kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    piątek, 24 marca 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


ŚWIĄTYNIA PANA JAGANNATHA W PURI
Zmiany w zasadach wstępu
Jagannath Puri, Orisa, 06.03.2006 19:52 — Parama Karuna das
Aktualizacja 06.03.2006 20:13

Indie, 30 listopada – "Tak więc ci europejscy i amerykańscy Vaisnavowie tęsknią za Panem Jagannathem, jagannatha swami nayana pathagami bhava tu me. Obecnie, dzięki waszej interwencji może będą mogli ujrzeć Pana Jagannatha." (Śrila Prabhupada zwraca się do duchownych w Puri, 26 stycznia 1977)

Drodzy wielbicie, Hare Kryszna. Przekazuję wam ważne oznajmienie rady świątyni Pana Jagannatha w Puri (Orisa) dotyczące bliskiego zniesienia ograniczeń wstępu dotyczących Vaisnavów spoza Indii.

Oznajmienie to pojawia się po latach naszych wysiłków, których kulminacją jest gorąca debata internetowa jaka zorganizowaliśmy z udziałem różnych odłamów hinduizmu, której przykładowy fragment zamieszczam poniżej.

Przekażcie proszę te wieści innym bhaktom. Pomocnym byłoby, gdyby jak najwięcej wielbicieli mogło przybyć do Jagannatha Puri w grudniu 2005 lub/i w styczniu 2006, aby wesprzeć wiatry pomyślnych zmian.

Wasz sługa
Parama Karuna D
Przetrwanie Hinduizmu w Indiach
Źródło: IndianCivilization, Thinkersmeet,

Drodzy przyjaciele, namaskar i Hari Om!

W związku z debatami dotyczącymi świątyń hinduistycznych w Indiach, chciałbym zaproponować poniżej kilka kwestii do rozważenia.

Pierwszym i najważniejszym punktem jest wyjaśnienie błędnych koncepcji niektórych ludzi odnośnie tego, kto i dlaczego zabrania wstępu do świątyń hinduistom spoza Indii. Te niedoinformowane osoby nie wiedzą bowiem, że świątynie zabraniające nie-indyjskim hinduistom wstępu to te świątynie, które kontrolowane są przez świecki (tzn. anty-hinduistyczny) rząd Indii, a nie świątynie niezależnie zarządzane przez lokalne Komitety Hindusów.

Co najważniejsze, to rząd indyjski (w osobach pozbawionych duchowych kwalifikacji policjantów) decyduje, kto jest hinduistą, a kto nim nie jest, opierając się na złych i szkodliwych wytycznych, które poważnie szkodzą Sanatana Dharmie oraz zagrażają istnieniu Hinduizmu w Indiach.

Uważam wiec, że te dwie kwestie: 1. uwolnienie świątyń spod kontroli świeckiego rządu Indii oraz 2. akceptowanie hinduistów spoza Indii, są ściśle ze sobą związane w pozytywnym i bardzo ważnym sensie.

W historii Indii istniały czasy, kiedy świątynie i Bóstwa musiały być chronione przed wrogimi najeźdźcami, przed ateistami lub po prostu przed żyjącymi w ignorancji, brudnymi i pozbawionymi kultury ludźmi. Taka ochrona może być w niektórych miejscach nadal potrzebna, jednak to, co robią policjanci przy wejściach do świątyń, jest od tego jak najdalsze. Omówię to szczegółowo w dalszej części.

Poza tym, powinniśmy zrozumieć, że nie ma żadnej potrzeby, aby rząd przejmował pełną kontrolę nad administracją świątyń i używał ich funduszy do innych celów, zanim zajmie się zapewnieniem podstawowego fizycznego zabezpieczenia przed agresywnymi atakami na świątynie, kapłanów i pielgrzymów. Policja indyjska ma ponoć obowiązek, aby takie bezpieczeństwo zapewnić wszystkim świątyniom (jak i innym miejscom w kraju), które samodzielnie nie są w stanie zatrudnić prywatnych agencji ochrony i kiedy istnieje realne zagrożenie bezpieczeństwa świątyni i pielgrzymów.

Jednak to, co ma miejsce, jest tego zupełną odwrotnością.

Sytuacja przed wieloma świątyniami hinduistycznymi wygląda tak, że stacjonujący przy bramach policjanci zaczepiają niewinnych i nieszkodliwych pielgrzymów, którzy chcą jedynie wejść do świątyni, aby praktykować swą religię i wesprzeć Bóstwa i świątynię swoimi dotacjami.

Zadajmy sobie pytanie: dlaczego tak się dzieje, co to oznacza i jakie skutki to odnosi?

Najważniejszą rzeczą jest właściwe odróżnienie wroga od przyjaciela. Bez tego głupio ryzykujemy kierowanie działań przeciwko osobom życzliwym i sprzymierzeńcom, zamiast eliminować lub hamować wrogów. Niebezpieczeństwo jakie grozi Hindusom i rządowi indyjskiemu polega na myleniu liny ratunkowej ze żmiją, a prawdziwej żmii z liną.

Problem zabraniania wstępu białym wyznawcom do świątyń w Indiach nie jest spowodowany sprzeciwami duchownych, pujarich czy generalnie społeczności hinduistycznej.

Przyczyną tego są bezbożni (dharma-nirapeksata) policjanci i bezbożny rząd, który ich stawia u wejść do świątyń z pałkami w rękach. Są oni gotowi, aby bezlitośnie bić każdego niewinnego pielgrzyma, który niewystarczająco wygląda na Hindusa, nawet jeśli pujari stoją w drzwiach i wyraźnie oraz gorąco zapraszają go/ją do środka, nawet jeśli stojący wokół pielgrzymi-Hindusi oraz miejscowi mieszkańcy są za tym, aby takich pielgrzymów zapraszać do świątyń.

W rzeczywistości, obecność bezbożnych policjantów u wejść do świątyń stanowi obrazę hinduizmu. Oni tam nie stoją, aby chronić obywateli i dbać o porządek, ale raczej po to, aby atakować nieszkodliwe osoby, które przychodzą tam, aby czcić Boga.

Policjanci z pałkami nie są wystarczającą ochroną przed możliwymi atakami terrorystów czy nawet agresywnych pomyleńców, ale są więcej niż wystarczającą siłą, aby rzucać groźby i bić niewinnych, pokornych i pobożnych pielgrzymów na oczach osłupionego tłumu.

Powstaje pytanie: na podstawie czego rząd indyjski odmawia nie-indyjskim Hinduistom prawa wstępu do hinduistycznych świątyń?

Nie jest to bowiem kwestia wiary.

Sam fakt, że dana osoba pragnie wejść do świątyni hinduistycznej, aby z szacunkiem i uczuciem czcić tam Boga pod postacią Bóstwa kwalifikują ją do miana religijnego hinduisty. Z jakiej innej przyczyny ktoś chciałby wejść do świątyni i z szacunkiem oraz zgodnie z tradycyjnym obrządkiem czcić Bóstwa? Gdybyśmy mieli to oceniać w oparciu o wiarę (która powinna stanowić definicję religijności), z całą pewnością biali hinduiści spoza Indii, którzy odbywają tak daleką podróż dla odbycia pielgrzymki do świętych miejsc i świątyń Bharaty (Indii), są o wiele bardziej hinduistyczni niż ci Hindusi, którzy nigdy nie czują potrzeby, aby odwiedzić świątynię we własnym mieście.

Jest praktycznie niemożliwe, aby stojący przy wejściu do świątyni policjant rozpoznał z wyglądu zewnętrznego, kto jest chrześcijaninem, kto muzułmaninem, kto hinduistą, a kto komunistą/ateistą. Jeśli ktoś jest prawdziwym hinduistą, to okaże się to dopiero po jego/jej zachowaniu wewnątrz świątyni, a nie przed drzwiami. Właściwym i sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby, gdyby strażnik lub policjant wzywany był w razie niewłaściwego zachowania jakiejś osoby przy bramie lub wewnątrz świątyni, jeśli ta osoba okazała brak właściwego szacunku lub zachowywała się agresywnie. W takich wypadkach, konieczne może się okazać fizyczne usunięcie winnego z terenu świątyni.

Jednak policjantów strzegących świątynie nie obchodzi religijność i właściwa etykieta osób wpuszczanych czy nie wpuszczanych do świątyń.

Znak "Nie wnosić przedmiotów ze skóry do świątyni" także jest nagminnie ignorowany, ponieważ wielu gości-"Hindusów" nosi paski czy torby ze skóry, a policjanci nie zadają sobie fatygi, aby im zwrócić uwagę lub nie wpuścić do świątyni. Większość osób wpuszczanych do świątyń nie jest nawet ubrana w tradycyjny indyjski sposób: rzadko trafi się mężczyzna w dhoti (wszyscy noszą spodnie i sportowe, wpuszczone na zachodnią modłę w spodnie koszule). Nie ma co w ogóle wspominać o hinduistycznych znakach tilaka (Vaisnava, Sivaite itd.) czy noszeniu mala (tulasi, rudraksza itd.). Z drugiej strony, wszyscy nie-indyjscy Hindusi (hinduiści), którzy pragną wejść do świątyni i nie są wpuszczani przez policjantów, są starannie ubrani w tradycyjny indyjski sposób i noszą mala i tilaka.

Tak więc, jak na ironię, policjanci wpuszczają do świątyń osoby, które wybierają nie deklarowanie swym wyglądem i oznakami, że są hinduistami, lecz jednocześnie nie wpuszczają do świątyni osób, które deklarują ich przynależność religijną swoim strojem i znakami na ciele.

Prawną definicją hinduisty jest "osoba mająca wiarę w religię wedyjską i praktykuje ją".

Ilu zatem mamy w Indiach hinduistów tam urodzonych? Nawet wiele rodzin indyjskich, które mogłyby wykazać się bardzo starą rodzinną tradycją wedyjską nie ma wiary religię wedyjską i nie przestrzega jej (poprzez wykonywanie samskar, studiowanie Wed, utrzymywanie domowej pujy i sevy oraz regularne odwiedzanie świątyń i tirth). Tak naprawdę, wiele z nich otwarcie wierzy i oznajmia, że wiedza wedyjska jest jedynie mitologią i folklorem. Następnie osoby te umieszczają swą wiarę i miłość w bardzo różnych miejscach (włącznie z "obcymi" rzeczami jak krykiet czy Zachodni model niezrównoważonego rozwoju).

Szczególnie interesującym faktem jest to, że policjanci nie zwracają żadnej uwagi na kwalifikacje religijne, czyli samskary czy inicjacje (diksa).

Kwalifikowanie poprzez samskary jest czymś, co RSS otwarcie docenia podczas działalności misjonarskiej wśród nawróconych na chrześcijaństwo plemiennych społeczności hinduskich. Spełnianie rytuałów homa i symbolicznego suddhi pozwala na powrót do hinduizmu tysiącom Hindusów nawróconych na chrześcijaństwo nawet drugiego pokolenia (lub bardziej odsuniętych).

Czy więc "świecki" rząd indyjski nie jest bardziej radykalny od "szafranowych ekstremistów" z RSS, kiedy decyduje, kto jest, a kto nie jest Hinduistą, lub co więcej, decydując, kto może STAĆ SIĘ hinduistą, a kto nie może?

Nie jest to także problem prawny.

Czy "strzegący prawa" policjant u bram świątyni zaakceptuje prawomocne oświadczenie sądowe oznajmiające, iż dana osoba deklaruje nawrócenie się na hinduizm i jest więc prawdziwym hinduistą? Nie sądzę.

Czy jest to więc problem kastowy? Już w latach 50. swobodny wstęp do wszystkich świątyń udzielony został wszelkim kastom i plemionom i nikt dziś nie kwestionuje prawa wstępu niskich kast lub osób plemiennych do świątyń, gdzie "Hinduistom wstęp jest wzbroniony".

Poza tym wszystkim, tak czy siak nikt u wejść do świątyń nie sprawdza kast Hindusów.

Co więcej, system kastowy w Orisie zawsze był bardzo ruchomy (wbrew propagandzie tych niedoinformowanych osób, którzy głoszą co innego). Dla zmiany kasty jakiejś osoby lub rodziny wystarczy, aby Król zrobił nieformalna uwagę w obecności świadków. W różnych okresach historii wiele grup nie-braminów zostało uczynionych przez Króla braminami i zatrudnionych w świątyni jako pujari. Nawet sam początek czczenia Pana Jagannatha w Jagannatha Puri jest wątpliwy z punktu widzenia standardów kasty lub jati. Przecież daitapatis (nadal najbliżsi słudzy Pana Jagannatha) są ponoć potomkami Visvavasu, plemiennego (Sabara) wielbiciela Pana Jagannatha z czasu sprzed przybycia Bóstw do Jagannatha Puri. Podobnie, wielu sevaka (sług) w świątyni Pana Jagannatha należących do tradycyjnych rodzin sevaka mają nie-hinduistyczne korzenie lub pochodzą z niższych kast. Przykładem tych sytuacji są pujari Parsi (Persowie), którzy w świątyni nadal czczą Bóstwo Satya Narajana w języku urdu, a nawet 'oficjalni rybacy' świątynni, którzy wiosłują na łodziach podczas Candan Jatry. Przedstawiciele 'math muzułmańskich' (takich jak Haridas Math czy Kabir Math) są regularnie zapraszani do świątyni, a nawet otrzymują bezpośrednie, szczególne służby dla Bóstw, jak wachlowanie Pana czamarami czy dostarczanie girland i dostarczanie bhoga (produktów spożywczych). Podczas Ratha Jatry wozy zatrzymują się na Grand Rd, na wysokości samadhi (grobowiec) Salabega (sławny 'muzułmański' wyznawca Pana Jagannatha). Istnieje nawet sławna opowieść relacjonująca surową lekcję, jakiej Laksmidevi udzieliła Jagannatowi i Balabhadrze odnośnie duchowych praw/kwalifikacji czandalów (tzn. niższych kast).

Nie trzeba jednak odwoływać się do przykładów historycznych. Niedawno administracja świątyni Śri Mandir w Puri wybrała policjantów z niższych kast na stanowisko strażników WEWNĄTRZ świątyni.

Czy jest to więc problem rasowy. Nie wygląda na to, ponieważ pielgrzymi z północno-wschodnich oraz południowych Indii bardzo wyraźnie wyróżniają się przynależnością do innych grup rasowych, które z łatwością można odróżnić od miejscowych Hindusów. Także wielu pielgrzymów z północnych i północno zachodnich krańców Indii mają równie jasną skórę jak większość Europejczyków.

Czy jest to zatem problem narodowościowy. Może się takim wydawać, ale nim nie jest. Nie chodzi tu o narodowość. Kim jest bowiem obcokrajowiec? Istnieje ogromna ilość Hindusów (NRI), którzy są obcokrajowcami w drugim pokoleniu i posiadają nie-indyjskie paszporty, i którzy bez przeszkód weszliby do świątyni Jagannatha, ponieważ nikt nie sprawdza tam przecież dokumentów, co przecież i tak byłoby próżnym wysiłkiem, jako że większość Hindusów nie posiada w ogóle żadnych dokumentów tożsamości, a ci, którzy je posiadają, nie noszą ich ze sobą, kiedy idą do świątyni. Obywatele Bangladeszu czy Pakistanu bez problemu zostaliby wpuszczeni. Wątpię też przy tym, aby ktokolwiek z osób, które otrzymały obywatelstwo indyjskie byłyby uznane przez policjanta za Hindusa na mocy narodowości.

I tak, dochodzimy do następnego pytania, czyli: "Kto korzysta na takiej sytuacji? Jaki z niej pożytek i komu jest potrzebna"?

W tej kwestii mogę się wypowiadać na bazie osobistego, bezpośredniego doświadczenia, przynajmniej jeśli chodzi o stan Orissa. Mam bardzo przyjacielskie relacje z wieloma duchownymi osobami służącymi (sevaka) w świątyni Jagannatha w Puri, czy w świątyni Sakhi Gopal (okręg Puri), i mam też przyjaciół wśród duchownych świątyni Lingaraj (Bhuvaneśvar). Z całą odpowiedzialnością mogę więc powiedzieć, że przytłaczająca większość duchownych (pujari) oraz miejscowych mieszkańców są za tym, aby nie-indyjscy hinduiści byli mile widziani w świątyniach. Są za to bardzo niezadowoleni z kontrolowanej przez rząd administracji świątyń, mimo iż wypowiadanie się przeciw rządowej kontroli świątyń oraz podejmowanych w jej ramach działań jest bardzo niebezpieczne.

W rzeczywistości, sevakowie i pujari z wielką przyjemnością powitaliby w świątyniach nie-indyjskich wyznawców, zarówno dlatego, że większość tych duchownych osób to osoby święte, które są w bezpośrednim kontakcie z Boskością, a także dlatego, że wsparcie finansowe wszystkich pielgrzymów jest bardzo potrzebnym uzupełnieniem mizernych uposażeń, jakie służącym w świątyniach osobom wypłaca rząd.

We wszystkich kontrolowanych przez rząd świątyniach w Orisie służące w niej osoby otrzymują śmieszne uposażenie wynoszące miedzy 60 a 100 rupii MIESIĘCZNIE (około 2 dolarów). W innych stanach rząd może się szarpnąć nawet na 500 do 700 rupii, co nadal jest absurdalnie niską sumą, zwłaszcza dla kogoś, kto musi wykarmić rodzinę (a tradycyjnie kobiety nie powinny pracować czy robić kariery). Zgodnie zaś z prawem, sevakowie, będąc zatrudnionymi przez rząd, nie mogą podjąć innej pracy lub zawodu. Jeśli to zrobią, natychmiast zostaną zwolnieni.

Oczywistym jest więc, że aby utrzymać rodziny, sevakowie potrzebują dodatkowych pieniędzy od pielgrzymów, zwłaszcza jeśli pracują w świątyni na pełen etat i nie mają innego źródła dochodu. To jest wiec prawdziwym powodem, tych niewielu "indyjskich" pielgrzymów, którzy odwiedzają kontrolowane przez rząd świątynie, są nadmiernie nękani przez pujarich prośbami o dotacje. Jest to poważna przyczyna takiej sytuacji, której nie zaradzą "seminaria dobrych manier", jakie są organizowane przez administrację rządową.

Z drugiej zaś strony, o czym już wspomniałem, duże dotacje dawane przez pielgrzymów w biurach świątyń są regularnie zagarniane przez "świecki" rząd I bardzo często pożytkowane na inne cele, nie mające nic wspólnego z potrzebami świątyń. Stąd, nawet sama puja ma bardzo biedny budżet. Odkąd rząd przejął te świątynie w Orisie, standard czczenia Bóstw stale się pogarsza z powodu "braku funduszy".

Kiedy porówna się sytuację w świątyni Lingaraj z zachowaniem pujarich i administracji świątyń, które nie są kontrolowane przez rząd, jasno widać, że jedynym zadaniem "świeckiego" rządu jest absurdalne nękanie szczerych pielgrzymów, zarówno "indyjskich hinduistów", jaki "nie-indyjskich hinduistów". W samym Bhuvaneśvarze istnieje mnóstwo starożytnych i sławnych świątyń, które zawarte są w standardowej ofercie turystycznej.

We wszystkich tych świątyniach "zagraniczni hinduiści" są nie tylko wpuszczani, ale bardzo mile widziani.

Dzięki temu, sevakowie nie potrzebują nękać pielgrzymów, ponieważ otrzymują dobre dotacje od osób odwiedzających i zwiedzających świątynie. Panuje tam także duchowa atmosfera, orzeźwiająca i zrelaksowana, czyli taka, jaka powinna istnieć w miejscu kultu religijnego.

Społeczeństwo Orisy ma gdzieś bezsensowne ograniczenia wstępu do świątyń, a wiele osób jest wręcz im przeciwna. Dlaczego? Ponieważ "Złoty Trójkąt" Orisy prawie całkowicie jest uzależniony finansowo od turystyki (zwłaszcza turystyki religijnej).

Im więcej przybywa tam pielgrzymów w ciągu roku, tym lepiej dla dobrobytu regionu.

Jest to równie prawdziwe w odniesieniu do wszystkich innych stanów Indii, ponieważ "duchowa turystyka" i hinduizm zawsze były i będą, największą siłą Indii. Niezdolność dostrzeżenia tego faktu jest niedobrym objawem.

Jeszcze bardziej oczywistym jest, że "nawróceni" hinduiści są od "hinduistów z urodzenia" o wiele zamożniejsi i hojniejsi, jeśli chodzi o wspomaganie świątyń i służby dla Bóstw, czy też tylko wydawanie pieniędzy w sklepach i domach gościnnych. Powinniśmy tutaj wziąć pod uwagę przykład osób nawróconych w ISKCON-ie czy Gaudiya Math (w większości to osoby spoza Indii), którzy przeznaczają ogromne sumy na rozwój Majapur i Vrindavan (święte miejsca Gaudiya Vaisnavizmu), a także na budowanie pięknych świątyń w całych Indiach (oraz całym świecie), które są bardzo aktywne oraz wykwintne w ceremoniach religijnych.

Jest to normalna cecha u osób nawróconych, którzy świadomie lub podświadomie czują większą potrzebę aktywności religijnej niż ci, którzy są hinduistami (czy na przykład chrześcijanami) tylko dlatego, że zdarzyło im się urodzić w rodzinie hinduistycznej (czy chrześcijańskiej).

Dobrze znanym faktem jest to, że Hindusi nawróceni na chrześcijaństwo generalnie zawsze byli i są o wiele bardziej fanatyczni i agresywni niż większość osób, które urodziły się w chrześcijańskich rodzinach w USA czy Europie. Dla przykładu, w "bardzo katolickiej Hiszpanii", która według spisu ludności składa się w 99% procentach z katolików i historycznie, przez stulecia była filarem potęgi papieży, obecnie jedynie 20% społeczeństwa bywa w kościele (choćby raz w roku).

I tak, tak zwana świeckość obecnego rządu Indii (który jest bardziej "dharma-nirapeksata" niż "matha-nirapeksata") w rzeczywistości przekłada się na dotkliwą dyskryminację hinduizmu, który jest "złotą spuścizną" Indii oraz jedyną przyczyną, dzięki której India mogła się stać wiodącym, dobrze prosperującym i szanowanym na świecie krajem.

Systematyczne prześladowania rządu indyjskiego skierowane przeciw "obcokrajowcom", którzy autentycznie nawrócili się na hinduizm i przybywają do Indii ze świętymi pielgrzymkami jest tak naprawdę niesprawiedliwym faworyzowaniem misjonarzy chrześcijańskich i muzułmańskich, jako że chrześcijaństwo i islam mają swoje tradycyjne miejsca święte POZA Indiami.

Kampanie nawracania w wykonaniu chrześcijan i muzułmanów (z wykorzystaniem ogromnego wsparcia finansowego i organizacyjnego, oraz metod, które nie mają nic wspólnego z duchowością, czy nawet etyką) mogą być efektywnie odpierane jedynie przez nadanie hinduizmowi należnej mu, właściwej wartości. Hindu Dharma może całkowicie pokonać zarówno chrześcijaństwo, jak i islam, jeśli zostanie zaprezentowana w jej prawdziwej chwale i głębi, a także bez nieuzasadnionego kompleksu niższości.

I to właśnie musimy zrobić, z pomocą wszystkich szczerych osób, posiadających ku temu kwalifikacje.

Dowodem rzeczywistej prawdziwości i wartości (czy raczej wyższości) hinduizmu jest ogromny sukces, jak odnosi na skalę światową, odkąd misjonarze hinduistycznie zaczęli na początku XX wieku podróżować po świecie. Rozwiązaniem problemu jest kształcenie autentycznych misjonarzy hinduistycznych, którzy podróżowaliby po Indiach i stawiali czoła misjonarzom chrześcijańskim solidną filozofią i teologią oraz przykładną postawą, przy takim wsparciu finansowym i organizacyjnym, na jakie Hinduizm może zdobyć z każdej swej części (nawet jeśli będzie to tylko ułamek tego, czym dysponują chrześcijanie).

Bardzo ważną rolę w tej misji odgrywają osoby spoza Indii, które nawróciły się na hinduizm z chrześcijaństwa czy islamu. Stanowią oni bowiem żyjący przykład tego, że dla wielu, hinduizm jest lepszy niż chrześcijaństwo lub islam. Osoby takie powinny być uważane za najpotężniejszą broń hinduizmu.

Rząd indyjski powinien zrozumieć, że są to ludzie, którzy porzucili iluzoryczny blichtr "rozwiniętej cywilizacji" Zachodu z jej materialistycznymi ideałami i z pełną wiedzą wybrali hinduizm jako najwyższą formę religii, której poświęcają swoje życie, aby nauczać i dawać praktyczne świadectwo. Są oni o wiele lepszymi "Hindusami" niż wielu urodzonych w Indiach Hindusów, ponieważ miłość do Indii (a często zamieszkanie w niej) jest ich świadomą decyzją. Największą ambicją wielu urodzonych w Indiach Hindusów jest wyjazd z Indii i osiedlenie się gdzie indziej – i to nie z myślą, aby przysyłać pieniądze, czy w inny sposób wspierać stamtąd swą ojczyznę.

Są tacy, którzy uważają, że nawrócenie na hinduizm nie jest autoryzowaną przez standardy wedyjskie rzeczą, ale to nie jest prawda. W historii hinduizmu jest wiele przykładów "obcokrajowców", którzy nawrócili się na hinduizm i byli przyjmowani za autentycznych hinduistów.

Osoby, które twierdzą, że dla bycia hinduistą konieczną kwalifikacją jest posiadanie indyjskiego pochodzenia (adhikara) i przejście przez odpowiednie samskary, powinny wziąć pod uwagę dowody wskazujące na to, że zanim Paweł rozprzestrzenił w Europie chrześcijaństwo, istniał tam model uniwersalnej religii, który łatwo można zakwalifikować jako "hinduizm". To może być tematem oddzielnej jednak dyskusji, jako że tutaj musimy skupić się na temacie: przetrwaniu hinduizmu w Indiach.

Obecne wielkie kampanie nawracania Hindusów na chrześcijaństwo i islam mają swój cel w ustanowieniu nieodwołalnej i głównej lojalności wobec Watykanu, zachodnich kościołów protestanckich, czy też islamskiej lidze narodów – grup, które są zainteresowane polityczną kontrolą świata (nie tylko Indii), co wielokrotnie otwarcie deklarowały i demonstrowały.

Nie jest żadną tajemnicą, że na obszarach Indii, w których powstała większość chrześcijańska istnieją chrześcijańskie ruchy separatystyczne, które usiłują oderwać te tereny od Indii, aby utworzyć nowe państwa chrześcijańskie.

Jak można przeciwdziałać tej groźbie dla państwa indyjskiego? Musimy starannie unikać działań, które mogą być nie wystarczające dla zapobieżenia temu niebezpieczeństwu, a może za to odnieść efekt przeciwny przez stworzenie złego i FAŁSZYWEGO obrazu hinduizmu jako czegoś o wąskich horyzontach, zacofanego, opresyjnego, ciemnego i nierealistycznego. Od tak przedstawianego hinduizmu odsuną się nawet wykształceni i inteligentni indyjscy Hindusi, a co tu mówić o międzynarodowej opinii publicznej. Taka katastrofalna polityka dałaby więcej mocy propagandzie wrogów hinduizmu, którzy podnoszą wrzawę, że hinduizm to religia rasistowska, zacofany system oparty na nienawiści i niesprawiedliwej dyskryminacji, przez co nie powinien być dozwolony.

Właśnie TO byłoby mocną podstawą, aby krzykacze ci domagali się ściślejszej i twardszej świeckiej kontroli rządowej nad świątyniami hinduistycznymi, co spowodowałoby gwałtowne pogorszenie się sytuacji. Innym groźnym tego skutkiem byłby fakt, że Hindusi narażeni już na nawracanie chrześcijan czy muzułmanów staliby się jeszcze bardziej bezbronni.

Z kolei wzrost ilości nawróconych stworzy elektorat wyborczy i wzmocni presję polityczną, lobbystyczną oraz powstawanie religijnie motywowanych inwestycji finansowych.

Innym ważną kwestią, jaką należy zaznaczyć jest fakt, że hinduizm i jego święte miejsca nie należą wyłącznie do świeckiego rządu Indii, który może z nimi robić, co zechce – kontrolować, manipulować, wyzyskiwać lub zniszczyć.

Hindusi z regionu Orisy byli bardzo rozczarowani, kiedy ONZ odmówiło świątyni Pana Jagannatha w Puri oraz świątyni Lingaraj w Bhuvaneśwarze statusu "dziedzictwa światowego". A dlaczego? Otóż aplikacja przedłożona została przez rząd indyjski, który nie oparł jej na uniwersalnej wartości hinduizmu i Sanatana Dharmy, lecz jedynie na argumentach architektonicznych i historycznych. Ministerstwo Turystyki stanu Orisa planowało zbudować platformę obserwacyjną na zewnątrz świątyni Pana Jagannatha, aby przyciągnąć turystów do podziwiania architektury świątyni – tak jakby to właśnie było naprawdę ważną rzeczą w Puruszottama Ksetra.

Jakże to ironiczne, że wydaje się, że rząd indyjski nie uważa świątyń hinduistycznych za miejsca kultu religijnego, lecz raczej jedynie za muzea. Można by nawet podejrzewać, że im szybciej uda im się pozbyć pielgrzymów ich odwiedzających, tym szybciej będą mogli je zamienić w prawdziwe muzea – tak, jak już to zrobili ze świątyniami Konark, Rajajeśvari i innymi. Rząd nie robi nic, aby przywrócić oryginalną działalność religijną, która przynależy tym świętym miejscom, zaś bilety wejściowe do tych eks-świątyń są niezwykle drogie.

Tolerowanie tej niereligijnej mentalności i zgoda na wynikające z niej kontrolowanie świątyń hinduistycznych oraz dhama, świętych miejsc kultu religijnego, stanowi największe, rychłe i bezpośrednie zagrożenie dla przetrwania hinduizmu w Indiach i na całym świecie. Wszyscy Hindusi oraz wyznawcy Sanatana Dharmy uważają Bharata Varszę (Indie) za swoją duchową ojczyznę, nawet jeśli z niej nie pochodzą i w niej nie żyją.

Dlatego wszyscy oni mają prawo i obowiązek bronienia jej – jati desa kala samaya anavicchinnah sarvabhaumah tad mahavratam – "odpowiedzialność ta wznosi się ponad narodziny, kraj, czas i okoliczności oraz nie może być powstrzymana przez żadne przeszkody" (z Joga Sutr Patańjaliego).

Na całym świecie żyją miliony szczerych Hindusów (zarówno indyjskiego, jak i nie-indyjskiego pochodzenia), którzy są głęboko zatroskani przyszłością ich świętych miejsc i którzy są gotowi wspierać hinduizm w Indiach na różne sposoby. Przeszkody musza zostać natychmiast usunięte, zaś wszyscy szczerzy Hindusi/hinduiści muszą współpracować w tym wspólnym celu, nie szczędząc czasu i energii.

W służbie dla Dharmy

PKD
Ośrodek Studiów Wedyjskich "Jagannatha Vallabha"
Ekologiczna duchowa wioska Puri, Orisa, India



Tłumaczenie: Madhava Caran das
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Indie góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Nie ma choroby tak niszczącej jak pożądanie, wroga większego niż szaleńcza miłość, ognia większego niż gniew i szczęścia większego niż to, jakie płynie z wiedzy duchowej."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 5.12)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW