kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 16 sierpnia 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Miasto Bogów
Vrinda, 11.10.2006 20:07 — Indradyumna Swami
Aktualizacja 11.10.2006 20:46

Tom 7, Rozdział 3
2 – 15 Marzec, 2006

George Harrison zatytuował kiedyś jedną piosenkę "Wszystko musi przeminąć". To stare powiedzenie. Wszyscy je już słyszeli. Nawet Pan Kryszna mówi w Bhagavad-gicie o tymczasowej naturze tego świata:

mam upetya punar janma
duhkhalayam asasvatam
napnuvanti mahatmanah
samsiddhim paramam gatah

"Osiągnąwszy mnie, wielkie dusze, będąc oddanymi mi yoginami, nigdy nie powracają do tego tymczasowego, pełnego nieszczęść świata, albowiem osiągnęły one najwyższą doskonałość."
[Bhagavad-gita 8.15]


Można czytać Bhagavad-gitę wiele razy, ale przyswojenie jej filozofii może zająć wiele lat, czy nawet żyć, i nawet wielbiciel może rozpaczać, gdy straci coś lub kogoś drogiego mu na tym świecie. Dzień przed wyjazdem z Indii do Ameryki, otrzymałem e-mail od mego najdroższego i najukochańszego przyjaciela, Śri Prahlada dasa:

"Drogi Śrila Gurudeva,

Proszę przyjmij moje pokorne pokłony. Wszelka chwała Śrila Prabhupadzie.

Jak wiesz przez kilka ostatnich lat cierpię na ból kręgosłupa. Zeszłego lata mój stan pogorszył się i przez trzy dni prawie nie mogłem chodzić. Od czasu letniego touru ból nie ustawał. Ostatnio noszenie nawet lekkiej torby na ramię jest mocnym obciążeniem dla mojego karku i kręgosłupa i sprawia mi potworny ból.

W zeszłym tygodniu znalazłem w końcu czas na wizytę u fizjoterapeuty. Zdjęcie rentgenowskie, które wykonał, wykazało gorszy stan niż się w ogóle spodziewałem. Przestrzeń między kilkoma dyskami w kręgach znacznie zmniejszyła się a w kilku miejscach wystąpił anormalny przyrost kości.

Lekarz powiedział, że przyczyna tego leży w nadmiernym wysiłku, noszeniu ciężkich rzeczy i stałym podróżowaniu samochodami, pociągami i samolotami. Powiedział, że nie ma szybkiego rozwiązania tego problemu. Stanowczo poleca żebym natychmiast zmienił styl życia albo poniosę poważne konsekwencje.

Proszę poinstruuj mnie.

Twój sługa, Śri Prahlada."

Nagle poczułem jak ściska mnie w żołądku. Śri Prahlada będzie musiał przestać podróżować i nasze długie wspólne nauczanie dobiegnie końca. Przez kilka chwil mój umysł gnał, próbując znaleźć jakąś alternatywę, ale wiedziałem, że lekarze mają rację.

Myślałem o wielu przygodach, które razem przeżyliśmy szerząc ruch sankirtanu Pana Caitanyi Mahaprabhu, szczególnie o naszym festiwalowym programie w Polsce. Sprawił on, że Hare Kryszna stało się powszechnie znane w całym kraju i pokonał wysiłki ruchów antykultowych, mające na celu zniesławianie i zniszczenie ruchu. Nauczanie naturalnie przyciąga opozycję i Polska była tylko jednym z wielu wyzwań, jakim stawialiśmy wspólnie czoła rozwijając jednocześnie silną przyjaźń.

Siedziałem myśląc o 16 latach wspólnej służby. Ciągle mam przed oczami muzułmańskich żołnierzy w Sarajewie atakujących naszą grupę sankirtanową, bijących nas bezlitośnie, gdy próbowaliśmy odeprzeć atak. Śri Prahlada stał niewzruszenie, jak odważny lew, wołając imiona Pana Nrsimhy. Kiedy krzyknąłem, że powinien wycofać się z tej walki, zrobił to, ale tylko na moją prośbę.

Mój umysł naszła też fala wspomnień wielu słodkich doświadczeń, w szczególności melodyjne kirtany Śri Prahlada, które oczarowywały serca wszystkich, którzy go słuchali. Będzie mi brakowało naszych poufnych rozmów, dzielenia się realizacjami, nadziejami i desperacjami – wszystkim, co mogliśmy powiedzieć tylko sobie. Z kim zaangażuję się teraz w takie wymiany?

Realność sytuacji dotarła do mojej świadomości i żołądek ścisnął mi się jeszcze bardziej. Wahałem się z odpowiedzią, ale musiałem to zrobić. Podniosłem słuchawkę i zadzwoniłem do niego do Mayapur. Poważnym tonem, jak ojciec, powiedziałem mu, że najlepiej będzie jeśli zostanie w Mayapur, w mieszkaniu, które kupiliśmy dla niego i jego żony, i będzie pracował nad korespondencyjnym kursem, który rozpoczął niedawno na uniwersytecie w Nowej Zelandii.

Obaj usiłowaliśmy znaleźć słowa. W końcu pożegnaliśmy się. Kiedy odłożyłem słuchawkę, zamknąłem drzwi do mojego pokoju, położyłem się na łóżku i płakałem aż zasnąłem.

Kiedy obudziłem się następnego ranka, myślałem, że to wszystko mi się przyśniło, ale wkrótce uświadomiłem sobie, że tak nie jest. Zacząłem myśleć o moim nadchodzącym tourze po amerykańskich świątyniach i o tym, jak ciężki będzie, ponieważ tak wiele miejsc będzie mi przypominało Śri Prahlada i nasze wcześniejsze wizyty. Zdecydowałem się odwiedzić wpierw inny kraj i pogrążyć się w nauczaniu.

Przypomniałem sobie, że kilka miesięcy wcześniej prezydent świątyni w Mexico City, Darshan das, zaprosił mnie do niej. Szybko wysłałem e-mail z pytaniem, czy nadal jest zainteresowany. Jego natychmiastowa odpowiedź potwierdziła, że jest i trzy dni później znalazłem się w samolocie do Mexico City.

Podczas gdy samolot krążył nad lotniskiem czekając na pozwolenie na lądowanie, myślałem o moich dwóch poprzednich wizytach w Meksyku, jednej jako nastolatek w 1966 roku i drugiej jako bhakta w 1981.

Dorastając w Kalifornii, dużo uczyłem się o Meksyku i, jak wielu młodych amerykańskich chłopców, byłem szczególnie zaintrygowany Aztekami.

Niektórzy naukowcy twierdzą, że Aztekowie byli koczowniczym plemieniem Północnej Ameryki, którzy przybyli do Meksyku w XIII wieku. Tam ustanowili jedną z najbardziej zaawansowanych cywilizacji obu Ameryk, w tym miasta z piramidami i świątyniami. Niektóre ich miasta były tak duże jak te w Europie.

Aztekowie oddawali cześć wielu bogom. Konstruowali strzeliste świątynie i wielkie rzeźby oraz przeprowadzali ceremonie, na których odbywały się ofiary z ludzi. Imperium Azteków zostało podbite i zniszczone przez Hiszpanów w 1521 roku.

Moja matka zaczęła martwić się, gdy zobaczyła moje zainteresowanie cywilizacją czczącą wielu bogów i składającą ofiary z ludzi. Podczas gdy z pewnością nie byłem zwolennikiem tych ofiar, intrygowała mnie myśl, że wszechświat mogą kontrolować świadome istoty.

"To nie wydaje się być niemożliwe" – powiedziałem mojej matce. "Czemużby Bóg nie miał oddelegować innych do zarządzania wszechświatem?"

"To nie jest ani religijne ani naukowe" – odpowiedziała.

Przez lata pozostało to spornym punktem między nami. Latem 1966 postanowiłem udać się do Meksyku, żeby zobaczyć pozostałości azteckiej cywilizacji i poznać więcej tajemnic wszechświata. Ale nie śmiałem powiedzieć rodzicom dokąd zmierzam. Powiedziałem im, że jadę posurfować w Południowej Kalifornii. Ponieważ surfing był jedną z moich pasji, nie oponowali.

Był to mój pierwszy wyjazd poza Stany Zjednoczone i denerwowałem się przekraczając granicę Tijuana. Meksykański oficer kontroli paszportowej zapytał mnie, dlaczego przyjeżdżam. "Zobaczyć Azteków!" – wyskoczyłem.

Zaśmiał się. "Cóż, spóźniłeś się kilkaset lat" – powiedział – "ale i tak cię wpuścimy."

Kierowałem się na północ od Mexico City do starożytnej stolicy Azteków – Teotihuacan – 'Miasta Bogów.' Aztekowie wybudowali je na ruinach osady powstałej przed narodzinami Jezusa Chrystusa. Najbardziej ciekawiły mnie dwie piramidy – jedna zadedykowana słońcu a druga księżycowi. "Z pewnością" – myślałem – "muszą zawierać wskazówki do tajemnicy wszechświata i Samego Boga."

Ale ta sama młodzieńcza natura, która pchała mnie do poznawania świata, pchnęła mnie również do cieszenia się nim, tak więc kiedy spotkałem grupę amerykańskich surfingowców będących w drodze do Mazatlan, raju dla surfingowców na południowym wybrzeżu, przyłączyłem się do nich. Spędziłem kolejny miesiąc szczęśliwie surfując po tamtejszych falach, odkładając na razie wyższe cele życia na bok.

Moje poszukiwanie głębszej wiedzy zostało w końcu zaspokojone kiedy przyłączyłem się do ruchu Hare Kryszna. Czytając literaturę wedyjską, dowiedziałem się, że Pan rzeczywiście przekazał administrację wszechświatem pobożnym duszom zwanym półbogami, takim jak Indra, Candra, Surya i Vayu. Upełnomocnieni przez Najwyższego Pana, zarządzają ciepłem, światłem, deszczem, wiatrem i wszystkimi innymi funkcjami materialnej natury.

Kiedy jako wielbiciel odwiedziłem naszą świątynię w Mexico City w 1981 roku, nadal byłem ciekaw Teotihuacan, ale byłem zbyt zajęty programami nauczania w całym mieście i nie udało mi się tam pojechać.

Teraz zaczynałem swą trzecią wizytę w Meksyku. Kiedy nasz samolot wylądował, zdałem sobie sprawę, że nadal chcę zobaczyć piramidy słońca i księżyca w Teotihuacan. Zaśmiałem się do siebie. "No cóż" – pomyślałem – "z pewnością nikomu o tym nie powiem."

Przywitało mnie kilkoro wielbicieli i pojechaliśmy do świątyni, w pobliżu centrum miasta. Czekało na mnie radosne powitanie i dałem wykład w zapakowanym pokoju świątynnym. Potem podszedł do mnie bhakta ze starą kasetą magnetofonową. Włożył ją do równie starego magnetofonu i włączył.

"To kirtan, który prowadziłeś, gdy byłeś tu w 1981 roku" – powiedział. "Słucham go codziennie."

"Codziennie?" – powiedziałem. Nie mogłem przestać zastanawiać się, czy się czerwienię.

"Tak" – odrzekł. "Niewielu starszych wielbicieli odwiedza nas tu w Meksyku."

Spędziłem kilka dni prowadząc kirtany i dając wykłady w świątyni. Któregoś ranka Darshan das zapowiedział, że pojedziemy na wieczorny Harinam do Cuernavaca, miasta położonego trzy godziny drogi od Mexico City.

"Cuernavaca oznacza Miasto Wiecznej Wiosny" – powiedział mi.

"Brzmi jak jakieś szczególne miejsce" – powiedziałem.

"Z pewnością jest" – rzekł inny bhakta podekscytowany. "A to dlatego, że – "

Inny wielbiciel przerwał mu pytając o drogę do miasta. Potem przyszedł ktoś inny z jeszcze jednym pytaniem. Wkrótce byliśmy w drodze a ja nie dowiedziałem się dlaczego Cuernavaca jest tak szczególnym miastem.

W Cuernavaca poszliśmy na główny rynek, gdzie czekało na nas 50 wielbicieli. Gdy zapadał zmierzch, widziałem ludzi przechadzających się w ciepłym wiosennym powietrzu. Dzieci bawiły się razem, goniąc swe psy czy rzucając frisbee. Młode pary stały żartując i śmiejąc się, a starsze siedziały na ławkach gawędząc. Pobliska kapela grała tradycyjną meksykańską muzykę.

Była to charakterystyczna dla Meksyku sceneria i zastanawiałem się, jak zostaniemy przyjęci. Ale byłem już w tego typu sytuacjach setki razy i czułem, że święte imiona szybko staną się główną atrakcją wieczoru. Podniosłem mridangę, zacząłem intonować i zamknąłem oczy. Minutę potem otworzyłem je i zobaczyłem kilkuset ludzi stłoczonych wokół nas. Po 10 minutach przerwałem kirtan i zacząłem wykład.

"My nigdy tego nie robimy" – usłyszałem jak z tyłu mówi nerwowo jeden bhakta.

Ale ja do tego przywykłem. Na naszych Harinamach w Polsce przemawiam do publiczności co pół godziny. To jedna z moich ulubionych czynności.

Czułem się wyjątkowo ożywiony w tym nowym otoczeniu z uważnie słuchającymi, pobożnymi Meksykanami. Mówiłem przez 30 minut i nikt nie poruszył się nawet na krok. Kiedy skończyłem, podbiegła do mnie jakaś kobieta i objęła mnie. Zanim mogłem cokolwiek zrobić, pocałowała mnie w same usta. Tłum zawył z aprobatą.

Usiłowałem odzyskać spokój. Po minucie śmiałem się do siebie. "Przez co ja nie muszę przechodzić, żeby szerzyć intonowanie świętych imion!"

Poprowadziłem dalej kirtan i dałem kolejny wykład. Ponownie tłum stał zasłuchany. Kiedy skończyłem, zwróciłem się do wielbiciela. "To prawda. To jest szczególne miejsce."

"Bardzo szczególne" – powiedział bhakta z uśmiechem.

"Bardzo szczególne?" – zapytałem.

"Tak" – odrzekł z szerokim uśmiechem. "Śrila Prabhupada przyjechał tu w 1972 roku i dał wykład dokładnie w tym miejscu gdzie stoisz."

"Co takiego?" – powiedziałem. "Śrila Prabhupada stał dokładnie tutaj?" Cofnąłem się o kilka stóp.

"Tak jest. W czerwcu 1972, Citsukhananda dasa przywiózł tu Śrila Prabhupada. Po kirtanie Śrila Prabhupada poprowadził wykład dla publiczności liczącej kilkuset ludzi. Kiedy wykładał, Haihya das przyjechał z 50 egzemplarzami książki "Świadomość Kryszny, Najwyższy System Yogi" po hiszpańsku."

"Tego dnia książki przyszły właśnie z drukarni" – kontynuował wielbiciel. "Śrila Prabhupada przerwał wykład. 'Teraz możecie kupić jedną z tych książek i ją przeczytać' powiedział do ludzi. Ci podeszli i Śrila Prabhupada sprzedał szybko wszystkie 50 egzemplarzy. Ludzie prosili go o autograf na książkach i on podpisał każdą z nich."

Stałem tam oniemiały. "Mój mistrz duchowy przyjechał tu na ten odległy rynek i intonował, dawał wykład i rozprowadzał książki" – pomyślałem.

Chwyciłem książkę od stojącego obok bhakty.

"Panie i panowie" – zawołałem, gdy mój tłumacz przepychał się, żeby podejść bliżej. "Mój mistrz duchowy przetłumaczył te starożytne książki z Indii, wydrukował je a potem, 34 lata temu przybył tu do waszego pięknego miasta, żeby je rozprowadzać. Aby upamiętnić tę historyczną okoliczność, oferujemy wam te same niezwykłe książki. Proszę podejdźcie bliżej i otrzymajcie jego łaskę."

Tylko kilkoro ludzi podeszło, ale byłem szczęśliwy podążając śladami mojego mistrza duchowego.

"Cztery może pięć osób kupiło od ciebie książki" – powiedział wielbiciel.

Uśmiechnąłem się. "Taka jest różnica między mistrzem a uczniem" – odrzekłem.

Tej nocy zatrzymaliśmy się w domu Hari Katha dasa, w pobliskim Tepoztlan. Nazajutrz rano, kiedy myłem zęby, przysunąłem się bliżej umywalki, żeby spojrzeć w lustro. Potem cofnąłem się i dokładnie w tym momencie ciężka porcelanowa umywalka runęła na ziemię z głośnym hukiem. Zadrasnęła do krwi jeden z palców mojej stopy.

Stałem tam jak wryty. Gdybym stał bliżej lustra, umywalka z pewnością złamałaby obie moje nogi. Przypomniałem sobie stwierdzenie Śrila Prabhupada, że kiedy wielbiciel doświadcza drobnego urazu, uznaje to jedynie za niewielki symbol tego, co powinien otrzymać. Kryszna nie tylko chroni Swego wielbiciela, ale przypomina mu też o niebezpiecznej naturze tego materialnego świata.

Tego dnia jechaliśmy z powrotem cztery godziny, mijając Mexico City, na północ do Tulancingo. Zasnąłem w dużym korku i obudziłem się godzinę potem gdy jechaliśmy przez wiejską okolicę poza miastem. Suchy teren nie był zbyt interesujący i zamierzałem właśnie otworzyć książkę, kiedy nagle zobaczyłem w oddali dwie wielkie budowle wznoszące się ponad równinami.

"O rety!" – krzyknąłem. "To Teotihuacan! To są azteckie piramidy słońca i księżyca!"

Wielbiciele w samochodzie spojrzeli na mnie. "Chciałbyś je zwiedzić Maharaja?" – zapytał kierowca.

Próbowałem ukryć entuzjazm. "Uhm, nie" – powiedziałem udając spokój. "Dopiero co się obudziłem i zdziwiłem się widząc piramidy na tym pustkowiu."

"Znasz ich nazwę" – powiedział bhakta.

"Może byśmy odwiedzili dziś po południu Teotihuacan w drodze powrotnej do Mexico City?" – powiedział kierowca. "Słyszałem, że ambasador Indii jest tam na specjalnej wizycie."

To był sygnał dla mnie. "No to w takim razie sądzę, że powinniśmy tam pojechać."

Nie było to najbardziej uzasadnione rozumowanie, ale w końcu – po 40 latach – jechałem do Teotihuacan. Kiedy przyjechaliśmy do Tulancingo, zrobiliśmy program w domu. W czasie bhajanu spostrzegłem dziewczynkę, około ośmioletnią, z dużą papugą na ramieniu. Byłem tak zaskoczony, że chwilowo straciłem rytm na mridandze.

Zamknąłem oczy, pochwyciłem znowu rytm i zacząłem intonować Hare Kryszna ze skupioną uwagą. To był słodki kirtan i goście entuzjastycznie odpowiadali. Mając ciągle zamknięte oczy, zacząłem intonować coraz głośniej. Nagle usłyszałem głośny skrzek i poczułem ostre pazury wbijające mi się w skórę głowy.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem zszokowaną widownię wpatrującą się na papugę na mojej głowie. Dziewczynka wyglądała na zmieszaną gdy biegła do mnie i zabierała ją. Starłem chusteczką kilka kropli krwi z czubka głowy i kontynuowałem kirtan.

Potem dziewczynka podeszła do mnie i przeprosiła.

"Dlaczego ona w ogóle wleciała na moją głowę?" – zapytałem ją.

Uśmiechnęła się. "Ona ma na imię Kryszna" – powiedziała – "a ty śpiewałeś jej imię z taką miłością, że nie mogła się przed tobą opanować!"

Wkrótce byliśmy w powrotnej drodze do Mexico City… i Teotihuacan.

"Wiesz coś o Teotihuacan?" – zapytał kierowca.

"No więc" – odpowiedziałem z nutką pewności siebie – "właściwie tak. Jako chłopiec dużo czytałem o cywilizacji Azteków i nawet próbowałem tu przyjechać. Interesowałem się azteckim czczeniem bóstw kontrolujących materialny świat. Ta ciekawość zanikła gdy wszedłem w kontakt ze świadomością Kryszny i znalazłem szczegółowe opisy tego, jak półbogowie zarządzają wszechświatem pod kierunkiem Pana.

"Jednak moje zainteresowanie znowu pojawiło się, kiedy przeczytałem o tym, jak kultura wedyjska kwitła swego czasu na całym świecie. Pamiętam, że byłem na wykładzie Śrila Prabhupada w Nowym Jorku, 25 lipca 1971 roku. 'Bharatavarsa to nie tylko nazwa Indii' – powiedział Śrila Prabhupada – 'ale to nazwa tej planety. Dawniej, 5000 lat temu, cała planeta znana była jako Bharatavarsa. Kultura wedyjska istniała na całym świecie, nawet w Ameryce, [wraz] z różnymi rodzajami czczenia czy koncepcjami Boga.'"

"Widzisz" – kontynuowałem – "podobnie jak kultura wedyjska, kultura Azteków miała panteon bogów, jednakże oni nie wierzyli w Najwyższe Bóstwo. Główni bogowie Azteków byli bardzo podobni charakterem do wedyjskich półbogów, chociaż byli inaczej przedstawiani.

"Badania wykazują podobieństwa między aztecką a wedyjską kulturą w architekturze, obyczajach, motywach sztuki, pomiarach czasu, kalendarzach oraz wiedzy o astronomii. Aztekowie przywiązywali wagę do wschodnio-zachodniej wędrówki słońca – w ten sam sposób zbudowanych jest większość wedyjskich świątyń – przodem do wschodzącego słońca.

"Jedną główną różnicą między azteckim a wedyjskim czczeniem jest to, że nie istniał wedyjski zwyczaj składania ofiar z ludzi. Aztekowie odeszli od prawdziwego wedyjskiego stylu życia."

Uśmiechnąłem się. "Przyjeżdżam tu, by zachwycić się dowodem na to, że kultura wedyjska istniała na całym świecie i z pewnością wywarła wpływ na Azteków."

Godzinę potem wjechaliśmy do Teotihuacan. Czułem podziw dla masywnych piramid słońca i księżyca. Piramida słońca jest trzecią największą piramidą na świecie. Kiedy szliśmy Aleją Zmarłych, szeroką drogą, która łączy dwie budowle, olśniewało mnie, że chociaż obecne miasto jest niczym w porównaniu do swej oryginalnej chwały, nadal robi na mnie wrażenie jako świadectwo wspaniałości cywilizacji azteckiej.

Przez około godzinę przechadzaliśmy się po ruinach, kiedy wielbiciel przerwał mój nastrój podziwu. "Wiesz" – powiedział do mnie – "oni poświęcali rocznie między 20 tyś. a 50 tyś. swoich własnych ludzi."

"Masz rację" – powiedziałem. "Chodźmy. Ta wizyta położyła w końcu kres dziecięcej ciekawości. Mamy szczęście, że wyznajemy oryginalną kulturę wedyjską."

Powróciwszy do świątyni dałem niedzielny wykład i z odnowionym entuzjazmem podkreślałem, że kiedy Śrila Prabhupada nauczał o kulturze wedyjskiej na całym świecie, wcale jej nie wprowadzał, tylko przywracał.

"Pozostałości kultury wedyjskiej można znaleźć na całym świecie" – zakończyłem. "Ale nie mogą się one równać z jej pełnym wymiarem. Pracujmy pod kierunkiem Śrila Prabhupada, by pomóc ludziom zrealizować jedną, oryginalną, duchową kulturę tej planety, wedyjską kulturę, czyli świadomość Kryszny."

*****************

"Z dawnej historii wynika, że na całej ziemi panowała niegdyś jedna kultura, kultura wedyjska, ale stopniowo, z powodu rozłamów religijnych i kulturowych, władza ta podzieliła się na wiele części. Teraz ziemia podzielona jest na wiele państw, religii i partii politycznych. Pomimo tych politycznych i religijnych podziałów, zalecamy, by wszyscy ponownie zjednoczyli się w jednej kulturze – świadomości Kryszny. Ludzie powinni zaakceptować jednego Boga, Krysznę; jedno pismo objawione, Bhagavad-gitę; jedno działanie, służbę oddania dla Pana. W ten sposób mogą żyć na tej ziemi szczęśliwie."
[Caitanya-caritamrta, Madhya-lila 25.193 znaczenie]



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Świat góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Wykształcenie jest przyjacielem w podróży, żóna jest przyjacielem w domu, lekarstwo w chorobie, za po śmierci zasługi religijne."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 5.15)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW