kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 28 czerwca 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Projekty stron WWW


MARATON ŚRILA PRABHUPADA '96
Wyprawa do Indii - Część 2
Gujarat, 15.01.2005 16:30 — Radhakanta das

Autor z krową w Barodzie

fot. Radhakanta das



Część 1 – Pamiętniki
Część 2 – Maraton Śrila Prabhupada '96

Nauczanie w stanie Gujarat

Z nauczającymi bhaktami z Chorwacji, z którymi mieliśmy jechać na maraton Prabhupada do stanu Gujarat, spotkaliśmy się w drugiej połowie listopada 96'. Do tego czasu, jak już pisałem korzystaliśmy z duchowej atmosfery Vrindavan.

Z pamiętnika: 02.11. Vrindavan
"Dziś wyprałem i wyprasowałem pierwszą część pokrowców na ubrania Bóstw Kryszna-Balarama [...] Wieczorem udajemy się nad Radha-kunda gdyż jest święto pojawienia się tego Świętego Jeziora. O północy kąpiel!


Ooo! Niestety nici z nocnej wyprawy. Moi towarzysze zadziałali w transcendentalny sposób i nie poczekali na mnie, zostawiając mnie samego pośród tłumu oczekujących na wyjazd bhaktów, jeżdżących i trąbiących samochodów i moto-riksz. Odechciało mi się wszystkiego. Dobranoc".

08.11. Vrindavan.
"Popołudniowo-wieczorne wypady do ciekawych punktów Vrindavan. Prawie codziennie coś ciekawego zwiedzam. Wąskie uliczki, światła sklepików, wieczorne harinamy i bhajany miejscowych vaisnavów, dźwięki i głosy ze świątyń – to wszystko tworzy niesamowity klimat. Pobyt tutaj jest po prostu ekstatyczny".

16.11. Delhi
"Ratha-yatra (festiwal wozów), ciekawa impreza. 2 słonie (zdj.1-2), klika wozów, największy ten z Jaganathem. Kilku hindusów z kamerami filmowało imprezę. Na pewno coś szło do TV ponieważ pewien indyjski maharaj gdy nas zobaczył kazał nam wejść do środka tłumu abyśmy byli widoczni dla filmujących."

18.11. Wyjazd do Surat – Gujarat.
No i stało się. Jak to moi dawni przyjaciele z Poznania – Maha-vidya, Krysna-mala, Jambula – zwykli mówić: "Panowie oficerowie, a więc wojna!". Spotkałem chorwackich bhaktów z Gokula-candrą na czele. Jeden z nich mój brat duchowy, zna doskonale język hindi, imię jego to Samudrasena P. zawsze noszący okulary przeciwsłoneczne, nawet wtedy gdy się kąpał w rzece. Kiedy rozmawiali ze sobą początkowo nie wiedziałem czy się będą zaraz bili czy to po prostu normalna konwersacja przedstawicieli ludów bałkańskich.

Z Dhanurdharem poszliśmy zobaczyć ciężarówkę sankirtanową. Japońska toyota (zdj. 3 i 3a) na potrzeby indyjskich nierówności terenu, w środku skrzynie na książki, na których można było siedzieć lub leżeć, oraz kuchnia".

Z pamiętnika: 18.11. "Maha busem po Bhakti Vikasi Swamim ruszamy przez Rajastan do Gujarat na maraton. Jedziemy w 7 osób ale miejsca jest dość. Tego samego dnia bierzemy darsan w Jaipur oryginalnych Bóstw z Vrindavan: Radha-Govinda i Radha-Damodara po czym przez następne 2 dni "ciągniemy" do celu"

Raz zatrzymaliśmy się aby ugotować prasadam. Stanęliśmy na polu w pobliżu kilku palm (nie liczcie na piękne egzotyczne widoczki w płn. Indiach – spalona ziemia, kurz, asfalt, druty telefoniczne – te palmy na zdjęciu nr 4 to fart) i Samudrasena zaczął pichcić. Zebrało się kilka osób z wioski aby się nam przypatrzeć. Usiedli z nami na ziemi, Samudrasena ofiarował jedzenie Krysznie po czym rozdał wszystkim na wielkich liściach służących za talerze. Żaden tubylec, pomimo tego że zaczęliśmy konsumpcję nie odważył się jeść dopóki Samudra nie krzyknął coś w hindi – wtedy zaczęli szczęśliwie pałaszować z liści boską strawę. Co za posłuszeństwo wobec białych mnichów...

"Nocleg z poniedziałku na wtorek w Ahmedabad (stolica Gujarat – tam gdzie było 2 lata później znane na z dziennika TV potężne trzęsienie ziemi). Śniadanie zjedliśmy w Bhalab vidya-nagar w małej ISKCON-owej świątyni. Następnie kąpiel w Narmadzie i we wtorek 20.11. 96. jesteśmy w Surat".

Jeśli nazwa miasta Surat nic Wam nie mówi to się nie dziwię gdyż mi tez nie mówiła. Jednak, uwaga, Warszawa w porównaniu do urat to wioska – Surat ma 4 mln. mieszkańców z czego 25 % to muzułmanie. Takich licznych miast jest w Indiach dużo, choć ludzie z Zachodu myślą, że z dużych miast istnieje tylko Delhi, Kalkuta i Bombaj a poza tym dżungla, jogini, słonie i tygrysy. Ha!, błędny pogląd. Spotkaj tygrysa na wolności to dam Ci medal. Dzika przyroda istnieje w zasadzie tylko w parkach narodowych. A Surat? Osiedla bloków, wieżowce, biura, sklepy nowoczesne i tradycyjne, targowiska, kina, wypożyczalnie video, prostytucja no i jak wszędzie w Indiach wkomponowane w to wszystko riksze, biedacy i żebracy. Hindusi w jeansach i adidasach a na Vaisnavę w tradycyjnym stroju patrzą jak na zdjęcie swojego dziadka z dawnych czasów, kiedy jeszcze życie religijne było ważniejsze od amerykanizacji. Dotyczy to większości mieszkańców miast. Na wioskach jest inaczej, ale o tym innym razem.

W mieście tym mamy ISKON-ową świątynię wraz z guesthausem (zdj. 5 – trening z nunchaku), dość luksusowym, wybudowanym za pieniądze sympatyzujących z ruchem sponsorów. W budynku tym mieszkaliśmy przez okres rozprowadzania książek w czasie maratonu. Ale przed maratonem żyliśmy jak pączki w maśle...

Z pamiętnika: 21.11.96 Surat. "Luksusowy guesthouse. Żyjemy w marmurach. mamy pokoje dwuosobowe. Winda! Prysznic w pokoju. Po zakończeniu robót będzie tu w przyszłości niezły ruch i dużo bhaktów. 2 dni wypoczynku.

25.11. Zostaliśmy zostawieni w świątynnej bazie i czekamy na przyjazd szefostwa. Instrukcja – czekać, więc czekamy: czytamy, jemy i śpimy lecz na poranne arati schodzimy regularnie. Przyjemnie mantruje się na dachu. Dziś akcja 'kokos'. (Chodziło o przyciągnięcie do dachu palmy z kokosami byśmy mogli je zerwać).

27.11. "Pierwszy dzień nauczania naszej sankirtan bus-party. Harinam na dworcu, a w międzyczasie (10-15 min) dystrybucja książek. Niestety nic nie sprzedałem. Po obiedzie na wieżowce. Razem z Kananem (Vaisnava indyjski z płd. Indii z rodziny bramińskiej Śri Vaisnavów) sprzedawaliśmy potem w kiepskim terenie, na osiedlu domków jednorodzinnych (nowocześni hindusi) – sprzedaliśmy, ha!, aż 2 Bhagavad-gity. Ale było ciekawie. Po sprzedaży poszedłem z Kananem gdzieś zadzwonić i nasza grupa bezwzględnych 'Jugoli' odjechała na naszych oczach – nie tolerowali spóźnialskich. Ale Kanan namówił jednego motocyklistę żeby nas wziął i we trzech na jednym motorze dogoniliśmy naszą ciężarówkę.

Dotkliwie odczuwam słabą znajomość angielskiego. Hari bol!"

28.11.-01.12. "Ciąg dalszy dystrybucji książek. Służba ciekawa, satysfakcjonująca choć niełatwa w obcym i obcojęzycznym terenie. Niedawno rozprowadzałem w muzułmańskiej części miasta. Niezły czad, było tylko kilku hindusów. Reszta to wierni Allaha. No ale udało się rozprowadzić kilka BG" (BG – Bhagavad-gita)

Uwaga Czytelnicy: Przyjęliśmy jako Polacy, że słowo Hindus oznacza mieszkańca Indii ale tak naprawdę angielskie słowo określające obywatela tego kraju to INDIAN a nie HINDU. Słowo hindu, które przemieniliśmy na hindus oznacza dla mieszkańca Indii rodzaj wyznania. W Indiach, ktoś kto jest hindu jest po prostu wyznawcą hinduizmu. Nie można powiedzieć indyjskiemu muzułmaninowi, że jest hindu bo się w najlepszym razie obrazi. Chyba, że lubisz bawić się w sztuki walki... A więc mamy mieszkańców Indii – po angielsku Indians, którzy dzielą się stosownie do praktykowanej religii na hindu (wyznawcy hinduizmu), muslims (muzułmanie), christians (chrześcijanie) itd. Waisznawowie czy spolszczając 'wisznuici' (wyznawcy wisznuizmu) klasyfikowani są w Indiach jako hindu-vaisnava czyli osoby, które w obrębie hinduizmu praktykują kult Boga w nurcie Vaisnava. Pozostałe główne nurty czy kategorie hinduizmu to sziwaizm i siaktizm. I na pewno nie ma się, co silić na tłumaczenie komukolwiek z hindusów (nie będziemy tu używać słowa 'indian' jak sugerowałem bo przyzwyczailiśmy się określać tym mianem Siuksów czy Apaczów), że waiszawizm jako jedna z form pierwotnego w stosunku do hinduizmu, wedyzmu czy też przejawienie starodawnej kultury varnaśrama jest odmiennym kultem niż hinduizm. Oni tego nie zrozumieją gdyż nie wnikają w to tak głęboko. Obecnie w Indiach, jeśli podążasz za jakimkolwiek pismem wedyjskim jesteś "hindu" a jeśli mówisz, że nie jesteś to niestety jesteś poza Wedami i wymyśl teraz kim chcesz być – chrześcijaninem, islamistą czy buddystą, a może dżinistą itd. A więc pozwól na siebie mówić 'hindu-Vaisnav' i nie marnuj czasu bo życie ucieka.

Ale do rzeczy: "Pierwszy dzień maratonu. Jedliśmy lody i nie zdążyliśmy zejść do naszego busa i bhaktowie odjechali bez nas. Jednym słowem 'wyrolowaliśmy' Chorwatów. Potem był harinam i odwiedziny u life-member'a (sympatyk-sponsor ISKCON-u, czasem praktykujący bhakti-jogę). Akcja ciekawa – zakończona sprzedażą 120 BG. Walczymy trój-osobowym polskim oddziałem (tylko z jednym działem!, Dhanurdhara, Garga + ja)".

03.12. Surat. "Wcinamy bona-fide lody i jesteśmy szczęśliwi (zdj.6.)

05-07.12. Ahmedabad. "Kolejny dzień maratonu nastał. Czuję się szczęśliwy, że wreszcie robię coś dla misji. Sprzedałem na razie 47 BG i jestem trochę dumny, ha, ha! Miałem 2 lub 3 rozmowy, podczas których mogłem już nauczać łamaną angielszczyzną. To dostarczyło wielkiej radości. Ludzie ci kupili książki.

Towarzysze w grupie są pierwszej klasy. Wydaje się, że przetrwanie nie będzie zbyt trudne. W nocy jest zimno – Devananda (bhakta z Chorwacji) przykrywa mnie co wieczór chadarem gdy usypiam. (To są wspaniali słudzy Pana).

08.12. Cd. maratonu Śrila Prabhupada. Byliśmy w Ghandinaghar na biurach i sklepach. Było b. ekstatycznie. Sprzedałem 25 BG. Reszta bhaktów podobnie. Kolejne miłe konwersacje (krótkie – dlaczego nie znam dobrze angielskiego?!!!) zakończone kupnem książek. potem inspirująca rozmowa z Devanandą o różnych rzeczach, głównie o sampradayach. Po sankirtanie jak co dzień owoce. To jest to.

25.12. Baroda. – (Tu jest dość duża – choć mniejsza od tej w Ahmedabad – baza ISKCONu prowadzona przez ucznie Prabhupada – białego Amerykanina, który ożenił się z hinduską)

"Walczymy w mieście z trudnym przeciwnikiem, ale czasem zdobywamy teren. Parę dni temu była w mieście impreza pt. Kryszna-katha – prowadzona przez jakiś ruch religijny, którego członkowie śpiewali głównie Hari Om a główny gość prowadzący wykłady nazywał się chyba Asram-vapu czy jakoś tam. Mówca ten był impersonalistą i przez 5 dni dawał wykłady, słuchały go setki ludzi. Mieliśmy tam swoje stoisko, w środku imprezy. Potem nas wyrzucili na zewnątrz bo sprzedawałem BG wśród tłumu na terenie tych Hari-Omowców (8 BG w godzinę ha, ha) którzy mieli swoje publikacje dotyczące ich zrozumienia filozofii. Ale na zewnątrz też trochę sprzedaliśmy książek. Kilkadziesiąt dziennie. Lecz nie tyle, co się spodziewaliśmy.

27.12. cd. maratonu.

"Bardzo trudny dzień dystrybucji, trudny teren, trudni ludzie, złość w umyśle, jakieś kłótnie, nieuprzejme zachowania z mojej strony. Wstyd mi."

To wszystko Drodzy Czytelnicy, co udało mi się opisać i przepisać z pamiętnika, aby zdążyć i zaprezentować na portalu Vrindy, jeszcze w czasie trwania bieżącego grudniowego maratonu. Ciąg dalszy maratonowych (i nie tylko) przygód w następnym odcinku. Tych, którzy teraz jeszcze są w stanie nauczać, szczególnie w tym maratonie Prabhupada pozdrawiam gorąco. Padam do Waszych stóp. Hare Kryszna!!!

Wasz sługa,
Radhakanta das
(ten z ISKCON-ową krową z Barody)

Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Indie góra


nektarynka [0]
naturalbeat (09.03.2005, godz. 12:15)




Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Długość życia, rodzaj pracy, bogactwo, wykształcenie i czas śmierci, to pięć rzeczy, które były określone gdy byłeś w łonie matki."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 4.1)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW