kryszna, kriszna, hare, reinkarnacja, indie, festiwal, ISKCON, vaisnava, wschód, religia, sekta, joga, bóg, budda, jezus, duchowość, yoga, wegatarianizm, portal, taniec indyjski, kamasutra
    środa, 16 sierpnia 2017 
    

Aktualności

Polska

Świat

Indie

Sankirtan

Prasa

Periodyki

Fotoreportaże

Zapowiedzi

Kalendarz

Wasze SMS-y

Wywiady


Sonda
Czym dla Ciebie jest Hare Kryszna?
Niebezpieczną sektą
Przejściową modą z Ameryki
Grupą nieszkodliwych dziwaków
Jedną z wielu religii
Autentyczną ścieżką prowadzącą do Boga
Nie mam zdania

Powered by PHP

Powered by MySQL


Sotiko - Internet dla Ciebie!


Znalazłeś błąd lub niedziałający link? Napisz do webmastera.
Bazar Vrinda.Net.pl


PAMIĘTNIK PODRÓŻUJĄCEGO NAUCZAJĄCEGO
Najlepszy Kompan
Vrinda, 26.08.2006 15:25 — Indradyumna Swami
Aktualizacja 26.08.2006 15:28

Tom 7, Rozdział 2
6 Luty – 1 Marzec, 2006

Powróciwszy do zdrowia na Mauritiusie, zacząłem zastanawiać się nad podjęciem środków ostrożności w związku z moim lotem do Indii. Chciałem uniknąć sytuacji, jak ta z pijanymi turystami, którzy nękali mnie w czasie ostatniego lotu. Jedna opcja to podróżowanie ze sługą, ale to okazałoby się zbyt kosztowne. Inną byłoby podróżowanie w zwyczajnych ubraniach, lecz byłoby to zbyt wielkim wyrzeczeniem.


Musiałem po prostu polegać na łasce Pana, który jest obrońcą Swych wielbicieli. Wszedłem więc na podkład samolotu do Mumbaju, intonując modlitwę, której, po incydencie z turystami, nauczyłem się na pamięć:

udaya ravi sahasra dyotitam ruksa viksam
pralaya jaladhi nadam kalpa krd vahni vaktram
sura pati ripu vaksah ksoda rakta ksitangam
pranata bhaya haram tam nrsimham namami

"Oblicze Pana Nrsimhadevy jest tak olśniewająco rozświetlone jak tysiące słońc wschodzących jednocześnie. Wydaje On ryczący dźwięk niczym wody oceanu całkowitego zniszczenia, tak jakby On Sam gotów był stworzyć nową erę niszcząc wszechświat. Jego twarz jest jak ogień, a Jego ciało spryskane jest kroplami krwi podczas gdy druzgocze On pierś wroga Indry. Temu Nrsimhadevie, który usuwa strach podporządkowanych osób, składam pokłony."
[Śri Nrsimha Stuti, Werset 1]

W czasie lotu czytałem nową edycję "Narrotama-vilasa", napisaną przez Śri Narahari Chakravarti Thakura, który żył niedługo po odejściu Pana Caitanyi Mahaprabhu. Książka opowiada o wielkim świętym – Śrila Narottamie dasie Thakurze, a jej tłumaczenie opracował mój brat duchowy, Purnaprajna dasa.

Życie i nauki Narottama dasa Thakura są stałym źródłem inspiracji na całej mej duchowej drodze i dzień jego pojawienia się planowałem obchodzić we Vrindavan.

Czytałem kilka innych edycji tej książki, ale podobnie jak wszystkie czynności w życiu duchowym, czytanie jej po raz kolejny było nowe i świeże, tak jakbym czytał ją pierwszy raz. Szczególnie przyciągały mnie rozrywki czołowego ucznia Narottama dasa Thakura – Gangi Narayana Chakravartiego.

Na polecenie Narottama dasa Thakura udał się on do Manipur, dzikiego i zacofanego w tamtych czasach regionu Indii i nawrócił na Vaisnavę, czyli wielbiciela Kryszny, króla, który był czcicielem półbogini Kali. Król z kolei uczynił Vaisnavami całą ludność.

W styczniu 2005 roku odwiedziłem rodowy dom Gangi Narayana Chakravartiego w Bengalu, gdzie miałem darshan Bóstwa Pana Caitanyi czczonego przez Narrotama dasa Thakura oraz osobistych Bóstw Gangi Narayana Chakravartiego – Śri Radha-Gopinatha i 18 śalagramów-sila.

"Narottama-vilasa" wgłębia się w szczegóły życia Gangi Narayana Chakravartiego, i gdy samolot lądował w Mumbaju, właśnie kończyłem ją czytać. Jeden z ostatnich wersetów brzmi jak następuje:

"Ganga Narayana otrzymał tytuł Chakravarti. Nawet dzisiaj wszyscy we Vrindavan śpiewają jego chwały. Ma on wiele gałęzi i podgałęzi uczniów."

Zebrałem mój bagaż podręczny. "Służąc ruchowi Pana Caitanyi, pomagam również wielkim duszom jak Ganga Narayana Chakravarti," pomyślałem. "Modlę się, żeby któregoś dnia obdarował mnie on swą łaską bym mógł być nieustraszony jak on, służąc poleceniom mojego własnego mistrza duchowego."

Uczeń, któremu z uczuciem dałem imię Narrotama das Thakur das, odebrał mnie z lotniska. Planowałem spędzić dwa dni w jego domu przed wyruszeniem w dalszą drogę na duży festiwal w Ujjain.

"Guru Maharaja," powiedział Narottama jak tylko mnie zobaczył, "czytałem ostatni rozdział pamiętnika, i martwię się o twoje bezpieczeństwo. Jestem zły na tych pijanych turystów, którzy tak niewłaściwie cię potraktowali w samolocie na Mauritius. Samotne podróżowanie nie jest dla ciebie dobre."

"Nie ma na razie innego wyjścia," powiedziałem.

"No więc," odrzekł Narottama, "mam zamiar modlić się do Śrila Prabhupada i Pana Kryszny, żeby coś zaaranżowali."

"Dziękuję, modlitwy szczerego Vaisnavy nigdy nie idą na marne."

Kiedy jechaliśmy do jego mieszkania omawialiśmy przebieg obchodów z okazji dnia pojawienia się Narottama dasa Thakura.

"O czym będziesz mówił w tym roku we Vrindavan w dniu jego pojawienia się?" zapytał Narottama.

"Sądzę, że powiem o uczniach Narottama dasa Thakura, w szczególności o Gandze Narayanie Chakravartim."

Nazajutrz wczesnym rankiem, kiedy przygotowywałem się do pujy do moich Bóstw, ktoś zapukał do moich drzwi.

"Guru Maharaja," zawołał Narottama, "jest tu ktoś, kto chciałby się z tobą zobaczyć."

"Jest zbyt wcześnie. Nie mógłby przyjść później? Muszę zrobić puję."

"To szczególny gość, Guru Maharaja, bardzo szczególny gość."

"Przyjdę za dwie minuty."

Kiedy wszedłem do salonu, byłem zaskoczony widząc małego, starszego mężczyznę ubranego w dhoti i kurtę, siedzącego w milczeniu na krześle.

"Guru Maharaja," powiedział Narottama, "chciałbym, żebyś poznał Goswamijiego, potomka Gangi Narayana Chakravartiego, głównego ucznia Narottama dasa Thakura. Właściwie on dzwonił do mnie kilka razy w ciągu roku. Zapomniałem ci powiedzieć."

"Naprawdę? Potomek Gangi Narayana Chakravartiego? Tutaj w Mumbaju? W twoim salonie?"

Stałem oniemiały przez kilka chwil ze wzrokiem wbitym w sadhu.

"Guru Maharaja," powiedział Narottama, "wszystko w porządku?"

"Tak, w porządku. Tylko, że… "

"On przyjechał, by się z tobą spotkać," powiedział Narottama.

"Ze mną?"

Sadhu siedział patrząc na mnie. "Tak, Indradyumna Swami," powiedział. "Chciałem się z tobą zobaczyć od jakiegoś już czasu. Odwiedziłeś mój dom w zeszłym roku, ale byłem wtedy na pielgrzymce. Mój brat i ciotka opowiedzieli mi wszystko o twojej wizycie, o tym jak miałeś darshan naszych Bóstw, jak również odwiedziłeś samadhi Narottama dasa Thakura i Gangi Narayana Chakravartiego."

"Tak, tak było," odpowiedziałem. "To zaszczyt móc cię spotkać, Goswamiji."

Spuścił wzrok. "Nie ma żadnego zaszczytu w spotkaniu mnie," powiedział. "Jestem jedynie prostym sługą Pana."

Podniósł wzrok. "Przyjechałem z prośbą," kontynuował.

"Jak mogę ci służyć?" zapytałem.

Spojrzał mi prosto w oczy. "Chciałbym dać ci moją świątynię."

"Dać mi twoją świątynię?"

"Tak, miejsce zamieszkania Gangi Narayana Chakravartiego. Jeśli przyjmiesz posesję, wiem, że naprawisz rozpadający się budynek i przyślesz swoich zagranicznych uczniów, żeby robili puję."

Znowu zaniemówiłem.

"Standard czczenia drastycznie zmniejszył się przez lata," kontynuował, "i obawiam się, że gdy odejdę, obniży się jeszcze bardziej. Mój własny syn nie jest już zainteresowany czczeniem. Opuścił dom, by zdobyć wykształcenie i ostatecznie dostał pracę w Kalkucie. Co więcej, nawet mieszkańców wioski przestało obchodzić czczenie. W rezultacie, otrzymujemy niewiele dotacji i popadliśmy w długi."

"Długi?" zapytałem.

"Tak, poważne długi."

Chwilę się zastanawiałem. "Czy twoja oferta obejmuje spłacenie ich przeze mnie?"

"Niestety tak," powiedział spuszczając wzrok. "Ale to nie dlatego tu jestem. Najbardziej martwię się o… "

"Bóstwa," powiedziałem. "Rozumiem. Martwisz się o Bóstwa i o utrzymanie świętości tego uświęconego miejsca. Niemniej jednak, nie jestem pewien, czy stać mnie na spłacenie tych długów."

Podniósł wzrok. "Jest coś więcej niż długi. Musimy przekonać niektórych moich krewnych do oddania ci świątyni."

Jego głos stał się rozgniewany. "Oni jedzą lepiej od Bóstw."

"To brzmi dosyć skomplikowanie," powiedziałem.

"To prawda," odrzekł, "ale musimy spróbować. Mówimy o ukochanych Bóstwach Narottama dasa Thakura i Gangi Narayana Chakravartiego. W ostatnich sześciu miesiącach złodzieje próbowali wykraść je cztery razy."

"Jak to możliwe?"

"Nie stać mnie na ochronę," powiedział Goswamiji, łzy zakręciły mu się w oczach. "Ukradli drewniane sandały Gangi Narayana Chakravartiego, wiele manuskryptów i wszystkie parafernalia Bóstw."

Wahałem się, czy zapytać dlaczego nie zostały skradzione Bóstwa.

Goswamiji zdawał się czytać w moich myślach. "Nie zabrali Bóstw jedynie z powodu królewskiej kobry."

"Królewskiej kobry?"

"Tak. Mój pradziadek mówił, że kobra żyła pod domem jeszcze gdy on był dzieckiem. Za każdym razem, gdy złodziej przychodzi skraść Bóstwa, pojawia się kobra i oplata dokoła ciało Pana Caitanyi, strasząc ukąszeniem każdego, kto się zbliży. Sam ją widziałem."

"Widziałeś kobrę?"

"Tak. Była bardzo duża. W zeszłym miesiącu złodziej wszedł do domu nocą i zaraz wybiegł z pokoju Bóstw. Kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem kobrę owiniętą wokół Bóstwa Pana Caitanyi. Jej ciało pokrywało całe Bóstwo. Jej głowa kołysała się i wydawała straszny syczący dźwięk. Ja również uciekłem. Mimo to, jeśli ktoś jest bardzo zdeterminowany, nie wyobrażam sobie, co by się stało."

"Rozumiem," powiedziałem.

Wstał. "Proszę pojedź ze mną do Bengalu i porozmawiaj z moimi krewnymi."

Wahałem się. Miałem napięty terminarz.

"Jestem pewien, że to pomoże," powiedział. "Najpierw rozwiążmy problem z moją rodziną. Potem Kryszna pomoże nam znaleźć pieniądze na długi."

Narottama zwrócił się do Goswamijiego. "Guru Maharaja ma bardzo napięty plan podróży. Pojutrze oczekują nas w Ujjain. Ale po festiwalu w Ujjain, ja mogę pojechać z tobą do Bengalu."

"To nawet lepszy pomysł," powiedziałem. "Narottam może bardziej skutecznie poradzić sobie z twoją rodziną."

Tydzień później, po uroczystościach w Ujjain, Narottama i Goswamiji pojechali do Bengalu. Ja udałem się do Vrindavan i niecierpliwie czekałem na telefon od Narottama. Ktoregoś wczesnego ranka zadzwoniła moja komórka.

"Guru Maharaja," zaczął Narottama, "sytuacja jest jeszcze bardziej zawiła niż myśleliśmy. Mieszkańcy wioski stali się podejrzliwi gdy przyjechałem z Goswamijim. Dowiedzieli się jakoś o jego zamiarze oddania swej własności. Jeden mężczyzna stał się szczególnie wojowniczy. Przynależy on do gangu miejscowych kryminalistów. Zwą go czarnym sadhu, gdyż nosi tantryczną czarną szatę. Jeśli świątynia zmieni właściciela, on straci pieniądze, które bierze z dotacji."

"Musisz być bardzo ostrożny," powiedziałem.

"Tak, Guru Maharaja, jestem ostrożny. Dzisiaj czarny sadhu zwołał wieśniaków i przemawiał do nich ze schodów świątyni. Powiedział, że przez wiele lat nie było w wiosce żadnej choroby ani głodu, nikt nie zmarł przedwcześnie, i 'poza tym głupim Goswamim, zarządzającym świątynią,' nikt nie ma długów. Powiedział, że jeśli Goswami odda świątynię, Pan przeklnie całą wioskę. Ludzie są bardzo poruszeni. Chodzą grupami po wiosce i mówią 'Nikt nie dostanie świątyni.'"

"Uważam, że powinieneś natychmiast wyjechać."

Nagle Narottama wydał stłumiony okrzyk. "Mój Boże!" wykrzyknął. "Przyjechały dwa policyjne vany! Muszę kończyć."

Trzy godziny później znowu zadzwonił. "Guru Maharaja, policja szukała mnie. Musiałem ukryć się w dżungli. Najprawdopodobniej czarny sadhu ich przekupił. Goswamiji jest tak zmartwiony. Ubolewa, że miejscowi kryminaliści mają tak wielki wpływ na świątynię i Bóstwa."

Kiedy mówił, ja również ubolewałem. "Tego trzeba się spodziewać," powiedziałem. "To Kali-yuga."

Przypomniał mi się werset z Śrimad Bhagavatam.

"Bóstwa w świątyni zdają się płakać – zawodzą i pocą się. Wyglądają, jak gdyby miały zaraz odejść. Wszystkie miasta, wioski, miasteczka, ogrody, kopalnie i pustelnie są teraz odarte z piękna i pozbawione wszelkiego szczęścia. Nie wiem, jakiego rodzaju klęski czekają nas teraz."
[Śrimad Bhagavatam 1.l4.20]

Narottam kontynuował. "Krążą pogłoski, że czarny sadhu zamierza powstrzymać nas przed wyjazdem dzisiejszego wieczora. Planuje zaprowadzić nas jutro przed wszystkich wieśniaków."

"Okay," powiedziałem. "Wyjedź teraz. Masz taksówkę?"

"Tak. Wyjedziemy za kilka minut. Goswamiji chce mnie zabrać na osobisty darshan Bóstw. Potem wyjedziemy."

Będę na zawsze zobowiązany wielkiemu świętemu – Gandze Narayanie Chakravartiemu – i jego potomkowi, Goswamijiemu, za to, co się potem wydarzyło.

O zmroku Narottama i Goswamiji udali się do świątyni i weszli do wewnętrznych komnat. W obecności Goswamijiego, Narottama mógł dojść do samych Bóstw. Stał przed piękną formą Pana Caitanyi i modlił się o Jego łaskę. Ujrzał również starożytne Bóstwa Radha-Kryszna Gangi Narayana Chakravartiego.

Oczy Goswamijiego napełniły się łzami. "Otrzymują tylko jedno ofiarowanie pożywienia dziennie," powiedział. "Zobacz tylko jak prosto są ubrane."

Narottama modlił się, żeby w jakiś sposób Bóstwa pozostały bezpieczne i żeby kiedyś Ich czczenie zostało na nowo ustanowione w swej oryginalnej chwale.

Narottama spojrzał na 18 śalagramów-sila i pomyślał jak wspaniale musiały być one czczone przez Gangę Narayana Chakravartiego.

Goswamiji odezwał się przyciszonym głosem. "Musimy iść zanim zrobi się ciemno. Ale zanim pójdziemy, chciałym dać ci coś dla Indradyumny Maharaja. Niech przynajmniej jedno z tych cennych Bóstw będzie miało właściwą opiekę."

Sięgnął na ołtarz i podniósł jednego ze starożytnych śalagramów-sila.

"To śalagram, którego mój pradziadek, Ganga Narayana Chakravarti zabrał ze sobą do Manipur, kiedy dostał polecenie od Narottama dasa Thakura, żeby udać się tam i nawrócić króla na Vaisnavizm. Proszę daj Go swemu mistrzowi duchowemu."

Narottama stał jak wryty. Jako że robiło się ciemno, nie mógł dobrze dostrzec Bóstwa. "Kim On jest? zapytał. "Która inkarnacja?"

Goswamiji przybliżył śalagrama. "Jest On przerażającą formą Varaha-Nrsimhy."

Narottama był zdumiony widząc brązowawy śalagram-sila z dużym rozwartym otworem i dwoma dużymi nierównymi czakrami w środku – pewne znaki, że był On Nrsimha śalagramem. Wysunięty kieł po lewej stronie wskazywał, że był też Panem Varahą.

"Twój mistrz duchowy może się od teraz zająć tym Bóstwem," powiedział Goswamiji. "I możesz być pewien, że Bóstwo zajmie się twoim mistrzem duchowym."

"Czy nie będzie problemu z wieśniakami jeśli Bóstwo… " zaczął mówić Narottama.

"Jestem potomkiem Gangi Narayana Chakravartiego z krwi i kości," powiedział Goswamiji stanowczo. "Moją odpowiedzialnością jest zapewnienie właściwego czczenia tym Bóstwom."

Goswamiji spojrzał smutnie na pozostałe Bóstwa. "Chodźmy szybko," powiedział, "zanim przyjdzie czarny sadhu i jego przyjaciele."

Gdy zapadła ciemność wyjechali taksówką i sześć godzin później dojechali bez przeszkód na lotnisko w Kalkucie. Narottama zadzwonił do mnie.

"Guru Maharaja," zaczął, "stała się najbardziej zadziwiająca rzecz. Nie uwierzysz."

"O co chodzi Narottama? Czyżby krewni Goswamijiego zgodzili się dać nam świątynię?"

"Nie, jeszcze nie. Będziemy dalej próbowali. Ale Pan wysłuchał moich modlitw, Guru Maharaja."

"Jakich modlitw?"

"O twoją ochronę. Pamiętasz, powiedziałeś, że moje modlitwy nie pójdą na marne?"

Przez chwilę milczałem. "No więc co się stało?" zapytałem.

"Guru Maharaja, Goswamiji dał ci osobistego Varaha-Nrsimhę śalagrama Gangi Narayana Chakravartiego."

"Co? Naprawdę?"

"Tak!" powiedział Narottama niemal krzycząc. "Kiedy za kilka dni wrócisz do Mumbaju będzie tu na ciebie czekał. Od teraz będziesz miał najlepszego kompana podróży i nie ma się już czego obawiać."

Nazajutrz otrzymałem e-mail od Narottama. "Drogi Guru Maharaja. Chciałbym cię poinformować, że śalagram należący do Gangi Narayana Chakravartiego Thakura został ci podarowany 13 lutego 2006, w dniu pojawienia się Śrila Narottama dasa Thakura."

**************

"Co się tyczy twojego pytania, czy Mistrz Duchowy i Dziadek Mistrz Duchowy zdają sobie sprawę z modlitw szczerego wielbiciela, który modli się do Nich z miłością? Odpowiedź brzmi: żadna świadoma modlitwa nie idzie na marne. Są one pozytywnie przekazywane. Jakakolwiek modlitwa ofiarowana twojemu Mistrzowi Duchowemu i Nadrzędnemu Mistrzowi Duchowemu jest przekazywana Krysznie. Żadna szczera modlitwa nie idzie na marne.

Zawsze dobrze ci życzący,
A.C. Bhaktivedanta Swami"
[List do Mahanandy, Los Angeles, 26 Kwiecień, 1970]



Tłumaczenie: Kalyani dasi
Język oryginału: angielski



Wyślij do znajomego Wydrukuj ten tekst Indie góra



Przepraszamy - komentowanie chwilowo niemożliwe
Wprowadzamy zmiany w zasadach komentowania.
Zapraszamy później.


Sentencja
"Długość życia, rodzaj pracy, bogactwo, wykształcenie i czas śmierci, to pięć rzeczy, które były określone gdy byłeś w łonie matki."
Canakya Pandit
(Canakya-niti Śastra, 4.1)
Więcej

Fotoreportaż
sh
sh
20.09.2016
Więcej

 
  Redakcja     Współpraca     Kontakt     Newsletter     Statystyki  
| |   Ustaw jako stronę startową   |   Poleć nas znajomemu   |
 
 

Copyright 1999-2017 by Vrinda.Net.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt graficzny i wykonanie Dharani Design.

Vrinda.Net.pl
 
Strona startowa Vedanta OnLine Katalog stron WWW