kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 26 kwietnia 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Konto w domenie vrinda.net.pl


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Mój Muzułmański Brat
Vrinda, 27.10.2006 18:48 — Indradyumna Swami
Aktualizacja 27.10.2006 19:02

Tom 7, Rozdział 4
16 Marzec, 2006

Każdego dnia przed ściągnięciem poczty, psychicznie przygotowuję się do sprostania sprawom dobrym, złym i nieprzyjemnym. Przy setkach uczniów i wielu innych wielbicielach regularnie ze mną korespondujących, prawa natury zmuszają mnie do widzenia całej gamy sytuacji zaistniałych na tym świecie.


16 marzec 2006 roku nie był wyjątkiem. Trzeba było nadać imiona dzieciom, złożyć kondolencje rodzinom dusz, które odeszły, pobłogosławić uczniów (a dwóch upomnieć), dać wskazówki nowożeńcom i prosić o powrót ucznia, który się oddalił.

Jedno imię na liście w mojej skrzynce pocztowej przykuło mój wzrok. Była to Jahnukanyaka dasi, wielbicielka z Sarajewa, w Bośni. Spotkałem ją wiele lat temu w czasie pierwszej wizyty w tym mieście. Ryzykowała życiem, by nauczać przez całą trzyletnią wojnę, która pochłonęła ponad 100 tyś. istnień na początku lat 90. Taki wielbiciel zasługuje na uwagę, zatem natychmiast otworzyłem jej e-mail.

Miałem nadzieję przeczytać o ostatnich sukcesach w rozprowadzaniu książek, jakie odnieśli sarajewscy wielbiciele, ale w zamian, z wielkim smutkiem dowiedziałem się o odejściu mego dobrego przyjaciela, doktora Abdulaha Nakasa.

Po raz pierwszy spotkałem dr. Nakasa w kwietniu 1996 w zakrwawionych korytarzach częściowo zniszczonego szpitala centralnego w Sarajewie zaledwie dwa dni po zakończeniu wojny. Nasza grupa harinamowa została tego dnia zaatakowana nożami przez muzułmańskich żołnierzy, i kilkoro naszych wielbicieli było poważnie rannych.

Po tym, jak zabrałem pozostałych bhaktów z powrotem do świątyni, pojechałem do szpitala, by sprawdzić co z rannymi. Kiedy dr Nakas usłyszał, że lider naszego ruchu jest obecny, wyszedł, żeby się ze mną spotkać. "Rany waszych ludzi są poważne" – powiedział – "ale nie krytyczne. Będą żyć."

Podnióśł w górę ręce. "Jestem żarliwym Muzułmaninem" – powiedział – "ale wstydzę się tego, co zrobili moi ludzie. Wojna skończyła się, a my przelewamy teraz w naszym mieście krew cudzoziemców. Proszę, wybacz nam."

Wyciągnął dłoń. "Jesteśmy braćmi" – powiedział w geście pokory, którego nigdy nie zapomnę.

Chwyciłem jego rękę, czerwoną od krwi wielbicieli i ciągle trzymającą skalpel. "Doktorze" – powiedziałem – "pan nie jest temu winien, ani nie jest winna pańska religia. To akt skrajnego elementu."

Ponownie zajął się rannymi wielbicielami.

Kiedy czekałem, niektórzy z żołnierzy, którzy nas zaatakowali, przyszli do szpitala dokończyć dzieła. Otoczyli mnie i splunęli mi w twarz. Dr Nakas usłyszał zamieszanie. Wybiegł z sali operacyjnej i krzyczał do żołnierzy, żeby wyszli. Chociaż nie miał broni, ustąpili i odeszli.

Jahnukanyaka powiedziała mi tamtego dnia, że wszyscy w Sarajewie szanują go z racji jego bezinteresownej służby w czasie wojny. Przez trzy lata operował niekończące się ofiary bez przerwy dzień w dzień, często przez całą noc. Wykonywał operacje w najgorszych warunkach, niejednokrotnie bez wody czy elektryczności i przy pomocy kilku medycznych przyrządów. W dwóch ostatnich latach wojny szpital nie dysponował środkami znieczulającymi. Prawie nie jadł i nie spał. Kilkakrotnie sam szpital był atakowany i poważnie zniszczony przez rakiety.

"Jak to możliwe?" – zapytałem ją. "Skąd czerpał tyle siły?"

Uśmiechnęła się. "W czasie wojny" – powiedziała – "kilkoro wielbicieli i ja odwiedzaliśmy regularnie szpital; przynosiliśmy prasadam i czasami robiliśmy programy dla pacjentów i ekipy medycznej. W tamtych dniach niebezpieczne było samo wychodzenie na zewnątrz, ponieważ armia serbska okrążyła miasto i wystrzeliwała rakiety jak popadło oraz zastrzeliwała codziennie obywateli."

"To tam w szpitalu spotkałam dr. Nakasa" – kontynuowała. "W jakiś sposób zdobył Bhagavad-gitę i zwykł czytać ją swym kolegom przed operacjami. Powiedział, że to pomogło mu zrozumieć nieśmiertelność duszy i dało mu siłę gdy patrzył jak ludzie umierają na jego oczach.

"Byłam zdumiona, że zagorzały Muzułmanin, który chodził codziennie do meczetu, nie tylko czytał Bhagavad-gitę, ale dzielił się nią z innymi. Kiedy w tamtym czasie robiłam sankirtan, większość muzułmańskich lekarzy, do których się zwracałam, kupowali Bhagavad-gitę, bowiem wiedzieli, że to lektura dr. Nakasa.

"To wszystko wyjaśnia" – powiedziałem.

Teraz, wiele lat potem, siedziałem przed komputerem, wspominając naszą rozmowę i czułem się do głębi poruszony tym porannym e-mailem. Odnalazłem numer telefonu Jahnukanyaki w Sarajewie i zadzwoniłem do niej.

"Otrzymałem twój e-mail o dr. Nakasie" – powiedziałem. "Przykro mi słyszeć o jego odejściu. Był niezwykłą osobą, zdolną zniwelować różnice, które często dzielą ludzi z powodu nacji, rasy i religii."

"Tutaj w Sarajewie" – powiedziała – "opłakiwany jest przez wszystkich – Muzułmanów, chrześcijan i Żydów."

"Czy pozostał z nami w kontakcie i utrzymywał zainteresowanie Bhagavad-gitą po wojnie?"

"Tak. Po wojnie pojechałam do Londynu a kiedy wróciłam do Sarajewa przyniosłam mu prasadam. Podczas naszej dyskusji zaoferował pomoc w znalezieniu budynku dla nowej świątyni w Sarajewie. Byłam zdumiona, gdyż wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Bośnia jest krajem głównie muzułmańskim.

"Podczas wojny rozwinęła się u mnie przepuklina od noszenia tak wielu książek i kiedy powiedziałam o tym dr. Nakasowi, zaoferował się zoperować mnie za darmo. Powiedział mi, że jestem jego siostrą duchową. Pielęgniarki mówiły mi, że kiedy wykonuje operację recytuje na pamięć wiele wersetów z Bhagavad-gity.

"W całej swej karierze nigdy nie wziął urlopu. Po wojnie kontynuował po prostu swoją służbę, operując każdego dnia. Ostatnio miał atak serca. Operowano go, ale zapadł w śpiączkę. Był pod intensywną opieką i wyłącznie zespół medyczny miał do niego wstęp. Zadzwoniłam do jego brata, dyrektora szpitala, i błagałam go, żeby pozwolił mi być przy boku swego brata.

"Ku memu zaskoczeniu pozwolił mi wejść, po tym, jak upewnił się, że mam na sobie odpowiednią maskę chirurgiczną i fartuch. Kiedy weszłam do pokoju dr. Nakasa było tam obecnych wielu lekarzy i wiele pielęgniarek. Był takim znanym, bardzo kochanym i szanowanym człowiekiem. Próbowali wszystkiego, żeby go uratować.

"Początkowo byłam zszokowana widząc te wszystkie rurki i aparaty podtrzymujące go przy życiu. Pomimo faktu, że większość zespołu medycznego była Muzułmanami, zaczęłam głośno czytać z jego ulubionego rozdziału Bhagavad-gity, rozdziału 9. Wszyscy lekarze i pielęgniarki spuścili z szacunkiem głowy i milczeli, gdy czytałam cały rozdział.

"Kilka dni później skontaktowali się ze mną i poprosili, żebym przyszła na drugą wizytę. Postrzegałam to jako szczególną aranżację Kryszny dla dr. Nakasa. W czasie tej wizyty śpiewałam modlitwy Damodar-astakam i mantrę Hare Kryszna, oraz czytałam siódmy rozdział Bhagavad-gity. Ponownie cały zespół słuchał z szacunkiem. Wiedzieli, że tego chciałby dr Nakas.

"Dwa dni później zmarł. Poszłam na jego pogrzeb z kilkoma bhaktami. Uczestniczyło w nim ponad 10 tyś. osób. Był narodowym bohaterem. Mieszkańcy Sarajewa kochali go tak bardzo. Został pochowany według muzułmańskiej tradycji. Ale pomyśl tylko – byliśmy tam ubrani w nasze tradycyjne szaty Vaisnava. Nikt się nie skarżył. Wszyscy wiedzieli, jak bardzo nas kochał, a my jego."

Kiedy mówiła, nie mogłem powstrzymać łez, i nie napływały one tylko z powodu faktu, że dr Nakas miał tak wiele uznania dla nieśmiertelnej mądrości Bhagavad-gity i że pomagał wielbicielom na koniec wojny i po wojnie, ale również z powodu moich własnych z nim zetknięć. Ciągle widziałem go jak przeprasza za zło, jakie wyrządzili nam jego muzułmańscy bracia i jak krzyczał na żołnierzy, którzy przyszli, by mnie zabić. Były to jedne z najbardziej intensywnych momentów, jakie kiedykolwiek doświadczyłem, i odegrał on istotną rolę w ocaleniu mojego życia jak i naszych rannych wielbicieli.

Kiedy skończyłem rozmowę telefoniczną z Jahnukanyaką podszedłem do moich Bóstw, złożyłem pokłon i modliłem się, aby Pan uznał służbę oddania, którą dr Nakas pełnił jako żarliwy Muzułmanin i jako wyznawca świętej mądrości Bhagavad-gity. Świat może się wiele nauczyć od dr. Nakasa: jak żyć razem w pokoju, szanując i doceniając inne kultury i religie.

*****************

"W Indiach, nawet w wioskach wewnątrz kraju, wszystkie społeczności hinduskie i muzułmańskie zwykły żyć razem spokojnie, ustanawiając między sobą związek. Młodzi ludzie zwali starszych członków wioski caca albo kaka, 'wujek', a mężczyźni w tym samym wieku nazywali siebie nawzajem dada, 'bratem'. Związek ten był bardzo przyjazny. Muzułmanie zwykli zapraszać do swych domów Hindusów, a Hindusi – Muzułman. Zarówno Hindusi, jak i Muzułmanie przyjmowali zaproszenia do swych domów na różne ceremonie. Nawet przed pięćdziesięcioma czy sześćdziesięcioma laty relacja pomiędzy Hindusami i Muzułmanami była bardzo przyjazna i nie było między nimi zakłóceń. W historii Indii nie znajdujemy żadnych zamieszek hindusko-muzułmańskich, nawet w czasach gdy krajem władali Muzułmanie. Konflikt pomiędzy Hindusami a Muzułmanami został stworzony przez skażonych polityków, szczególnie władców cudzoziemskich, i stopniowo sytuacja tak się pogorszyła, że Indie podzieliły się na Hindustan i Pakistan. Na szczęście lekarstwo, które może zjednoczyć nie tylko Hindusów i Muzułmanów, ale wszystkie społeczności i nacje, może być nadal wprowadzone w życie przez ruch Hare Kryszna w oparciu o mocną podstawową plarformę miłości do Boga."

[Caitanya-caritamrta, Adi-lila 17.149, znaczenie]



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Świat góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Woda leczy niestrawność, wzmacnia, gdy pokarm został strawiony, jest jak nektar w czasie posiłku i jak trucizna po jedzeniu."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 8.7)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW