vinasyati

"Jednak istnieje jeszcze inna niezamanifestowana natura – wieczna i transcendentalna w stosunku do tej zamanifestowanej i niezamanifestowanej materii. Jest ona najwyższą i nigdy nie ulega unicestwieniu. Kiedy wszystko w tym świecie ulega zagładzie, ta część pozostaje niezmienną."
[Bhagavad-gita 8.20]

Po skończeniu rund, siedziałem rozmyślając o przepowiedni Śrila Prabhupada mówiącej, że Mauritius będzie pierwszym krajem, który stanie się świadomy Kryszny.

"To byłby zaszczyt pomóc w spełnieniu proroctwa Śrila Prabhupada," pomyślałem. "Może któregoś dnia wrócę tu i zrobię jakieś nauczanie. Nie mogę sobie wyobrazić kiedy by to miało nastąpić, ale zachowam tę opcję otwartą."

Mimo iż było wcześnie, robiło się gorąco, więc wróciłem do domku.

Później tego ranka zadzwoniła moja komórka. Był to Guru Gauranga das, uczeń Bhakti Charu Maharaja.

"Kilka dni temu wysłałem ci ważny email," zaczął, "i nie otrzymałem odpowiedzi."

"Przepraszam, miałem ostatnio bardzo napięty harmonogram i nie sprawdzałem poczty przez kilka dni. Zaraz się za to zabiorę i odpiszę ci jeszcze tego ranka."

Kiedy tego ranka ściągałem pocztę i przeczytałem list Guru Gaurangi, otworzył się w mym życiu nowy rozdział. Oto znalazła się szansa na nauczanie w raju i pokazanie ludziom z Mauritiusa czym jest on naprawdę.

"Drogi Indradyumna Swami,

Proszę przyjmij moje najpokorniejsze pokłony. Wszelka chwała Śrila Prabhupadzie.

Na bieżąco śledzę twoje podróże poprzez twój pamiętnik. Dziękuję za to, że poświęcasz swój czas, by dzielić się z nami swoimi doświadczeniami z podróży.

Słyszałem, że jesteś w drodze na Mauritius.

Jak wiesz, dzięki łasce Kryszny, prowadzę udany biznes na Zachodnim Brzegu Ameryki. Od dłuższego czasu chciałem wykonać jakąś istotną służbę dla ISKCON'u. Kiedy w jednym z twoich ostatnich rozdziałów pamiętnika przeczytałem o tym, jak astrolog przepowiedział, że przeniesiesz swoje programy festiwalowe do kilku innych krajów, dostałem inspirację.

Jeśli zgodziłbyś się zrobić duży program festiwalowy na Mauritiusie, podobny do tego w Polsce, dostarczę wszelkiego wsparcia finansowego, jakiego będziesz potrzebował. Kupię cały potrzebny sprzęt, w tym autobusy, ciężarówki, sceny i namioty. Kupię również kawałek ziemi i wybuduję kwatery dla bhaktów z twojego programu, jak również magazyn do przechowywania wszystkich twoich parafernaliów.

Chciałbym również pomóc maurytyjskiej yatrze wspierając BB Govindę Maharaja w budowie nowej świątyni w Phoenix. Planuję przenieść mój biznes i rodzinę na Mauritius w bliskiej przyszłości.

Jestem przekonany, że nowa świątynia na Mauritiusie i program festiwalowy taki, jak twój, zaleją kraj szczęściem i zaczną wypełniać marzenie Śrila Prabhupada, że Mauritius będzie pierwszym świadomym Kryszny krajem na świecie.

Wiem, że masz zajęty terminarz, ale mam nadzieję, że przyjmiesz moją ofertę i spędzisz jeden lub dwa miesiące w roku na Mauritiusie robiąc festiwale we wszystkich miastach i wioskach.

Proszę daj znać, co myślisz o tej sprawie.

Twój sługa,
Guru Gauranga das"



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Świat góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Pokorny mędrzec, dzięki cnocie prawdziwej wiedzy, jednakowo widzi uczonego i łagodnego bramina, krowę, słonia, psa i zjadacza psów (pariasa)."
Śri Kryszna
(Bhagavad-gita, 5.18)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW