kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    czwartek, 25 kwietnia 2019 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Projekty stron WWW


PAMIĘTNIKI
Wyprawa do Indii - Część 1
Vrindavan, 07.07.2004 10:31 — Radhakanta das
Aktualizacja 15.01.2005 16:30

Yamuna-ghat we Vrindavan

fot. Radhakanta das



Część 1 – Pamiętniki
Część 2 – Maraton Śrila Prabhupada '96

Pierwszy wyjazd

Pierwszy raz do Indii wyjechałem z Garga Risim Prabhu w roku 1996, byliśmy jeszcze młodymi chłopakami – ja miałem 23 lata, Garga dopiero co ukończył liceum. Był październik, pojechałem do Wrocławia, do domu Gargi, bo stamtąd mieliśmy autokar do Londynu. Tam, w świątyni na Soho Street mieliśmy przeczekać ok. 3 dni, aby następnie wsiąść do samolotu do Bombaju. Powrót miał odbyć się w podobny sposób a cała operacja miała na celu zaoszczędzenie 400 zł (na tamte dni dużo), nawet wliczając zakup biletów autokarowych Wrocław – Londyn, w dwie strony. Pod warunkiem oczywiście, że nie pokusimy się na ekskluzywne linie lotnicze. W grę wchodziły jednak tanie linie min. Turkmenistanu…


Ciotka dała 500 zł na drogę, niezły prezent – wiem, że Nitai Pada-kamala przeżył rok wcześniej za tą sumę prawie rok w Indiach.

Napisałem w domu Gargi wieczorem przed wyjazdem wiersz:

"Armia mnichów"

Chorągiew na wietrze łopoce
Szable lśnią w blasku słońca
Widać już mnichów kapoce
U stóp ich rzeka krwi rwąca
Nie odstrasza ich upał, węże, moskity
Wszak należą do wybranej przez Boga elity
Wsławieni w bitwach okrucieństwem i męstwem
Każdą walkę dla Kryszny kończą zwycięstwem

No i jak? Sam się dziwię, ale taki był zapał właśnie, bez tego nie dalibyśmy rady.

Z pamiętnika: "07.10.96. Wyjazd z Wrocławia, godz. 21:00.

Pogoda jesienna tzn. ponura i przygnębiająca. Nadmierna wesołość spowodowana emocjami. Pożegnanie z mamą – trochę smutne. Sprzęt – dhoti, kurta, coś karmickiego, książki (śastra + angielski), 2 aparaty foto, nunchaku, śpiwór – brak maty do spania"

Kiedy na wjeździe do Anglii celnik zapytał jakimi liniami chcemy lecieć do Indii i usłyszał, że Turkmenistan, chwycił się za głowę mówiąc "Turkmenistan, o mój Boże!" – Nie było to zachęcające…

Udało się jednak kupić bilety na linie Kuwejtu – klasa nawet niezła. Dobre też było wegetariańskie jedzenie na życzenie. No i ekrany w każdym siedzeniu… Prawie czułem się szejkiem, ha, ha!

Ale najpierw musieliśmy za darmowy pobyt w świątyni trochę posłużyć Najwyższemu. Oczywiście sprzątanko tu i tam, min. w restauracji bhaktowskiej myliśmy lodówki.

Z pamiętnika: "09.10.96 Soho Str. Londyn.

Spędziliśmy noc w świątyni Radha-London-Iśvara i spędzimy jeszcze jedną, poczym lecimy do Bombaju. Dziś byliśmy na kilkuosobowym, harinamie co bardzo dobrze na mnie wpłynęło. Pierwsza "poważna" służba dla Kryszny. Zachwycony jestem też pięknem świątyni. Za chwilę golę się do czaszki. Chwała mnichom!"

Dobrze, czas na Indie.

Nie znam angielskiego, przerobiłem zaledwie 30 lekcji z podręcznika dla początkujących, początkujących wyd. w 1950. Znam niemiecki, ale co to, komu daje teraz? Cała nadzieja, na początku w Gardze, potem się nauczę, mam materiały, no i kontakty 'załatwią' resztę. Lądujemy w Bombaju. Gorąco! Jakaś taksówka i jesteśmy w ISKCON-owej świątyni.

Z pamiętnika: "11.10.96. Świątynia w Bombaju

Spotkaliśmy Nitaya! O łaska Pana. Dokonaliśmy akcji pt. 'Wielki Arbuz'- Ważył 8 klio! Poza tym ciepło, parno. Brak komarów, bo już po sezonie. I w ogóle przyjemnie się czuję. Piękna, bogata świątynia Kryszny"

"13.10.96. Kolejny, przyjemny dzień w bombajskiej świątyni – Śri Śri Radha-Rasabihari. Dziś zjedliśmy pyszne śniadanie na dachu aśramowego budynku. Owoce, jogurt, zagęszczone, słodkie mleko. Było bardzo wesoło (było nas trzech – Garga Risi, Nitai i ja), nad nami krążyły orły, słońce grzało w czaszki i latały także kolorowe ważki. Jutro może uda mi się załapać na pociąg do Vrindavan (1300 km) aby spotkać się z Dhanurdharem P. Razem mamy jechać do Surat, do Gujarat by w tym rejonie rozpocząć dystrybucję książek. Na razie odnoszę wrażenie, że pieniądze uciekają jak woda."

Tak, plan był taki, że mieliśmy się rozdzielić, nie ma nic bardziej budującego na obcym terenie jak wiadomość, że jedziesz sam w głąb obcego kraju. Plan był taki by spotkać się we Vrindavan z Dhanurdharem, razem odnaleźć Jugosłowian (Chorwatów) i z nimi jeździć na nauczanie. Garga miał jechać do południowych Indii, odwiedzić ISKCON-ową placówkę w Mangalore (stan Karnataka, nie mylić z Bangalore), niedaleko Udupi – stolicy sampradai Madhvacarii no i tam zaangażować się w służbę oddania. A więc Nitai następnego dnia wsadził mnie do pociągu i tak dzięki łasce Kryszny, (już nie pamiętam ile trwała podróż), chyba po 2 dniach dojechałem do Matury. Stamtąd jechałem rikszą motorową a potem rowerową do Vrindavan. Tam szczęśliwie spotkałem Dhanurdhara i Rati-priyę Prabhus. Obaj zakończyli edukację w szkole Atma-tattvy P. w płd. Indiach: Rati miał po jesiennym festiwalu wracać do Polski a Dhanurdarji walczyć dalej na sankirtanie.

Z pamiętnika: "Jestem w tym świętym miejscu od kilku dni, mile zaskoczony przyjemną atmosferą tego miejsca. Krowy, świnie, małpy, psy i wszystkie zwierzaki wydają się być sympatyczne. Ludzie żyją prosto, zgodnie z naturą. Kąpaliśmy się z Ratom i Dhanurdharem w Jamunie co było miłą rozrywką. Na łąkach przy Jamunie było przyjemnie i przyjemny był widok pasących się krów. We trzech odwiedziliśmy już świątynie Radha-Damodara, Radha-Govinda i Radhakanta oraz okrążyliśmy świątynię Rangami należącą do Śri Sampradai, do której jako biali nie mogliśmy wejść. Mieszkamy w pokoju we trzech. We trzech w połączeniu z Kryszna-mohanem i Gatidą zjedliśmy ostatnio wielki talerz maha-prasadam od Śri Śri Radha-Śyamasundara z naszej świątyni Kryszna-Balarama. Jest b. przyjemnie, choć jestem trochę przeziębiony i osłabiony.

"24.10.96. Vrindavana. Odwiedzam nadal święte miejsca, uczę się angielskiego i powoli wracam do sił gdyż byłem ostatnio przeziębiony i osłabiony. Odwiedziłem min. świątynię Radha-Ramana i piłem wodę ze studni Sanathany Goswamiego. Wcześniej byliśmy na parikramie wokół Wzgórza Govardhana [… ] Parę razy ćwiczyłem pałkami"

Te pałki to nunchaku – wiecie, dwa krótkie kije połączone sznurkiem lub łańcuszkiem, podoba mi się ta broń, więc na wszelki wypadek w obcym terenie...

26.10.96. Vrindavana. Parikram do Nanda-gram, Vrinda-kund i pałacu Radharani po jej wyjściu z Abhimanyu. Piękna wyprawa, swojski nastrój, wesoły Gatida, fajny Siva-nanda i towarzysz broni Dhanurdhara – ratujący mnie w tłumaczeniu z angielskiego rozrywek Kryszny. Mistycznego Kryszna-mohana też lubię.

Podobają mi się chaty okrągłe na polach, zbudowane z wysokich chyba na 3,5 m traw albo gałęzi Nanda-gram nawet dziś się pięknie z daleka prezentuje. Przyjemnie zadziałała kąpiel we Vrinda-kund.

Wieczorem trening z pałkami ukazał pewne postępy. Hare Kryszna!"

29.10.96. Vrindavan. Wczoraj poszliśmy z Gatidą Prabhu na krótki, popołudniowo-wieczorny parikram do Śri Radha-Madan-Mohan, Kaliya ghat, samadhi i studni Sanathany Goswamiego i do Radha-Bankabihari Mandir. Bardzo przyjemna wieczorna atmosfera. Miejscowi Vaisnavowie zgromadzeni z innych świątyń byli przed Bóstwami podczas wieczornego wykładu na świeżym powietrzu. Tak jest chyba zawsze."

30.10.96. Vrindavana. Dziś dwuosobowy parikram wokół miasteczka Vrindavan. Widzieliśmy z Dhanurdharem, nad Yamuną, kamienne ghaty połączone z budynkami mieszkalnymi. Wspaniałe budowle. Posmak starych czasów. Potem obeszliśmy większą część miasta idąc wzdłuż Yamuny i podziwiając krajobraz: słomiane chaty, wysokie trawy między drzewam, stada krów, bawołów i śmieszne kozy. Przyjemna, trochę męcząca wycieczka

Nie mam siły by pójść na Gaura-arati ale nie mogę też czytać bo nie ma dziś prądu. Piszę podświetlając papier latarką. Chyba trzeba będzie coś poćwiczyć pałkami, choć piekielnie mi się nie chce.

31.10. 96. Vrindavana. Dzień przeciętny, nauka języka, bhajan Aindry, w który nie mogłem 'się wczuć'. Po raz pierwszy prawidłowo zjadłem, dzięki czemu dobrze się wyspałem i wstałem rześki na arati po którym udaliśmy się na wspaniały parikram..

Te dni były wspaniałe, życie niesamowite. Na parikramie gasisz pragnienie świeżo wyciśniętym sokiem z trzciny cukrowej. Innym razem idziesz do sklepu, siadasz z jogurtem czy lassi przy stoliku, wypijasz a tu podchodzi krowa i wylizuje do reszty twój gliniany kubek, który wyrzucasz a deszcz go potem rozpuszcza, no i wszystko rozgrywa się naturalnie. Niestety plastik już zdobył teren. Dawniej nie było koszy na śmieci, bo można było gliniane kubki czy liściaste talerze wyrzucać na ziemię i ekologicznie było wszystko OK., a teraz, nieprzyzwyczajeni do koszy na śmieci i z powodu ich braku wszyscy wyrzucają wszystko gdzie popadnie no i Indie robią się wielkim śmietniskiem.

Tak oto przygotowałem się duchowo i klimatycznie do wędrownego nauczania w Indiach. Ciągle spacerowaliśmy po Vrindavan zanim Rati nie wyjechał do Polski Czekaliśmy już na spotkanie z Chorwatami. Nie wiedziałem jacy będą nasi towarzysze broni z Bałkanów i jak to wszystko zniosę ale byłem pełen zapału i nic nas – mnie i Dhanurdhara – na razie 'nie ruszało'. Cdn.

Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Indie góra


ONLY INDIA is GREAT [1]
Gatida das (24.12.2004, godz. 21:34)

cudownie [0]
mayflower (27.07.2004, godz. 14:26)

Dzięki [0]
PatrykOm (18.07.2004, godz. 09:30)

zmiencie autora [1]
rasa (11.07.2004, godz. 13:53)

Niezla robota [1]
dhanurdhara (10.07.2004, godz. 15:15)




Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Unikaj osoby, która mówi przyjemnie przy tobie, lecz próbuje cię zniszczyć za plecami, gdyż jest ona jak dzban trucizny z mlekiem na wierzchu."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 2.5)
Więcej

Fotoreportaż
review
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2019 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW